Reklama

Anna Matysiak i Stanisław Karpiel-Bułecka razem w programie "Dance Dance Dance"

Jest jakiś klip-marzenie, z którym chcecie się zmierzyć w programie?

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Przed nagraniem pierwszego odcinka marzyłem tylko o tym, żeby udało nam się wykonać robotę. Nie myślę o konkretnym klipie czy wykonawcy, bo co bym nie dostał, to dla mnie to będzie jak przejście przez Himalaje w kierpcach i w krótkich spodenkach.

Reklama

Anna Matysiak: - Marzenia to piękna rzecz [uśmiech - przyp. red.].

Jak z kondycją, bo to program szalenie wymagający kondycyjnie, sprawnościowo, fizycznie? 

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Jak ten samochód co siedział trzydzieści lat w sianie i nie był odpalany. Zaczynam rozruch od podstaw. Widzę dziś fajną różnicę. Zobacz, jestem coraz chudszy. Na szczęście kamera dodaje kilogramów, więc jest szansa, że będziemy dobrze wyglądać.

Ale chyba nie jesteście na liściu sałaty?

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Nie. Jest dieta Chodakowskiej. Trzy razy do syta i na noc, ile można [uśmiech - przyp. red.]. A rano i tak wstaję głodny!

Rozumiem, że tańczycie do finału?

Stanisław Karpiel-Bułecka: - My jesteśmy jak na Titanicu. Jeszcze nam ręce wystają z wody. Jeszcze się trzymamy.

Anna Matysiak: - Jeszcze orkiestra gra [uśmiech - przyp.red.].


Beata Banasiewicz / AKPA

AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje