Reklama

Anna Karczmarczyk: Inaczej myślę, czuję i oddycham

Anna Karczmarczyk lubi wyzwania

Pandemia pokrzyżowała plany filmowe, serialowe i teatralne. Jak spędziłaś przymusowy urlop?

Reklama

- Na plan weszłam dopiero w sierpniu. Przez pandemię miałam kilka miesięcy wolnego, bo projekty, w których brałam udział zostały przełożone. Bardzo się cieszę z tej przerwy, ponieważ dzięki niej ułożyłam swoje życie, poukładałam w głowie kilka spraw, mogłam poświęcić więcej uwagi rodzinie, a nie tylko gonić za zajączkiem. Znalazłam też czas, żeby nadrobić filmy i spektakle, które zostały wcześniej zarejestrowane. Przeczytałam masę książek, które stały na półce, wróciłam do nauki gry na ukulele i rozpoczęłam naukę języka koreańskiego, co było moim marzeniem. Miałam czas dla siebie, żeby popracować nad swoim ciałem, zrobić porządną praktykę jogi. Ten przymusowy urlop był dla mnie dobry.

Dlaczego akurat wybrałaś naukę gry na ukulele i języka koreańskiego?

- Kiedyś, jak byłam młodsza, chciałam grać na gitarze i nawet miałam ten instrument w domu. Niestety mam małe dłonie i ciężko było mi złapać niektóre dźwięki. Trzy lata temu od rodziny mojego męża dostałam w prezencie ukulele, ale dopiero podczas pandemii mogłam regularnie ćwiczyć. Koreańskiego zaczęłam uczyć się, ponieważ jestem fanką koreańskich filmów. W marcu miałam nawet jechać na kurs językowy. Nie udało się, więc wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam sama od podstaw zgłębiać ten język. Koreański jest dziwaczny i trudny. Wystarczy, że pomylisz kreseczkę by zdanie brzmiało zupełnie inaczej niż powinno. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że uwielbiam uczyć się rzeczy totalnie niepotrzebnych. Ćwiczę też włoski.

Ostatnio z mężem pojechałaś też do Grecji. Dużo zwiedziłaś?

- Wyjazd do Grecji był szaleństwem! Kupiliśmy bilety na dzień przed lotem, bo cały czas nie było wiadomo, jaka jest sytuacja i czy po powrocie będziemy musieli odbyć kwarantannę. Na to nie mogliśmy sobie pozwolić, ponieważ oboje pracujemy. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, byliśmy na Santorini. Chodziliśmy swoimi ścieżkami unikaliśmy tłumów, wybieraliśmy miejsca, gdzie nie było ludzi.

Rozmawiała Barbara Skrodzka/AKPA

AKPA

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Anna Karczmarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje