Reklama

Anna Matysiak i Stanisław Karpiel-Bułecka razem w programie "Dance Dance Dance"

Jesteście jak idealnie dopasowane puzzle?

Reklama

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Ania jest wspaniałą aktorką, tancerką i nauczycielką tańca. To co ja mogłem dostać lepszego? Ja biedny, który tańczył po weselach, może parę razy w życiu, bo tańczył, ale nie pamiętam tego do dziś dnia. A tu nagle trzeba wyjść na scenę i zatańczyć najlepsze, światowe teledyski w ruchach takich, których góralski organizm nie widział nawet na weselach. Tu już kierpce i ciupaga nie pomogą.

Anna Matysiak: - To prawda, ale wartością dodaną naszych treningów jest to, że dzięki Staszkowi cały czas się śmieję. Nieważne co się dzieje, jak bardzo jesteśmy zestresowani, to Staszek sprawia, że dzień staje się lepszy.

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Musi tak być, bo kawał ciężkiej pracy. Dzień w dzień, bez przerwy. Zmęczenie, które trzeba pokonywać, jest gigantyczne. Jak człowiek tego nie doświadczy sam, to nie uwierzy. To najlepszy program taneczny w tej chwili w telewizji. Zapraszamy przed telewizory.

Staszek, przeklinasz z bezsilności na parkiecie?

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Czasami wyrwie mi się z piersi "krucafuks"! [uśmiech - przyp. red.].

Anna Matysiak: - Wiedziałam, że będzie ciężko. Staszek zobaczył, że jest ciężej niż myślał. A teraz oboje jesteśmy na etapie: Wszystko nam mówi, że będzie jeszcze ciężej niż oboje myśleliśmy.

Stanisław Karpiel-Bułecka: - Jak będzie jeszcze wyżej niż jest, to już jesteśmy ponad Jasienie, a jak pójdziemy ponad góry to już nie wiem, co się wydarzy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje