Reklama

Carice van Houten i Conleth Hill o serialu "Gra o tron": Nie było łatwo

Conleth Hill i Carice van Houten na planie "Gry o tron"

Kiedy zaczynaliście kręcić, spora część obsady była jeszcze, no cóż, dziećmi. Jak układała się współpraca z młodymi ludźmi, dopiero zaczynającymi swoją aktorską przygodę?

Reklama

Conleth Hill: - Znakomicie. Pamiętam, jak przyjechałem któregoś dnia na plan, po trzech przesiadkach na lotniskach, a Maisie [Williams - przyp. red.] i Sophie [Turner - przyp. red.], które miały chyba po dwanaście, trzynaście lat, leżały nad hotelowym basenem i zapytały, czy u mnie aby na pewno wszystko gra. Odparłem, że miałem okropny dzień. Usłyszałem, że teraz już po wszystkim i mogę odpocząć. Momentalnie zeszło ze mnie napięcie. To były dojrzałe dzieciaki, niezmiennie fajne.

Inaczej spojrzałeś na świat po prawie dekadzie spędzonej w Westeros?

Conleth Hill: - Znienawidziłem politykę. Nie chodzi mi o porządnych ludzi z ministerialnymi stołkami, ale nie potrafię już rozmawiać o polityce i sam wiesz kim. Szybko się frustruję tym, co się dzieje, że kłamstwa uchodzą wpływowym ludziom na sucho. Jest mi z tego powodu smutno i niedobrze, bo nie uczymy się na błędach, ludzie są do tego niezdolni. Bo dlaczego jeszcze nie zrobiono porządku z owym człowiekiem, którego imienia nie wypowiem? Drażni mnie to i irytuje. Nie rozumiem tego.

Teraz, kiedy już znacie zakończenie serialu, pewnie musicie trzymać gardę jeszcze wyżej podczas rozmowy z ciekawskimi, którzy chcą wyciągnąć cenne spoilery?

Carice van Houten: - Tak, czasem ludzie perfidnie biorą mnie pod włos i kiedy rozmawiamy o serialu i pada imię którejś z postaci, nagle zadają ni z tego, ni z owego podchwytliwe pytanie, ale nie daję się na to złapać. Cieszę się, że na premiery możemy zabrać swoich gości, którzy szaleją za "Grą o tron".

Conleth Hill: - Mój młodszy brat jest dźwiękowcem przy serialu i straszliwie przestrzega tych wszystkich zasad poufności, nawet nie mówi rodzinie, dokąd wyjeżdża na plan.

Ano właśnie, kręciliście w różnych zakątkach świata. Gdzie podobało wam się najbardziej?

Carice van Houten: - Nie do mnie to pytanie, bo ja nawet nie wyjechałam z okolic Belfastu!

Conleth Hill: - Mnie zdarzyło się grać scenę nieopodal miejsca, gdzie dorastałem, na pięknym klifie. To surrealistyczne doświadczenie, bo dosłownie kilkaset metrów dalej stał mój dom! Gdy przed laty występowałem na Broadwayu, ktoś dał mi płytę z "Rodziną Soprano" i pomyślałem wtedy, że chciałbym kiedyś nakręcić coś z HBO, ale pewnie wysłaliby mnie gdzieś na koniec świata i cierpiałbym tęsknotę za domem, a okazało się, że kręciłem tam, gdzie się wychowałem. Nieźle!

Tego ostatniego dnia, odwieszając rzeczy do garderoby, zabraliście coś na pamiątkę?

Conleth Hill: - Zabrałem swoje trzy pierścienie i kawałek smoczego szkła.

Carice van Houten: - A ja nie miałam za bardzo czego zabierać, bo domyślałam się, że mój naszyjnik skończy na jakiejś wystawie. Ale regularnie podkradałam skarpetki i ciepłą bieliznę!


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gra o tron

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje