Reklama

Gaspar Noé: Taniec śmierci

Gaspar Noé na planie filmu "Climax" /materiały dystrybutora

Tak samo jak twoi bohaterowie, których niepozorna impreza wymyka się spod kontroli. O tym miał być ten film? O narkotykach, które doprowadzają do szaleństwa?

Reklama

- Wszyscy pytają mnie o narkotyki, a chodzi głównie o alkohol. Zwróć uwagę, że picie alkoholu doczekało się społecznego przyzwolenia - możesz go kupić w każdym sklepie. Od czternastego roku życia wypróbowałem chyba wszystkie doświadczenia psychodeliczne, ale najgorsze przeżywałem właśnie po alkoholu. To były koszmarne noce, dosłownie podróże do piekła. Miałem także doświadczenia z osobami, które nie potrafią radzić sobie z piciem. Zaczyna się od pierwszego kieliszka, który wynosi twój iloraz inteligencji na wyżyny - stajesz się zabawniejszy niż zwykle, otwarty, możesz zagadać do nieznajomej dziewczyny. Z drugim przychodzi regres, a następnie uruchamiają nieobliczalne zachowania. Niektórzy moi znajomi zamieniali się przy mnie w potwory - stawali się nieludzko złośliwi, okrutni, próbowali popełnić samobójstwo. Myślę że to straszne, kiedy twój przyjaciel wychodzi z toalety zalany krwią, słaniając się na nogach. Kiedy pijesz bez umiaru, alkohol wyłącza świadomą część umysłu. I sprawia, że zamieniamy się w kompletnych kretynów.

To uleganie popędom i nieustępliwość bodźców, przekładają się również na percepcję widza. Kilka dni temu przed salą kinową spotkałem dziewczynę, która straciła przytomność. Inni wyszli sami.

- To normalne. Mówi się, że zazwyczaj z moich filmów wychodzi dwadzieścia pięć procent widzów. Niektórzy faktycznie tracą przytomność. W ubiegłym tygodniu na jednym z pokazów w Paryżu zemdlał chłopak. Okazało się, że był oburzony, kiedy pracownicy kina chcieli wezwać karetkę. Zaparł się i powiedział, że nie da się zbadać póki się ze mną nie zobaczy. Tak naprawdę wszystko zależy od wrażliwości oraz wytrzymałości widza. Kiedyś prawie zemdlałem na dokumencie, w którym pokazano prawdziwą operację mózgu. Przyswajanie takich obrazów zależy w dużej mierze również od naszej aktualnej sytuacji. Gdybyś kilka minut przed pokazem mojego filmu rozstał się z dziewczyną, to nie wzbudziłby on w tobie większych emocji. Tak samo jest z odbiorem po wspomnianych używkach. Kiedy wypijesz kilka kieliszków za dużo, a przy tym zobaczysz ze znajomymi wiadomości w telewizji, to na pewno będziecie mieli niezły ubaw. Natomiast, kiedy zapalicie kiepską trawę i wejdzie zła faza, to wszystko wyda się przerażające.

W pierwszych scenach filmu podsuwasz garść tropów interpretacyjnych - rzędy kaset VHS i książek, każą rozpoznawać twoje inspiracje u Luisa Bunuela, Dario Argento, Andrzeja Żuławskiego. Wydaje mi się, że to nieprzypadkowy wybór.

- Wiele tych tytułów pochodzi z mojej prywatnej kolekcji. Poza tym wszystkie filmy i książki, które miałeś okazję wyłapać, obejrzałem lub przeczytałem jako nastolatek. W latach 90. zakochałem się w tych tytułach. Mogłem na okrągło oglądać filmy Romero, Argento, czy starych mistrzów pokroju Fasbindera i Pasoliniego. "Opętanie" Żuławskiego czy "Wstręt" Polańskiego to równie genialne obrazy. Dzięki nim zrozumiałem, że istnieje coś więcej niż moralnie poprawne produkcje z Hollywood, w których dobry bohater zwycięża, a zły ponosi klęskę. Właśnie dlatego często do nich wracam, za każdym razem wyciągając z nich coś, czego mogę użyć w swoim kinie. Kiedy prześledzisz strukturę samej opowieści w "Climaxie", to przypomnisz sobie "Płonący wieżowiec" lub "Tragedię Posejdona". Na poziomie obrazu, to taka "Christiane F. - My dzieci z dworca Zoo". Zarówno mój operator, jak i scenograf obejrzeli ten film pod kątem lokacji, zastosowania intensywnych kolorów oraz "przybrudzonego" światła. Chciałem uzyskać ten sam efekt.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gaspar Noé | Climax

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje