Barbara Bursztynowicz: Jestem coraz mniej odporna na ciosy

Z "Klanem" związana jest od ponad 20 lat. Ostatnie wydarzenia sugerują jednak, że być może Barbara Bursztynowicz pożegna się z rolą Elżbiety Chojnickiej. Jaka jest prawda?

Barbara Bursztynowicz od 40 lat gra w serialach, filmach i spektaklach teatralnych

Odchodzi pani z "Klanu"? Niemożliwe!

Reklama

- (chwila dłuższego milczenia) Trudne pytanie na wstępie...

... Ponieważ dość często zdarza się, że gdy bohater serialu zapada na ciężką chorobę lub wyjeżdża za granicę, jest to sygnał dla widzów, że aktor zniknie z ekranu. Elżbieta Chojnicka, postać grana przez Panią, w odcinku poprzedzającym wakacyjną przerwę "Klanu" miała udar.

- Upłynęło już trochę czasu od emisji tego odcinka i zdążyłam się zorientować, jak na tragedię Elżbiety zareagowali widzowie. Są mocno zaniepokojeni, zdezorientowani, czasami wręcz błagają, by uchylić rąbka tajemnicy, uspokoić ich, bo to przecież niemożliwe, żeby Elżbiety mogło zabraknąć w serialu! Na co ja odpowiadam, troszeczkę żartując, że... Elżbieta "zasłużyła" sobie na ten wypadek. Jest bowiem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalną, wielce oddaną swoim bliskim, przyjaciołom, głęboko przeżywającą każde zdarzenie. Nic dziwnego więc, że jej organizm, nadwerężany ciągłymi emocjami, odmówił posłuszeństwa. Proszę też zwrócić uwagę, jak udanie scenarzyści "zmylili tropy". Dotychczas tym cierpiącym, chorującym na serce, zagrożonym zawałem był Jerzy [Andrzej Grabarczyk - przyp. red.], mąż Elżbiety. Wydawało się, że Chojnicka jest niezniszczalna. Ale jak się okazuje, czego sami często doświadczamy, w życiu nie ma niczego pewnego.

W dodatku Jerzy jest egoistą. Nie za bardzo troszczy się o Elżbietę. Nawet jeśli zdradzałaby oznaki zbliżającego się kryzysu, nie zauważyłby ich, zajęty sobą i swoimi sprawami.

- Zapewne tak. Nie chcę uogólniać, ale mężczyźni w większości są egoistami. Są skupieni na sobie. Dopiero kiedy wydarzy się nieszczęście, łapią się za głowę, mają wyrzuty sumienia i biadają, dlaczego ja tego wcześniej nie zauważyłem, nie przewidziałem?! Tak jest w związku Elżbiety i Jerzego. Nie ukrywam, że kiedy po raz kolejny w scenariuszu czytam, że uwaga Elżbiety jest skierowana wyłącznie na otoczenie, a szczególnie na Jerzego, jako kobieta buntuję się przeciw takiemu stawianiu sprawy. Natomiast jako aktorka  mogę czasami trochę inaczej zagrać Elżbietę, trochę ją obronić, ale tylko w ramach jej rysunku psychologicznego od dawna nakreślonego.

À propos traktowania kobiet. Jak postrzega pani akcję #metoo? Jest przedwczesna czy może spóźniona? Pani także swego czasu była adresatką niemoralnej propozycji.

- Zareagowałam na nią - mówię o propozycji - kategorycznie, wiedząc, że poniosę konsekwencje jako aktorka, ale nie bałam się ich. Ponieważ zawsze moja odpowiedź na taką propozycję brzmiałaby: nie! Wiele z nas znalazło się w podobnie opresyjnej sytuacji. Dlatego jest bardzo ważne, żeby polskie kobiety zdobyły się na odwagę i głośno mówiły o problemie. Moje pokolenie nie potrafiło, a nawet jeśli któraś go sygnalizowała, nikt jej nie chciał słuchać. Traktowano ją lekceważąco, mówiąc, że przecież to nie jest nagminne, że sama sobie poradzi. A to nieprawda. Dlatego potrzebna jest kobieca solidarność w popieraniu tej akcji. Pojedyncze reakcje na nic by się zdały, gdyby nie masowy protest milionów kobiet na świecie. Pokazujący, że nie godzimy się na męski szowinizm, na złe traktowanie, na życie we władzy patriarchatu, który wciąż jest obecny także w Polsce. Dopominam się o poszanowanie kobiety na wszystkich polach moich działań i zauważam, że moje przeciwstawianie się niewłaściwemu postępowaniu wobec niej coraz rzadziej wywołuje pobłażliwe uśmieszki, a coraz częściej akceptację otoczenia, także mężczyzn.

Wracając do "Klanu", chyba nie dowiem się, co czeka Elżbietę? Ale pani narzekała czasami w wywiadach na zmęczenie swoją bohaterką, a żądne sensacji media donosiły, że "aktorka ma już dosyć"...

- Co do Elżbiety, naprawdę niczego nie mogę zdradzić przed emisją jesiennych odcinków. Natomiast co do moich utyskiwań, jak to bywa z wywiadami, wyrwano zdanie z kontekstu i zaczęto je przeinterpretowywać właśnie po to, by wzbudzić sensację. Nie  chodziło o to, że jestem zmęczona graniem w "Klanie". Chodziło mi o sprawę bardziej złożoną, a mianowicie o to, że chciałabym dostawać w ramach roli Elżbiety, w ramach tego serialu, ciekawsze, bardziej pogłębione zadania aktorskie, które wymagałyby ode mnie szerszego wykorzystania moich umiejętności zawodowych. Słowem, że pragnęłabym czegoś więcej dla siebie, profesjonalnej aktorki. I sądzę, że nie jestem odosobniona w tych pragnieniach. To wyznanie było rodzajem wołania o pomoc. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że w niedługim wywiadzie trudno szczegółowo wyjaśnić dylematy zawodowo-duchowe aktorki, by stały się zrozumiałe dla większości czytelników. Nie ukrywam jednak, że trochę mi przykro, iż autorzy scenariusza nie czerpią z aktorów, a mamy w serialu bardzo dobrych aktorów.

Reżyserzy też chyba nie mają wyobraźni i odwagi, aby obsadzić panią, aktorkę z dużym doświadczeniem zawodowym i umiejętnością odnajdowania się w różnych rodzajach aktorstwa, w innej postaci niż oddana matka i żona?

- Każdy aktor marzy, żeby zagrać różne charaktery i osobowości. Ja nie ukrywam, że nie dostaję zbyt wielu propozycji i już nie staram się analizować, co jest przyczyną. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy zaproponowano mi rolę w jednym z nowo realizowanych odcinków serialu "Ojciec Mateusz". Gram chorą kobietę. Ta postać pozwoliła mi wejść w inną skórę, charakter, także zmienić się zewnętrznie na tyle, żeby w niczym nie przypominała Elżbiety. Miałam ogromną frajdę z grania tej roli i, jeśli nawet nieco przerysowałam moją bohaterkę, byłam szczęśliwa, że mogłam "poszaleć". Tu należy się ukłon i chapeau bas Wojtkowi Nowakowi, reżyserowi, który mi na to pozwolił. A gdy ktoś, patrząc na mnie w pełnej charakteryzacji, pytał niedowierzająco: "To pani Bursztynowicz?!", odpowiadał z uśmiechem: "Ona lubi się tak przepoczwarzać".

Choroba Elżbiety też mogłaby przynieść przepoczwarzenie?

- Oczywiście. Nie tylko mnie, ale także moim kolegom. Mogłaby się stać pożywką do przedstawienia relacji Chojnickiej z jej bliskimi. Ciekawie byłoby zobaczyć, jak odnoszą się do niej w obliczu tej tragedii, jakie uczucia i emocje w nich wyzwala, bo przecież człowiek chory wzbudza litość, bywa uciążliwy, irytuje... Mogłyby się zdarzyć następne dramaty - łzy, kłótnie, może rozstania, albo wręcz przeciwnie - pogodzenia, czułość, opiekuńczość. Nieszczęście potrafi ludzi dzielić, ale i łączyć, spajać na nowo.

Gra pani jedyną rolę kobiecą, w towarzystwie dwóch kolegów, w spektaklu "Ranny ptaszek", z którym wojażujecie po Polsce...

- I wszędzie spotykamy wspaniałą, życzliwą, chłonną publiczność.

Czy zdarzyło się pani, podobnie jak bohaterce z "Rannego ptaszka", pod wpływem nieoczekiwanego przeżycia inaczej spojrzeć na swoje życie?

- Nawet niewielki błąd, potknięcie sprawia, że spoglądam na nie inaczej. Bo oto nagle sytuacja sprawia, że można się otworzyć, wyjaśnić niewyjaśnione, uzyskać odpowiedzi na pytania, które dawniej nie przychodziły do głowy. Muszę jednak wyznać, że z upływem lat staję się mniej odporna na wszystkie rodzaje ciosów i wydarzeń - nie tylko na smutne, także na radosne. Zapewne dlatego, że zawsze byłam i pozostaję osobą bardzo wrażliwą, wyczuloną na otoczenie. Na dobre, ale i na złe. Płacę za to utratą energii. Dlatego ratunku szukam w przyrodzie. Ona mnie uspokaja, nastraja pozytywnie, wycisza i nigdy nie zawodzi. Potrafię zachwycić się liściem, robaczkiem przebiegającym w trawie, szumem drzew. To są moje małe szczęścia.

Norwid, jeden z pani ulubionych poetów, twierdził, że "z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie - poezja, i dobroć, i więcej nic...". To piękne proroctwo. Wierzy pani w nie?

- Piękne, ale utopijne. Niestety, świat nigdy nie był poezją i nigdy nie był dobry. Dlatego te wartości są dla nas najcenniejsze, bo jest ich tak mało. Niemniej zawsze warto być poetą, nawet rzadko czytanym czy nierozumianym, jak Norwid, a przede wszystkim warto być dobrym! W to wierzę.

Rozmawiała: Bożena Korzeniowska

Dowiedz się więcej na temat: Barbara Bursztynowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje