Ciepła historia, z którą każdy może się utożsamić. Rozmawiamy z gwiazdami filmu
Od 3 grudnia na platformie Prime Video można oglądać najnowszy film świąteczny o tytule "Co. Za. Radość.". W roli głównej oglądamy Michelle Pfeiffer, partnerują im m.in. Felicity Jones oraz Jason Schwarztman. Z okazji premiery mieliśmy okazję porozmawiać z Jones oraz Schwartzmanem. W wywiadzie opowiedzieli o przesłaniu, które niesie najnowsza produkcja z ich udziałem oraz zdradzili, co najbardziej podobało im się na planie.
"Co. Za. Radość." to najnowsza świąteczna komedia z elementami dramatu, wyreżyserowana przez Michaela Showaltera ("Oczy Tammy Faye", "Na samą myśl o Tobie"). Jej bohaterką jest Claire (Michelle Pfeiffer) - kobieta, która co roku robi wszystko, by święta Bożego Narodzenia były absolutnie idealne. Tym razem odwiedzają ją dzieci: Channing (Felicity Jones) z mężem (Jason Schwartzman) i pociechami, Taylor (Chloë Grace Moretz) oraz Sammy (Dominic Sessa).
Szybko okazuje się jednak, że rzeczywistość daleka jest od perfekcji. Każdy członek rodziny przywozi ze sobą niewypowiedziane frustracje, własne troski i utarte nawyki. Napięcie narasta, aż w pewnym momencie Claire zostaje... zupełnie sama. Wtedy podejmuje spontaniczną decyzję o wyruszeniu w podróż, która na nowo ułoży jej spojrzenie na życie, bliskość i rodzinę.
Każdego roku na platformy streamingowe trafiają kolejne produkcje świąteczne. "Co. Za. Radość." wyróżnia się błyskotliwym humorem oraz przesłaniem, które skłania do refleksji.
Filmowa nowość Prime Video to ciepła opowieść o tym, co w święta Bożego Narodzenia naprawdę ma znaczenie. Nie są to najdroższe prezenty, najbardziej wystawne dekoracje ani perfekcyjnie wypieczone słodkości. Najważniejszy jest wspólnie spędzony czas, uważność na siebie nawzajem oraz stworzenie przestrzeni na wysłuchanie i zrozumienie bliskich.
Aktor komediowy, znany m.in. z filmów Wesa Andersona, Jason Schwartzman, w rozmowie z Interią podkreśla, że "Co. Za. Radość." pokazuje uniwersalne doświadczenia, które towarzyszą ludziom w tym intensywnym okresie.
"Mam nadzieję, że w tym filmie jest po trochę z każdego z nas" – mówi aktor. "Wierzę, że ludzie poczują się pokrzepieni świadomością, że każdy może stracić głowę podczas świąt. Mam nadzieję, że widzowie odnajdą się w poczuciu bycia niedostrzeganym, a później w momencie, gdy w obliczu rozpadu wszystkiego dookoła zostają po raz pierwszy zauważeni jako nowa wersja siebie lub jako ktoś, kim są dziś i zostają za to docenieni. Naprawdę uważam, że chodzi tu o zatrzymanie się na chwilę, przerwanie planowania, pośpiechu, ciągłego ruchu i po prostu spojrzenie na osobę naprzeciwko oraz szczere docenienie tego, kim jest".
Z kolei nominowana do Oscara za kreację w "The Brutalist", Felicity Jones, zwraca uwagę na emocjonalną złożoność świąt i rodzinnych spotkań.
"Myślę, że wszyscy możemy utożsamić się ze stresem i napięciami związanymi z każdym rodzajem uroczystości, a szczególnie z Bożym Narodzeniem, kiedy w pewnym sensie ciąży na nas ogromna presja, by dobrze się bawić. To taka podstawa – wszyscy mają się dogadywać i dobrze spędzać czas. I to sprawia, że robi się trochę jak w szybkowarze, w pewnym momencie coś musi wybuchnąć. W tym filmie jest coś naprawdę rozczulającego. Ta rodzina doświadcza różnych napięć, denerwują się na siebie, ale jednocześnie jest między nimi mnóstwo miłości i troski. W tym sensie to dość wyjątkowa rodzina. Są na tyle blisko, że mogą sobie pozwolić na kłótnie" – dodaje aktorka.
Zapytaliśmy Jasona Schwartzmana, co najbardziej podobało mu się na planie "Co. Za. Radość.". Aktor, w swoim charakterystycznym, żartobliwym stylu, przyznał, że szczególną przyjemność sprawiała mu… możliwość grania ojca filmowych dzieciaków bez konieczności pełnienia tej roli poza planem.
"Jedną z rzeczy, które lubiłem w mojej postaci, czy raczej w graniu jej, było to, że w filmie miałem dzieci, którymi nie musiałem zajmować się po zdjęciach. To mi się podobało. Mogłem utożsamić się z byciem ojcem, bo sam nim jestem. Ale lubiłem żegnać się z dziećmi na koniec dnia. Z tego powodu uwielbiałem grać Douga. Uwielbiałem to, że nie musiałem być ich prawdziwym ojcem. To było miłe" – powiedział z uśmiechem.
Rozmawiając o rodzinnych relacjach pokazanych w filmie, Jones zwróciła uwagę, że pewne dynamiki są ponadczasowe i niezmienne, niezależnie od pokolenia.
"Myślę, że ludzie aż tak bardzo się nie zmieniają. Zmieniają się ubrania, zmieniają się okoliczności, które na nich wpływają. Ale charakter jest w pewnym sensie ponadczasowy. Rodziny zawsze mają jakieś napięcia międzypokoleniowe, pragnienie wolności i poczucie, że rodzina widzi cię jako kogoś, kim tak naprawdę nie jesteś. To wydaje mi się dość ponadczasowe".
W podobnym tonie wypowiada się Schwartzman. Oboje podkreślają, że rodzinny bagaż, tradycje i emocje nie zmieniają się tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.
"Zgadzam się z Felicity. Istnieją pewne rzeczy, zwłaszcza rodzinna tradycja. Rzeczy przekazywane dalej, wspomnienia, z którymi dorastasz, a potem próbujesz zaszczepić je kolejnemu pokoleniu. Nagle zastanawiasz się: co my właściwie robimy? Dlaczego to robimy? Ostatecznie chodzi o to, że kiedy zbierasz ludzi razem na krótką chwilę, z całą masą oczekiwań… Ludzi, którzy się kochają, ale rzadko widują – to jest dość ponadczasowe. To ogromna presja: kochać ludzi" - podsumował.
Czytaj więcej: Świąteczna porażka Netfliksa. Szkoda czasu na nowy film z ikoną lat 90.