Krystyna Zachwatowicz o życiu i twórczości męża. Wystawa "Wajda. W stulecie urodzin" w Krakowie
W wystawowym skrzydle Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie trwają ostatnie poprawki przed wernisażem wystawy "Wajda. W stulecie urodzin", który odbędzie się 7 marca. Większość prac: rycin, szkiców, notesów, zdjęć, już wisi na odpowiednich miejscach. Zostały już tylko ostatnie drobiazgi, sprawdzenie wysokości, wyrównanie, ustawienie światła.
5 marca odbył się dzień prasowy z udziałem Krystyny Zachwatowicz-Wajdy. Ceniona scenografka i plastyczka, która z Andrzejem Wajdą spędziła 43 lata życia, spotkała się z dziennikarzami w jednej z przestrzeni wystawy - poświęconej wyjątkowo bliskiej reżyserowi Japonii.
Andrzej Wajda i ceremonia parzenia herbaty
Artystka czekała tuż przy zdjęciu, na którym można podziwiać ją z mężem. Uśmiechnięci, radośni, dojrzali, ale ciągle tryskający młodzieńczą energią. Szczęśliwi. "To zdjęcie zrobił nam Krzysztof Ingarden w Pawilonie Herbacianym, tu w Mangdze" - mówi Interii Krystyna Zachwatowicz. "Powstało, gdy otwieraliśmy Pawilon. Zależało nam bardzo, żeby ceremonia parzenia herbaty znalazła swoje miejsce, wcześniej odbywała się w kawiarni, w środku budynku".
Dopytuję czy filmowiec uczestniczył i lubił rytuał, z którego słyną Japończycy? "Czy ja wiem, czy lubił?" - śmieje się Krystyna Zachwatowicz-Wajda. "Takie obowiązkowe klęczenie przez godzinę jest dla normalnego człowieka, nie przyzwyczajonego do takiej pozycji, czymś nie do wytrzymania. Można oszaleć, tak wszystko bardzo boli. Pamiętam, jak braliśmy udział w ceremonii parzenia herbaty w jednym z klasztorów w Japonii. Siedzieliśmy na dość wysokim podeście, wzdłuż którego chodził mnich. Miał ze sobą długi, bambusowy kij. Regularnie uderzał nim między zebranymi. Była to część medytacji. Nawet Japończycy, którzy nie są wprawieni w ceremonii, ciężko ją znoszą".
Wajda oczami żony
Wystawa "Wajda. W stulecie urodzin" ma zupełnie inny charakter niż ta, którą mogliśmy w 2019 roku oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie. Tamto wydarzenie miało wielki rozmach, pokazywało całą twórczą drogę reżysera, jego największe dzieła oraz punkty zwrotne w życiu. Teraz poznamy filmowca oczami jego żony.
To z jej inicjatywy wystawa powstała, ale w prace zaangażowali się Rafał Syska (był on zresztą kuratorem wystawy w Muzeum Narodowym) oraz Mateusz Matysiak (będący również współkuratorem Archiwum Andrzeja Wajdy). Wspólnymi siłami dokonali wyboru niemożliwego, bardzo subiektywnego.
"Nie chcieliśmy robić wystawy biograficznej. To jest raczej wystawa tematyczna, przekrojowa" - mówi Interii Krystyna Zachwatowicz-Wajda. "Nie da się wszystkiego pokazać, nie da się wszystkiego powiedzieć o człowieku, który żył przez 90 lat i ma w dorobku tyle dzieł filmowych, teatralnych, malarskich, inicjację wielu akcji artystycznych i społecznych. Rola pani Krystyny była kluczowa w powstaniu tej wystawy" - podkreśla Mateusz Matysiak.

To, co ważne było dla reżysera
W kolejnych przestrzeniach wystawy znaleźć będzie można elementy odnoszące się do jego doświadczeń z II wojny światowej, jego przyjaźni z malarzami: Andrzejem Wróblewskim i Józefem Czapskim. Będzie też teatr, zwłaszcza bliskie Krystynie Zachwatowicz "Biesy" w Starym Teatrze, wszak przy pracy nad tym spektaklem poznali się.
Ważnym punktem na trasie odwiedzających będą przestrzenie związane z Japonią. Manggha powstała przecież z inicjatywy Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz - twórca na ten cel przeznaczył pieniądze otrzymane wraz z Nagrodą Kyoto Prize Fundacji Inamori (1987).
Klimatyzacja czy muzeum?
"Manggha powstała z porywu serca i… takiej oczywistości. Kiedy Andrzej dostał nagrodę, nie było ani cienia możliwości, żebyśmy te pieniądze przeznaczyli dla siebie" - opowiada mi Krystyna Zachwatowicz-Wajda. "W czasach komuny to była niewyobrażalna kwota. Narodził się pomysł, żeby spróbować zrobić to, co było wtedy niemożliwe. Ostatni PRL-owski minister kultury, pan Krawczuk, chciał, żeby za te pieniądze zrobić remont klimatyzacji w Muzeum Narodowym. Ale dzięki Bogu PRL upadł. Gdyby nie to, nie wiadomo, jakby to się potoczyło".
W kulturze Japonii Andrzej Wajda zakochał się jeszcze w młodości, kiedy w 1944 roku zobaczył wystawę ze zbiorów Feliksa "Mangghi" Jasieńskiego. "Komórka AK Andrzeja w Radomiu, gdzie mieszkał, została zdekonspirowana. Musiał uciekać. Ukrył się w Krakowie, u stryjów na Salwatorze" - wyjaśnia artystka. "Kiedy ogłoszono wystawę sztuki w Sukiennicach, zdecydował się na nią pójść. Już wtedy rysował i miał zamiar iść na ASP, zostać malarzem".
Piórkiem Wajdy malowane. Drzewo życia
Fascynacja przyniosła teraz decyzję, żeby wydzielić część japońską wystawy. "Tutaj było najwięcej materiału rysunkowego" - zauważa Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Szkice, drzeworyty, które można tu oglądać, powstały w czasie wypraw małżeństwa do Kraju Kwitnącej Wiśni. Odbyli ich kilka, związane były z zawodowymi projektami i nagrodami, które Japończycy przyznali Wajdzie - poza Nagrodą Kioto, był to też Order Wschodzącego Słońca III Klasy i Odznaczenie Praemium Imperiale.
"Niech pani się obróci za siebie. Widzi pani karpia? A obok rycinę z drzewem?" - artystka wskazuje mi na dwa obrazy. "To drzewo było dla Andrzeja bardzo ważne. Rosło w domu pani Etsuko Takano, naszej przyjaciółki i opiekunce naszej historii z Mangghą. Symbolizuje Japonię. Umiera: jest całkowicie suche, ale ma jedną gałązkę, na której rośnie jeden listek. Jest podparte, bo przecież jeszcze żyje. Zawsze mówiliśmy, że takie drzewo u nas dawno zostałoby ścięte jako coś niepotrzebnego. W Japonii: dopóki jest ten jeden listek, życie się podtrzymuje".
O każdym z przedstawionych na wystawie obiektów Krystyna Zachwatowicz-Wajda ma na pewno równie interesującą opowieść.
Rok Andrzeja Wajdy: wystawy, mural i spacerownik
Wystawę "Wajda. W stulecie urodzin" oglądać będzie można do 28 czerwca 2026 roku.
Wraz z rozpoczęciem Roku Wajdy ruszają lub przygotowywane są kolejne wydarzenia w samym Krakowie, w Polsce i na świecie. W Krakowie planowane są liczne pokazy filmowe. Odsłonięty zostanie mural poświęcony reżyserowi, a na Plantach pojawią się ławeczki Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz-Wajdy.
Artystka przygotowała też niezwykły "Spacerownik", który pozwoli na wyprawy tropem miejsc ważnych dla reżysera i jego dzieł. "Myśmy nigdy w życiu nie spacerowali" - przyznaje z rozbrajającą szczerością scenografka. "Nigdy nie było czasu, nie przychodziło nam do głowy, żeby iść na spacer, bo zawsze było coś do roboty. "Spacerownik" polega na tym, że przybliża miejsca, gdzie Andrzej pracował, gdzie robiliśmy filmy. Jego krakowskie miejsca".
Wkrótce otwarta zostanie też wystawa "Taki mi się marzy dramat.. Stanisław Wyspiański w interpretacjach Andrzeja Wajdy" (Pawilon Wyspiańskiego. W Warszawie, w Senacie, pojawi się ekspozycja "Andrzej Wajda. Artysta. Senator. Obywatel". Planowane są również wystawy w Dusseldorfie, Belgradzie i Budapeszcie, a także konferencja naukowa w Japonii.











