Reklama

Cezary Pazura: Kocham grać drani

Cezary Pazura z Diamentowym Klapsem Filmowym 2019

A co on takiego mówi?

Reklama

- Na przykład to, że zło jest w ludziach i że każdy może w sobie znaleźć pokłady negatywnych emocji. Ma to odniesienie do tego, co nas obecnie otacza: nienawiści i braku zrozumienia. Tyle że w serialu zostało zamknięte w sensacyjnej oprawie historii o nastolatce, która zaginęła na letnisku, i ojcu, który chce ją odnaleźć.

Cofnijmy się w czasie do lat, gdy był pan dzieckiem i mieszkał w Niewiadowie. Myślał pan już wtedy, żeby zostać aktorem?

- Tata prowadził w naszej miejscowości teatrzyk amatorski. W 1963 roku wyreżyserował spektakl "Zegarek" Jerzego Szaniawskiego. Zagrał w nim z kolegą. Byli tak dobrzy, że zajęli czwarte miejsce w konkursie, a ojcu zaproponowano egzaminy eksternistyczne z aktorstwa w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Miałem zaledwie roczek, toteż mama postawiła sprawę jasno: "Syn i ja albo TEN świat". Wybrał nas. Ale miłość do teatru zawsze była w naszym domu obecna. Tata prenumerował miesięcznik "Dialog", w którym publikowano najciekawsze sztuki. Gdy podrosłem, postanowiliśmy czytać je razem - z podziałem na role. Zmienianie głosu i przepoczwarzanie się w kogoś, kim nie jestem, sprawiało mi ogromną radość! Zacząłem też grać epizody w teatrzyku taty i powoli zachłystywałem się "TYM światem".

Czyli rozmawiam z urodzonym aktorem?

- Lubiłem brylować. Byłem dzieckiem, któremu trema kazała biec na estradę i grać jeszcze lepiej, a nie chować się za kurtynę. Nie bałem się. Czułem też, że koleżanki będą na mnie łaskawiej patrzyły. W szkole robiłem wszystko, żeby to mnie wybrano do prowadzenia apelu albo deklamowania wiersza. A nie byłem w tym najlepszy! (śmiech) W konkursach recytatorskich dochodziłem co najwyżej do etapu eliminacji rejonowych. Bałem się, że przekreśli to moją szansę na wymarzone studia. Na szczęście myliłem się.

Dowiedz się więcej na temat: Cezary Pazura

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje