Reklama

Bożena Stachura: Lubię być tu i teraz

Bożena Stachura na festiwalu w Gdyni 2018

Warto napisać o tym książkę.

Reklama

- Podobno pióro mam lekkie. Coś mnie przed tym jednak powstrzymuje. Nastała taka epoka, że każda Zosia pisze bloga. Codziennie ktoś wydaje swoją opowieść. Nie wiem, czy chcę do tego dokładać własną.

Byle nie była to książka kucharska albo kolejny poradnik lifestyle’owy.

- Prowadziłam kiedyś w telewizji śniadaniowej program o zdrowym żywieniu, z moją świetną dietetyczką Magdą Jarzynką. Jednak nie będę z tego robić literatury. Mam pewien ciekawy plan, ale to jeszcze sporo pracy. Dziś wolę cieszyć się sukcesem naszego filmu.

I sympatią miłośników "Barw szczęścia".

- Serialowa Urszula pojawia się i znika. Teraz znowu będzie pomagać córce Julicie (Kasia Sawczuk). Liczę, że scenarzyści rozpiszą ciekawie ten watek.

A kiedy ma pani chwilę tylko dla siebie, czym wypełnia czas?

- Uwielbiam fotografować przyrodę. Ostatnio moją pasją są liście i ich magiczna struktura. Niezwykle cenię Krystynę Cybińską, wybitną profesor wydziału szkła i ceramiki wrocławskiej ASP, mistrzynię stylu szkliwienia "krakle" w Polsce. Zapytała mnie niedawno: - Wie pani, jak sprawdzałam, czy ktoś będzie ceramikiem, czy nie? Na pierwszych zajęciach rozdawałam studentom liście i prosiłam o odbicie ich w glinie, a potem o zrobienie ceramicznej interpretacji ich struktury. Nigdy nie studiowałam ceramiki, a zawsze czułam tak samo. Zrobiłam niedawno sesję zdjęciową liści podświetlonych wschodzącym słońcem. Były przezroczyste, miały wyraźne linie papilarne. W zbliżeniu to coś nieprawdopodobnego - przypomina mapę miasta poprzecinanego tysiącami ulic. Przyroda to wspaniała ściąga dla wszelkich sztuk. Potrafię godzinami w zapamiętaniu fotografować jeden liść. Albo cienie traw na plaży, tworzące najpiękniejsze grafiki.

Wszyscy gdzieś biegniemy. pani umie zwolnić. To wielki dar.

- I znowu wracamy do sedna. Zawdzięczam tę cechę bliskości z ludźmi starszymi. Dzięki nim potrafię w ciągu dnia przystanąć. We wczesnej młodości, we Wrocławiu, wynajmowałam pokój u prof. Jerzego Schroedera. Przyjaźniłam się z jego rodziną. Mieli niezwykły dom w starej, secesyjnej kamienicy. Tam zegary jakby wolniej odmierzały czas. Na ścianie królował portret profesora z jego młodości we Lwowie, autorstwa Witkacego. Córka profesora, Dorota, uczyła mnie celebracji codzienności, niespiesznego picia herbaty i miłości do ceramiki. Poprzez swoją powolność i uważność pokazała mi, jak intensywniej odbierać świat. Lubię się zapatrzyć na ludzi, przyrodę, być tu i teraz. Tak było również na planie filmu. Mam wrażenie, że moja droga układa się, mimo wybojów, w spójną całość. Jedno wynika z drugiego i prowadzi mnie dalej.

Odnalazła pani sens życia?

- Za mocne słowa. Chodzi o to, żebyśmy sklejali siebie z przeżytych fragmentów i powoli dokopywali się do całości. Obserwuję różne etapy mojego życia i czuję, że wszystko jest po coś. Czy nam się to podoba, czy nie. Fajnie jest uczyć się na błędach, brać ze sobą to, co dobre i zostawiać to, co złe. Myślę że trzeba pomyłki z godnością znosić, być uważnym, wiernym sobie i iść swoją drogą, a reszta się ułoży.

Rozmawiał Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bożena Stachura

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje