Reklama

Bartosz Kruhlik: Wiem, po co robię filmy

Pierwszy scenariusz "Supernovej" Bartosz Kruhlik napisał w 2014 roku

Opowiedziana przez ciebie historia obejmuje kilka przeplatających się ze sobą wątków i kilkanaście postaci. Co zainspirowało cię do napisania tej fabuły?

Reklama

- Zalążkiem powstania tego filmu był tragiczny wypadek drogowy. Mamy ich w naszym kraju bardzo dużo, ale ten był wyjątkowy. Nie będę przytaczał nazwy miejscowości, bo nie o to chodzi. Inspiracją była sama tragedia. Osoba, która była pod wpływem środków odurzających, w sekundę zmiotła z powierzchni ziemi sześć osób. Media bardzo długo zajmowały się tą sprawą, codziennie wrzucając kolejne wiadomości i zdjęcia z miejsca wypadku. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Bardzo długo i intensywnie myślałem o tej sytuacji. Próbowałem postawić się w miejscu osoby, która była tego świadkiem. Idą dwie rodziny i w sekundę ich nie ma. Zacząłem szukać w tym znaczeń - przeznaczenia, przypadku, nitek losu, które się spinają i nagle rozpinają. Sam fakt, że to jest tak bardzo uniwersalne - to też mnie stymulowało jako twórcę.

- Nie potrafię zabrać się za temat, jeśli nie jest on zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną. Inaczej nie interesuje mnie on jako opowieść na ekranie. Muszę rozumieć go najpierw emocjami, a dopiero później mogę osadzić go w kontekście. Przez uniwersalność tego wypadku drogowego byłem totalnie pewny, że to jest bardzo dobre miejsce, by zbudować wokół tego historię. Bo to jest rzecz, która może przydarzyć się tobie, mi i każdemu jutro, dzisiaj, za pięć minut albo nigdy. To jest coś zupełnie... "Normalnego" to złe słowo... "Surrealistyczne" jest dopiero wtedy, gdy dzieje się to nam lub naszym bliskim. A "normalne", gdy słyszymy o tym w radiu.

Jak ewoluował twój scenariusz?

- Po tym tragicznym wypadku - to był noworoczny poranek - zacząłem pisać. To był 2014 rok. Stworzyłem trzydziestominutową wersję, która miała być moim szkolnym łódzkim dyplomem. Nie udało się, na szczęście. Myślę, że w realiach szkolnych projekt nie spiąłby się budżetowo. Nie działałby też czasowo. Teraz nie wyobrażam sobie tej historii ściętej do 30 minut. Myślę, że straciłyby wtedy wszystkie wątki i psychologia postaci. Scenariusz odłożyłem do szuflady i nie zakładałem, że kiedyś do niego wrócę.

- Jednak Studio Munka w 2017 roku otworzyło program 60 minut. Zaproponowałem Jerzemu Kapuścińskiemu, że przepiszę ten scenariusz na dłuższą formę i go tam złożę. Tutaj miałem bardzo fajne wsparcie mentalne ze strony Jerzego i pani Ewy Jastrzębskiej, producentki. Bardzo kibicowali temu pomysłowi. Udało się, razem z drugim projektem zostaliśmy wybrani do realizacji. No i taka jest historia. Ten tekst odleżał ładnych... Nie wiem, trzy, cztery lata - i może dzięki temu nabrałem dystansu do całej tej historii. Mogłem dopracować niektóre wątki od strony psychologicznej. Z postaciami póki co na papierze, jeszcze nie z aktorami. W wersji trzydziestominutowej bohaterowie byli bardziej płascy. Brakowało też ważnych wątków, na przykład kim jest postać policjanta dla mieszkańca wsi.

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Kruhlik | Supernova (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje