Reklama

Ciężko było wrócić

Głównym bohaterem Pana filmu jest Michał, mężczyzna po 30-tce, pozornie szczęśliwy, który zachowuje się jednak tak, jakby jego życie było już czymś skończonym, w którym nic się nie zdarzy. W wyniku różnych okoliczności, zmuszony jest dokonać w nim korekty. Czy to właśnie ma oznaczać tytuł?

Reklama

- Dokładnie. Erratum, czyli errata - karteczka, na której wymienione są wszystkie błędy. W moim filmie bohater zostaje niejako wyrwany ze swojego rutynowego życia, dostaje bonus czasowy. Czas nagle dla niego zwalnia, nie ma co ze sobą zrobić. Mimo więc tego, że nie chce żadnej przemiany i najchętniej natychmiast wyjechałby z miasta, do którego trafił, niestety musi tam zostać. To, że wykonuje jakieś działania, bierze się więc z tego, że nie ma innej alternatywy.

Właśnie, z marazmu budzi pańskiego bohatera przymusowy powrót do rodzinnego miasta. Tam spotyka dawno nie widzianego ojca, przyjaciół z młodzieńczych lat. Ale impulsem do zmian okazuje się dopiero pewne zdarzenie, w którym uczestniczy. Mimo że jest ono dosyć dramatyczne, to początkowo nie powoduje zmian w zachowaniu Michała.

- Nie lubię, gdy dzieje się coś dramatycznego i natychmiast mamy na to reakcję. O wiele bardziej podoba mi się sytuacja, gdy bohater zaprzecza, że cokolwiek się stało. U mnie akurat znalazł się on w otoczeniu, które jest nasycone przeszłością, a głos, który on rozpoznaje jako siebie sprzed lat, stopniowo zaczyna być w nim coraz mocniejszy. I dlatego jego działania, które początkowo są mechaniczne, z czasem stają się postępowaniem 'z głębi'.

Niebagatelną rolę w "Erratum" odgrywa konflikt na linii ojciec - syn (jest zresztą wygrany podwójnie). Widzów ciekawi przede wszystkim to, z czego on wynika, ale akurat tego pan nie dopowiada.

- To był świadomy zabieg. W momencie, kiedy to wymyśliłem - pomyślałem, że to będzie interesujące rozwiązanie, ale z racji pewnego nowatorstwa tego pomysłu, konsultowałem go jeszcze z moim opiekunem artystycznym...


...Wojciechem Marczewskim?

- ... oraz z profesorem Jerzym Stuhrem. I z tych rozmów wynikło, że jest to dobry trop i ciekawsze jest mierzenie się z samą niechęcią nawiązania tego porozumienia, niż z tym, z czego ona wynika.

Niezmiernie ważne jest w Pańskim filmie aktorstwo. Skąd pomysł, żeby zaangażować do skądinąd kameralnego dramatu znanych w ostatnim czasie raczej z komediowych filmowo-serialowo-scenicznych popisów Tomasza Kota i Ryszarda Kotysa?

- Przede wszystkim obaj bardzo zdolnymi aktorami, i Tomek Kot, i pan Ryszard Kotys wielokrotnie udowodnili to świetnymi rolami. Tomka znam jeszcze z czasów studenckich, kiedy grywał u nas w etiudach jako adept szkoły aktorskiej. Zapamiętałem go wtedy jako osobę bardzo się wyróżniającą, obdarzoną wyjątkową energią, z jakąś refleksją. To jest coś, co już jest w jego twarzy, coś, czego mi brakuje u wielu aktorów jego pokolenia. Natomiast jeśli chodzi o pana Ryszarda Kotysa to oczywiście wielki aktor i to, że nie miał szansy pokazać nam tego aktorstwa w ostatnim czasie, no cóż, tak to bywa. Ale gdzieś tam, moje przeczucie, że to wszystko w nim jest, się potwierdziło, uważam, że to świetna rola.

Obie są znakomite, po prostu musiał się pan wykazać dosyć dużą dozą zaufania, by postawić na nich w momencie, gdy kojarzeni są kinem rozrywkowym, a nie kameralnym dramatem, którym w gruncie rzeczy jest "Erratum".

- To jest zaufanie do aktora, ale też do samego siebie, a właściwie do zawodu reżyserskiego, czegoś, co się nazywa praca z aktorem. Oczywiście nie ma na to jakiejś gotowej recepty, to się odbywa w czasie rozmów, dyskusji o roli. I nawet jeżeli w tym wypadku początkowo pojawiały się jakieś maniery przyniesione z komedii, to myślę że bardzo szybko obaj panowie wcielili się w swoje role i byli już w nich do końca.


Na koniec nieco przewrotnie, czy kolejny pański film zobaczymy wcześniej niż za 8 lat?

- No mam nadzieję. Cieszę się, że krytyka tak dobrze mówi o tym filmie, że zauważyła go i mam takie poczucie, że krytycy stoją teraz za mną.

Trochę tak jest.

- Jest to duży kapitał, tak bym to nazwał. Oprócz tego mam też poczucie, że jestem już trochę mądrzejszy i wiem, jak to wszystko funkcjonuje, więc mam nadzieję, że będę teraz czekał dużo krócej.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje