Reklama

Cierpię za miliony!

Aż wreszcie wylądowałeś u psychologa...

Reklama

- Tak. Byłem posądzony o różne rzeczy - o mitomanię na przykład. Były zwoływane konsylia rodzinne, co ze mną będzie, bo tu szkoła, tu armia mnie goni, moja mama siwieje. Rodzina profesorska, wszyscy nade mną stali i debatowali, aż wreszcie jeden wujek powiedział, że powinienem iść do lekarza. Tylko dziadek we mnie wierzył, stary AK-owiec. Powtarzał mojej mamie: "Szymon nie jest kiep, to z tej mąki będzie chleb". Co znaczyło - czekajcie, on ma jakąś fajną energię, coś z tego będzie. No i tu się, kurczę, niewiele mylił.

A co odziedziczyłeś po dziadku?

- Chyba jego AK-owskie drzemki. Kiedy przygotowujemy program ja się muszę przez 15 minut zresetować. Mam swoją garderobę, gdzie sobie czasem przysnę. Mój dziadek słynął z takich drzemek.

Twój dziadek AK-owiec, twoje harcerstwo, to są symptomy etosu honoru, który chyba w sobie hodujesz...

- Bardzo. Z tego powodu moja żona ciągle się ze mnie śmieje. Właśnie z moim kuzynem Pawłem oddałem w depozyt do Muzeum Powstania Warszawskiego powstańczy uniform mojego dziadka. Po dziadku zostały nam dwie pamiątki: pierwsza to papierośnica, którą zrobił w obozie jenieckim w Murnau, gdzie został zatrzymany po upadku powstania. A druga to właśnie uniform z biało- czerwoną opaską, który nosił jeszcze ślady krwi dziadka. Myślałem, że takich mundurów jest bardzo dużo, a tymczasem okazało się, że kompletne uniformy, szare drelichy wojskowe z opaskami, nie istnieją. Ten jest drugi na świecie. Mój dziadek walczył w batalionie Bełt w Warszawie, bronił barykady w Alejach Jerozolimskich. Do tej pory zresztą spotykam się z jego żołnierzami... Wspaniali ludzie, została ich już garstka. Dziadek był ich dowódcą, dowodził kompanią.

To wzruszająca historia...

- A papierośnica mojego dziadka, jest zrobiona w drewnie, intarsjowana. Jakiś miesiąc temu mieliśmy rodzinne wyjście do Muzeum Powstania , bo połowa mojej rodziny walczyła w Powstaniu Warszawskim. Jeden wujek zginął, ciocia była łączniczką, o dziadku wspominałem. W ramach podziękowania dali nam dwie godziny zwiedzania w dzień wolny muzeum, mieliśmy przewodnika, a ja zabrałem także żołnierzy mojego dziadka. W sumie było 70 osób. Oglądaliśmy film "Miasto ruin" Bagińskiego i mundur mojego dziadka, już w gablocie. To muzeum jest super. Ciągle tam zresztą szukają wolontariuszy, żeby pracowali jako przewodnicy, albo pomagali w szatni. Młodzi ludzie, którzy tam pracują są kapitalni, tacy strażnicy historii. Fajna rzecz.

Ile miałeś lat kiedy twój dziadek umarł?

- To było 20 lat temu. Niestety nie byłem przy śmierci dziadka, choć bardzo bym chciał. Był obok mamy drugą najukochańszą postacią, która sprawiła że moje dzieciństwo za komuny nie było dzieciństwem pustym, gorzkim i smutnym. Byłem dzieckiem z rozwiedzionej rodziny, więc to dziadek był takim moim tatusiem. Na przykład brał mnie na wakacje. Ale na takie wakacje jakich nie miał nikt. Jeździliśmy do miejscowość Ulanów, na południowy wschód nad Tanwią, już w marcu. A wracaliśmy na jesieni. Byłem pół roku na wakacjach. Dziadek mnie mył, dawał mleko. Czasem dojeżdżała mama, czasem tata.

Piękne dzieciństwo.

- Mój dziadek zawsze nosił furażerkę. Był zakochany w wojskowym stylu. Dwa lata spędził w armii amerykańskiej, więc szył sobie takie garnitury, które trochę przypominały mundur. Ignacy był niesamowity. Krążyło o nim mnóstwo anegdot. Pamiętam, kiedyś byłem chory, siedziałem pod stołem, a na górze dziadek malował swoje obrazy. One nie były najpiękniejsze na świecie, ale bardzo to lubił. I w pewnym momencie odbiera telefon. Słucha, słucha a potem mówi: , "A ty się dzisiaj zesrasz". Po paru latach opowiedział mi co się wtedy stało. Okazało się, że jakiś facet do niego zadzwonił i powiedział: "dzisiaj umrzesz" a dziadek na to : "a ty się zesrasz" . Dziadek był strasznym antykomunistą i pisał listy do Trybuny Ludu z jakimiś strasznymi bluzgami, które podpisywał : Małgorzata Ogonek. Zawsze mnie bawiło to, że brał długopis do lewej ręki żeby zmylić tajne służby.

Powiedziałeś, ze twój dziadek malował i że ty malowałeś obrazki na zajęciach. Odziedziczyłeś talent po dziadku?

- Mam trochę talentu, ale po ojcu, bo ojciec zawsze dobrze rysował, zresztą rysuje do tej pory. Próbowałem zdawać na ASP, ale wiesz, zawsze miałem problem z pracą, nie chciało mi się ćwiczyć, chodzić na zajęcia, trenować rękę. Więc mam fajne pomysły, potrafię coś tam narysować ale Raczkowskim nie jestem.

Twoje dzieci też mają ten dryg?

- Tak, Zośka chodzi na zajęcia plastyczne. Antek też dobrze rysuje.

W jakim oni są wieku teraz?

- 16 i 18.

A ja byłam na etapie że to ciągle maluchy.

- Nawet nie pytaj!

Zacząłeś już odganiać konkurentów?

- Nie. Staram się te sprawy traktować lekko. Dobrze w sumie, że zajmuje się tym moja żona, bo jest nadzieja, że to pójdzie w dobrym kierunku. Trzeba wierzyć, kochać i już. Nie ma wyjścia.

Czy kiedy zbliża się maj i hasło: matury, masz dreszcze?

- Moja matura, bardzo kontrowersyjna i dramatyczna, śni mi się do tej pory. Uważam, że mogłem dostać słabą trójkę, ale postawiono mi mocną dwójkę. Miałem pretensję, był kurator, czytanie moich prac. W sumie jestem zdania, że mnie udupiono, ale nie ważne, nie będę snuł teorii spiskowych, bo wszyscy uczniowie je snują. Natomiast mam dreszcze do dziś. Nie potrafiłem zdawać egzaminów, nie potrafiłem siebie sprzedawać, nie potrafiłem udawać, że wiem, skoro nie wiedziałem. W takich sytuacjach zamiast pracy oddawałem rysunki. Rysowałem Madonny, pejzaże, i takie prace oddawałem nauczycielom. Z matmy nie byłem taki zły. Na przykład byłem dobry z logarytmów ale już na przykład... Jak się nazywają te wszystkie bryły?

Geometria.

- Właśnie. Kompletnie czarna dziura. A ułamki? Co za bzdura! Do dziś mam też problem z tabliczką mnożenia. Chciałbym, żeby szkolnictwo było elastyczne i tego się domagam. Często proszę w szkołach, jeśli dotyczy to edukacji moich dzieci czy tez innych dzieciaków, żeby ich nie męczono, bo nie każdy będzie budował mosty.

A tę maturę udało ci się w końcu zdać?

- Niestety matury w moim oświeceniowym liceum nie zdałem, ale mam maturę wieczorową, skończoną w liceum wieczorowym na ulicy Klonowej. A poza tym mam doktorat i profesurę życia.

Doktorat i profesura życia - bardzo cenne, chociaż młodzi ludzie mogą sobie pomyśleć: po co ja się będę uczył skoro taki Majewski się nie uczył i zaszedł tak daleko.

- Często jestem zapraszany do szkół, gdzie tłumaczę, że wolta, którą ja wykonałem to jest historia jedna na milion. Radzę też młodym ludziom, żeby podążali za swoim głosem, za swoją energią, bo mnie się udało, tylko dlatego, że nie zagłuszyłem w sobie pragnienia robienia czegoś innego. Czułem w sobie potencjał, którego nie umiałem nazwać, ale za którym uparcie szedłem. Mimo, że gdzieś tam po drodze dostawałem po dupie, dwójki, jedynki, nie przechodziłem, do kolejnych klas, to jednak stylem pijanego mistrza, slalomem wyszedłem na swoje. Mam wrażenie, że ja nigdy nie przestałem być dzieckiem. Ludzie, kiedy przestają być dziećmi tracą energię i wytrwałość stają się takimi panami z teczuszką.

Dziękuję za rozmowę.

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Interesują Cię plotki z życia gwiazd? Kliknij, a dowiesz się o nich wszystkiego!

Nie przegap hitów pokazywanych w polskiej telewizji. Wszystkie znajdziesz w naszym programie!

RMF FM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Szymon Majewski | Szymon Majewski Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje