Anna Próchniak jest jedną z najzdolniejszych polskich aktorek. Na ekranie debiutowała w 2012 roku w "Bez wstydu" Filipa Marczewskiego.Widzowie pamiętają ją z takich produkcji jak "Miasto 44", "Luna". Zagrała w "Behawioryście", "Belle Epoque", "Wotum nieufności", "Bodo", "Krew z krwi".
Pierwszym międzynarodowym filmem z jej udziałem był francusko-polski dramat "Niewinne", w których wystąpiły również Agata Kulesza, Eliza Rycembel, Joanna Kulig, Katarzyna Dąbrowska. Kolejne zagraniczne produkcje to m.in. thriller "Vargur"/ "Vultures" Borkura Sightorssona, film "Oleg" Jurisa Kursietisa, "Unmoored", serial BBC "Baptiste" czy "Summerwater" Channel 4.
W "Pojedynku" - najnowszej produkcji Łukasza Palkowskiego, twórcy "Bogów" i "Najlepszego". W rolach głównych występują Jakub Gierszał i doskonale znany fanom "Gry o tron" Aidan Gillen. Partnerują im Bogusław Linda, Julia Pietrucha i Antoni Pawlicki. "Pojedynek", prezentowany także na tegorocznym festiwalu Mastercard OFF CAMERA, to kolejne spotkanie aktorki z Palkowskim i Gierszałem (wcześniej współpracowali przy "Nieulotnych" i "Najlepszym").
Międzynarodową sławę przyniósł jej występ w serialu "Tatuażysta z Auschwitz" (produkcja dostępna jest w serwisie SkyShowtime), gdzie zagrała razem z Harveyem Keitelem. Za rolę Gity Furman została nominowana do prestiżowej nagrody BAFTA Scotland w kategorii najlepszy występ aktorki w filmie lub serialu.
Katarzyna Ulman, Interia: Czym jest dla ciebie jako widzki i aktorki, kino niezależne? Czego w nim szukasz? Jakie masz wobec niego oczekiwania?
Anna Próchniak: Kino niezależne jest dla mnie esencją kina. Ma w sobie to, czego szukam - opowieść opartą na osobistej, intymnej wypowiedzi. Szukam dzikości, odwagi, gotowości do odsłonięcia wrażliwości, delikatności ale też niedoskonałości. Mam poczucie, że właśnie w kinie niezależnym to wszystko wybrzmiewa najmocniej.
- Żeby zrobić wielkie kino nie potrzeba dużych nakładów finansowych. Ono nie potrzebuje wielkich budżetów - wielkie kino nie rodzi się z pieniędzy, tylko z potrzeby. Z serca, z duszy. I często film zrobiony skromnymi środkami potrafi poruszyć bardziej niż produkcja za miliony.
Ważne są emocje i to, co twórca stara się przekazać?
- Nie chcę tego upraszczać, bo zdarzają się filmy wysokobudżetowe, które są poruszające i bardzo czułe. To nie jest kwestia pieniędzy, tylko szczerości Budżet tego nie zabija. Film może być drogi albo tani, ale jeśli jest prawdziwy, jeśli wynika z potrzeby powiedzenia czegoś osobistego - to działa.
- Często myślę o tym w kontekście kina gatunkowego - na przykład horroru, który bardzo lubię. Są horrory robione za duże pieniądze, które wciąż mają w sobie to wewnętrzne drżenie, coś bardzo "niezależnego" w duchu. Budżet tego nie zabija.
Tutaj można wymienić "Grzeszników" Ryana Cooglera.
- Tak, tak. To przecież produkcja, która zdobyła ogromne uznanie. Zebrała największą ilość nominacji do Oscara w historii.
- Ja zwykle oczekuję od horroru, żeby mnie wciągnął, żebym była naprawdę zaangażowana w historię. Jednak rzadko się zdarza, żebym autentycznie się bała - w takim fizycznym sensie - lubię to podskórne napięcie, klimat i niepokój.
- Piszę teraz scenariusz, który zawiera elementy horroru. Mam też marzenie, żeby w przyszłości produkować. Bardzo chciałabym tworzyć kino gatunkowe, którego w Polsce wciąż jest niewiele, a na które jest ogromne zapotrzebowanie na świecie.
- Horror przeżywa dziś renesans - stał się przestrzenią do opowiadania o emocjach, traumach, sposobach radzenia sobie z rzeczywistością. To kino metafory, a ja bardzo za nią tęsknię we współczesnym kinie. Ma w sobie coś pierwotnego - język opowiadania, który towarzyszy ludziom od zawsze: w opowieściach przy ognisku, w rytuałach, od kołysanek do momentów granicznych. Ale wypowiedź w takim języku wymaga odwagi. Myślę że w sztuce ryzyko jest bardzo ważne.
Gdyby nie było ryzyka, nie dostalibyśmy "Dojrzewania".
- To prawda. To projekt, nad którym Stephen Graham pracował latami i który wymyka się algorytmom. Każdy odcinek kręcony w jednym ujęciu - to brzmi jak pomysł z kina niezależnego, a jednak został zrealizowany na dużej platformie. I właśnie takie ryzykowne projekty, kiedy są dobrze zrobione, stają się hitami.
- Tak samo było z "Reniferkiem" Weroniki Tofilskiej i Richarda Gadda. Teraz Weronika zrobiła kolejny serial - "Something Very Bad Is Going to Happen" braci Duffer - ze wspaniałymi zdjęciami Krzysztofa Trojnara. Bardzo ciekawy projekt, momentami też zaskakująco zabawny.
- Cieszę się, kiedy pojawia się takie ryzyko, bo ono jest w kinie niezbędne. Najgorsza jest zachowawczość i powtarzalność. Oczywiście lubimy to, co znamy - jak piosenki, które możemy nucić - ale jednocześnie potrzebujemy zmiany rytmu, złamania, zaskoczenia. Mnie to najbardziej ekscytuje. I dlatego kocham kino.
Teraz musimy się troszeczkę "popojedynkować", znaczy porozmawiać o filmie "Pojedynek". To już kolejne twoje spotkanie z Łukaszem Palkowskim po "Najlepszym", "Behawioryście"…
- Zgadza się! Znamy się z Łukaszem od wielu lat, mieliśmy też po drodze projekty, wspólne plany, które ostatecznie nie doszły do skutku. Myślę, że takim ważnym momentem był Festiwal Filmowy w Gdyni w 2014 roku - ja byłam tam z "Miastem 44", Łukasz z "Bogami". Trochę się wtedy "pojedynkowaliśmy" o wynik frekwencyjny - ostatecznie wygrali "Bogowie", ale szliśmy łeb w łeb.
- Bardzo Łukasza lubię i cenię. Uważam, że jest niesamowicie utalentowanym twórcą, ma w sobie ogromną wrażliwość i taki rodzaj nonszalanckiej odwagi, która jest rzadko spotykana. Łukasz nikogo nie udaje, nie do końca przejmuje się konwenansami, nie daje się zamknąć w schematach.
- To, co szczególnie u niego cenię, to sposób budowania bohaterów - to są zawsze postaci z krwi i kości, które nie boją się swoich słabości i konfrontują się z nimi. Jest w tym duża szczerość.

"Pojedynek" jest koprodukcją polsko-irlandzką. Co najbardziej zapadło ci w pamięć z planu, patrząc nie przez pryzmat filmu, tylko relacji międzyludzkich?
- To było trochę jak wejście do świata, który dobrze znam, niejako powrót do domu. Dawno nie pracowałam na polskim planie, a z racji, że Łukasz często współpracuje z tym samym zespołem, spotkałam po raz kolejny ludzi, z którymi mam już relację. To daje duże poczucie bezpieczeństwa.
- Co dla mnie szczególnie ważne, on ma dużą umiejętność budowania atmosfery - takiej, w której nie ma napięcia, tylko zaufanie i swoboda.
- To też osoba, która prywatnie wiele razy okazała mi wsparcie. Bardzo cenię lojalność i szczerość - cechy w dzisiejszych czasach rzadko spotykane.
Co przyciągnęło cię w tej opowieści? Lubisz historie zakorzenione w okresie II wojny światowej, jak "Pojedynek" czy inne projekty z twoim udziałem?
- Nie wybieram projektów przez pryzmat epoki. Najważniejsza jest historia i postać, z którą mam się mierzyć, o której mam opowiedzieć.
- Rzeczywiście w moim przypadku było kilka opowieści osadzonych w latach 40., ale to były za każdym razem zupełnie różne postaci. To, co je łączy, to sytuacje graniczne - bardzo wymagające emocjonalnie.
- I to jest dla mnie klucz. Interesuje mnie moment, w którym człowiek zostaje wystawiony na próbę. Lubię eksplorować takie stany - trudne, intensywne, bardzo niewygodne. Ja się takich sytuacji nie boję, a wręcz czuję się w nich dość dobrze, swobodnie.
Zobacz też: Jest od niej o 18 lat starszy. Wbrew wszystkim tworzą szczęśliwy związek









!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)

