Anna Smołowik: Ostry dyżur

Anna Smołowik w serialu "Diagnoza" /TVN

Aby zagrać lekarkę w "Diagnozie", przeszła szkolenie pod okiem doświadczonych lekarzy. Jednak jej serialowi pacjenci nie zawsze byli zachwyceni sposobem, w jaki ich badała.

Reklama

W serialu "Diagnoza" gra pani internistkę Kaję Szewczyk. Lubi pani tę postać?

Anna Smołowik: - Tak. Chyba najbardziej za szczerość i odwagę w komunikowaniu swoich potrzeb, zarówno w pracy jak i w życiu osobistym. Mimo niełatwych okoliczności stara się zachować dystans w pracy, w której nie wolno okazywać emocji, i skupić się przede wszystkim na dobru pacjenta. Szczerze odnosi się do Anny, nie ukrywa swojej niechęci, ale zachowuje klasę.

Zdarza się pani grać osoby zakłamane? Pytam, gdyż wygląda pani na osobę szczerą. A skądinąd wiem, że aktorom trudno jest dostawać role, które przełamują ich wizerunek.

- Rzeczywiście potrzeba odwagi producenta czy reżysera, żeby obsadzić kogoś wbrew warunkom. Granie w zgodzie z warunkami chyba w pewnym momencie dla każdego aktora robi się nudne i pojawia się potrzeba poszukiwania, łamania schematów, próbowania nowych rzeczy. Ja na szczęście dużo gram w teatrze i tam często staję przed trudnymi wyzwaniami. Zdarzało mi się grać bohaterki, z którymi dojrzewałam i odkrywałam w nich nowe przestrzenie i nowe motywacje. Tak było np. w "Wichrowych wzgórzach" w Teatrze Studio, gdzie grałam Katarzynę Earnshaw. Pierwszą rzeczą w budowaniu roli jest intuicja, której ufam. Uwielbiam proces konstruowania roli, coraz pełniejszego rozumienia postaci. Ta droga jest dla mnie szalenie ważna.

Wróćmy do "Diagnozy". Czy przygotowując się do roli lekarki, musiała pani zdobyć medyczne umiejętności?

- Tak. Producentce Dorocie Kośmickiej bardzo zależało na tym, żebyśmy byli jak najlepiej przygotowani. Opiekował się więc nami doktor Maciej Koselak. Był z nami już w czasie prób czytanych, zaprosił nas do szpitala na swój oddział, towarzyszył nam na planie, gdy mieliśmy sceny medyczne. Koledzy, którzy grali chirurgów, mieli jeszcze dodatkowe szkolenia. Maja Ostaszewska i Maciek Zakościelny musieli się uczyć m.in. szycia chirurgicznego i przyglądali się prawdziwym operacjom w szpitalu. Ja za to bywałam na ostrym dyżurze.

I jak wrażenia?

- Czułam się trochę nie na miejscu. Wrażenie zrobił na mnie spokój, który mają w sobie lekarze wobec często bardzo zestresowanych pacjentów. W serialu gram internistkę. Lekarze zwracali mi uwagę, że przede wszystkim muszę wykazać się empatią, ale zachowując pewien dystans, gdyż nie można bardzo głęboko wchodzić w relacje z pacjentem. Uczyłam się też badać. Z zabawnych rzeczy pamiętam, że podczas jednej ze scen miałam przebadać pacjentkę graną przez Jowitę Budnik. Zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcjami lekarzy. Dokładnie wymacałam ją w poszukiwaniu guza w brzuchu. Jowita się potem śmiała, że tak jak jej wcześniej nic nie dolegało, to po moim badaniu czuła każdy fragment zbadanego miejsca.

Oglądamy panią też w "Uchu Prezesa". Jak się pracuje z kabareciarzami?

- To wyjątkowa produkcja. Koledzy, z którymi gram, to zawodowcy. Przy okazji dobrze się bawimy. Zdarzało mi się parę razy wybuchnąć śmiechem na planie podczas realizacji scen.

W "Uchu..." odtwarzacie role osób znanych z życia publicznego. Czy to inna praca niż nad normalną rolą?

Reklama

- Po otrzymaniu propozycji zagrania Agaty, zerknęłam oczywiście do internetu, ale nie znalazłam tam zbyt wielu materiałów. Raczej więc nie podglądam, nie naśladuję tylko tworzę postać. Wymyślam ją sobie.

Jak zareagowała pani na tę propozycję?

- Bardzo się ucieszyłam. Scenariusze, które pisze Robert Górski są fantastyczne, inteligentne, dowcipne, przewrotne i dają szansę na wyżycie się w "charakterystyczności". Takich środków aktorskich, jakich używamy w "Uchu...", nie zawsze można użyć w produkcjach obyczajowych czy w teatrze. Tu po prostu jest możliwość pewnego szaleństwa.

Skończyła pani szkołę teatralną 9 lat temu. Jak się przez ten czas zmieniło pani wyobrażenie o zawodzie aktora?

- Wszystko nabrało różnych, czasem zaskakujących odcieni. Nie da się tu nic zaplanować. To fascynujący, ale niepewny zawód, którego stałą są ciągłe zmiany, intensywne bodźce i mocne spotkania. Trzeba chronić swoją wrażliwość, uciekać przed rutyną i pielęgnować iskrę i pasję. To nie jest łatwe, ale dla mnie niezbędne. Skóra nosorożca, wrażliwość dziecka. Myślałam, że od razu trafię na stałe do zespołu teatralnego, a stało się inaczej. I dobrze się stało. Może od początku pisana mi była różnorodność. Grałam i nadal gram w kilku teatrach, filmach, serialach.

Nie mogę nie zapytać o pani "Obsesje"...

- ...czyli mój autorski stand-up, a raczej koncerto-stand-up. To jest projekt, który zrobiłam z zaprzyjaźnionymi muzykami i z Julką Holewińską, z którą wcześniej pracowałam w teatrze. Rzecz traktuje o aktorce w trakcie terapii, która wyśpiewuje swoje obsesje. Teraz jesteśmy na etapie pracy nad wersją filmową tej historii. To dopiero jest wyzwanie!

Jakie są te obsesje?

- Obsesje niby nie są niczym nowym, ale narastają w wielkim mieście, w którym żyje się bardzo intensywnie i oczekiwania są duże. Pokazujemy to w sposób humorystyczny, ale nie tylko. Śpiewam o pędzie, o karierze, o samotności w pracy, w związku, ale też o presji idealnego wyglądu, kulcie młodości. Różne są te obsesje.

Pani ma jakąś?

- Chyba nie, ale pewnie jakąś mogłabym wymyślić.

Miewała pani przerwy w pracy?


- Zdarzają się, ale i one są potrzebne. Jest taki żart. Kiedy aktor narzeka? Kiedy nie ma pracy i kiedy ma pracę. Żyjemy na przyspieszonych obrotach i bywa szalenie intensywnie, potem jest przerwa i człowiek zaczyna tęsknić za pracą, odczuwa pustkę, nakręca się. Ale nie można dać się zwariować, trzeba zachować balans i dystans. Samemu realizować nowe pomysły. Dlatego przy własnych projektach pracuję z ludźmi, którym ufam, z którymi dobrze się czuję i nie boję się ryzykować. Jestem szczęściarą, że w moim otoczeniu są takie osoby. A dzięki różnym doświadczeniom, również tym trudnym, jestem teraz bardziej uważna.

Pani sposób na przerwy w pracy?

- Najczęściej wyjeżdżam. Wietrzę głowę, resetuję się, poznaję nowe przestrzenie i poznaję cudownych ludzi, których inaczej nie miałabym szansy spotkać. To są różne podróże, czasem dalekie, ale nie tylko. Przejechałam już Polskę wszerz i wzdłuż. Poza tym zawsze czeka na mnie sporo książek, filmów, na które w biegu nie ma czasu. 

Iwona Leończuk

Dowiedz się więcej na temat: Anna Smołowik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje