Zofia Marcinkowska: Tak zgasła wschodząca gwiazda kina! O jej śmierci krążyły legendy
Była wschodzącą gwiazdą polskiej kinematografii. Wielu wróżyło jej wielką karierę, zachwycając się jej urodą. Jednak największy rozgłos zdobyła po śmierci. W jej krakowskim mieszkaniu rozegrał się prawdziwy dramat. Przekonana, że zabiła swojego kochanka, Zofia Marcinkowska skazała się na powolną śmierć.
Zofia Marcinkowska i Henryk Boukołowski w filmie "Nikt nie woła" (screen z Youtube)materiały prasowe
Miała szansę na zrobienie wielkiej kariery
Zofia Marcinkowska miała szansę zostać jedną z największych aktorek powojennej Polski. Osoby, które miały okazję zobaczyć ją na ekranie, mówiły, że posiadała niezwykły talent aktorski, a swoją urodą potrafiła onieśmielić każdego mężczyznę.
O losach Marcinkowskiej z czasów przed jej filmowym debiutem wiadomo niewiele. Z dostępnych informacji wynika, że urodziła się 22 października 1940 roku w Wieliczce. Po skończeniu szkoły, podjęła studia aktorskie w krakowskiej PWST. Dyplom obroniła w stolicy. Po raz pierwszy pojawiła się na ekranie w 1959 roku w filmie "Lunatycy", występując w roli dziennikarki Basi Witeckiej. Zagrała także epizodyczną rolę w filmie "Weekendy". Największą rozpoznawalność przyniósł jej występ w produkcji "Lunatycy", w której wcieliła się w rolę pięknej Lucyny.
Zofia Marcinkowska uwiodła Bohdana Łazukę
Marcinkowska była niewątpliwie urokliwą kobietą, dzięki czemu cieszyła się niemałym zainteresowaniem mężczyzn. Jej adoratorzy ze smutkiem przyjęli informację o tym, że piękna dziewczyna wdała się w romans z Bohdanem Łazuką. Poznali się w czasie, gdy początkująca artystka przeniosła się do Warszawy, by dokończyć studia.
W szkole teatralnej, choć wokół roiło się od pięknych dziewczyn, miałem jedną wielką miłość. To była krakowianka Zofia Marcinkowska, jedna z najpiękniejszych kobiet w polskim kinie
Jej uroda była zjawiskowa: oczy jak chabry, nosek delikatny, kilka piegów, wielka kultura osobista, a do tego wszystkiego kształtny i obfity biust
Bohdan ŁazukaAKPA
Zofia MarcinkowskaINPLUS/East NewsEast News
Ich romans nie trwał jednak zbyt długo. Zofia nie zamierzała rezygnować z marzeń o karierze dla przelotnej miłości. Pewnego dnia po prostu zniknęła. Łazuka odkrył, że jego kochanka postanowiła wrócić do Krakowa, gdzie znalazła zatrudnienie w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej.
Zofia Marcinkowska w "Nikt nie woła"
Rola ślicznej Lucyny w filmie Kazimierza Kutza mogła być przełomem w jej karierze. Choć sama produkcja spotkała się z raczej chłodnym przyjęciem ze strony recenzentów, piękna Marcinkowska zdołała zaskarbić sobie sympatię widzów.
Ostry eksperyment, tego się zupełnie nie spodziewano. Publiczność nie była zachwycona, a Kutz rozczarowany, że się nie poznano na filmie
zzmateriały prasowe
Widzowie, a zwłaszcza ich męska część, dostrzegała w Marcinkowskiej trudną do zdefiniowania mieszkankę tajemniczości i erotyzmu. Dostrzegał to także sam Kazimierz Kutz.
Była naturalnie piękna, ale na potrzeby filmu dodatkowo wymyśliliśmy ją, wyciągnęliśmy z niej wszystko, co było potrzebne. Wykreowaliśmy ją. Widziałem, że z nią jest coś nie tak: jakby przeżywała na planie prawdziwą miłość. Ale byłem zadowolony. Promieniowała jakąś niezwykłą energią; to mi było potrzebne
Wszyscy mieli nadzieję, że pamiętny występ Marcinkowskiej w roli Lucyny w "Nikt nie woła" będzie początkiem jej wielkiej kariery. Stało się jednak zupełnie inaczej. Dobrze zapowiadającą się, choć krótką, karierę Zofii Marcinkowskiej przerwała tragedia, do której doprowadziła seria innych, równie dramatycznych wydarzeń.
30 listopada 2013 roku Paul Walker zginął w wypadku samochodowym. Tego dnia brał udział w imprezie dobroczynnej Reach Out Worldwide, którą opuścił wraz ze swoim przyjacielem Rogerem Rodasem.
Kierowane przez Rodasa Porsche w pewnym momencie wypadło z drogi, uderzyło w drzewa i stanęło w płomieniach. Obaj mężczyźni zginęli na miejscu.
Walker był wtedy w trakcie zdjęć do siódmej części "Szybkich i wściekłych". Z powodu jego śmierci premiera filmu została opóźniona niemal o rok, a jego treść znacznie zmieniona. Zdjęcia wznowiono w kwietniu 2014 roku. W brakujących scenach Walkera zastępowali dublerzy, w tym jego bracia Cody i Caleb. Mark CuthbertGetty Images
19 czerwca 2016 roku aktor Anton Yelchin nie zjawił się na próbie swojego zespołu. Zaniepokoiło to jego znajomych, którzy udali się do jego domu. Znaleźli go na podjeździe, zakleszczonego między ogrodzeniem i autem.
Przypuszcza się, że 27-letni Yelchin wysiadł z samochodu, żeby odebrać listy ze skrzynki. Auto miało się wtedy stoczyć i zmiażdżyć aktora. Policja nie stwierdziła udziału osób trzecich.
Yelchin był uznawany za jednego z najzdolniejszych hollywoodzkich aktorów młodego pokolenia. Popularność przyniosła mu przede wszystkim seria "Star Trek", której trzecia część ukazała się niedługo po jego śmierci.
Rodzice zmarłego wyprodukowali dedykowany jego pamięci film dokumentalny "Love Antosha", którego premiera odbyła się podczas festiwalu filmowego w Sundance w 2019 roku. Tommaso BoddiGetty Images
Podczas zdjęć do "Kruka" Alexa Proyasa doszło do wypadku, który kosztował życie Brandona Lee, syna Bruce’a Lee i gwiazdy produkcji. 31 marca 1993 roku aktor został przypadkowo postrzelony.
Tego dnia kręcono jedną z początkowych scen, w której grany przez Lee bohater zostaje postrzelony przez przestępcę (Michael Massee). W wyniku tragicznego przeoczenia w lufie pistoletu, który otrzymał aktor, pozostał jeden nabój amunicji szkolnej. Chociaż w scenie używano ślepych naboi, ich eksplozja wystarczyła, by doprowadzić do wystrzału. Lee został trafiony w brzuch. Zaraz zabrano go do szpitala, gdzie zmarł po sześciogodzinnej operacji. Orzeczono, że jego śmierć miała była skutkiem nieumyślnego wypadku.
Lee nakręcił prawie wszystkie swoje sceny. Po przyzwoleniu ze strony narzeczonej i rodzinny aktora ekipa dokończyła „Kruka”. Massee nigdy nie obejrzał filmu. Chociaż śmierć Lee nie była jego winą, dręczony wyrzutami sumienia na rok zrezygnował z aktorstwa. Po latach przyznał, że wspomnienia z feralnego dnia wciąż nawiedzają go w koszmarach. Barry KingGetty Images
20 grudnia 2009 roku Brittany Murphy, gwiazda filmów "Słodkie zmartwienia" i "Sin City - Miasto grzechu", została znaleziona nieprzytomna przez swojego męża Simona Monjacka. Ten zaraz wezwał pogotowie. Mimo natychmiast podjętej resuscytacji, Murphy zmarła w wieku 32 lat.
Po przeprowadzeniu sekcji zwłok ogłoszono, że przyczyną jej śmierci było rozległe zapalenie płuc, anemia i zatrucie lekami. Później stwierdzono, że aktorka brała wiele medykamentów – w tym tych pozyskanych nielegalnie – by wyleczyć infekcję dróg oddechowych.
23 maja 2010 roku zmarł Monjack. Po jego sekcji także stwierdzono zapalenie płuc i anemię. W kolejnych latach śmierć Murphy i jej okoliczności kilkukrotnie przykuwały uwagę mediów. Jej ojciec uważał, że za przedwczesnym odejściem córki i zięcia stała jego była żona.
Michael Bezjian/WireImageGetty Images
22 stycznia 2008 świat obiegła informacja o nagłej śmierci Heatha Ledgera. Znany z "Tajemnicy Brokeback Moutain" 28-letni aktor został znaleziony nieprzytomny przez gospodynię apartamentu, w którym nocował. Na miejsce zostali wezwani ratownicy medyczni, którzy stwierdzili zgon.
Przyczyną śmierci okazało się sześć różnych leków na receptę, które aktor przyjmował od dłuższego czasu. Wcześniej uskarżał się na bezsenność, zmęczenie i bóle. W końcu odkładające się w jego organizmie medykamenty spowodowały zatrucie, zapaść i śmierć.
Jego odejście wywołało ogromne poruszenie w Hollywood. Ledger był w trakcie zdjęć do "Parnassusa" Terry’ego Gilliama, odgrywał także ważną rolę w marketingu
"Mrocznego Rycerza", w którym wcielił się w rolę Jokera. Policja wykluczyła samobójstwo oraz udział osób trzecich. Śmierć została zakwalifikowana jako przypadkowa. Zgodził się z tym ojciec aktora. "Sam przyjmował te leki… Trudno mi to zaakceptować, bo bardzo go kochałem i byłem z niego dumny" – mówił.
Dokładnie rok po swojej śmierci Ledger otrzymał pośmiertną nominację do Oscara za rolę Jokera. Miesiąc później jego najbliżsi odebrali w jego imieniu statuetkę za najlepszą rolę drugoplanowa. Jemal CountessGetty Images
O śmierci Zofii Marcinkowskiej krążyły legendy
Marcinkowska wierzyła, że drzwi do świata filmu stanęły przed nią otworem. Miała wszystko, czego mogła pragnąć aspirująca gwiazda - urodę, talent i wciąż powiększające się grono wielbicieli. Nie spodziewała się, że kres jej karierze i życiu położy miłość.
Zofia Marcinkowskamateriały prasowe
Aktorka związała się z kolegą po fachu Zbigniewem Wójcikiem, którego poznała występując na deskach krakowskich teatrów. Zauroczenie partnerem szybko przerodziło się u aktorki w niezdrową fascynację, przez którą nie potrafiła zmusić się do odejścia od Wójcika w chwili, gdy odkryła, że zdecydowanie za często sięga po kieliszek i jest wobec niej agresywny. Cierpliwie znosiła jego zachowanie, licząc na to, że w końcu się opamięta. Ten jednak nie zamierzał zmieniać swojego zachowania. Pił i bił do chwili, w której Zofia postanowiła położyć kres jego pijackim szaleństwom. Popchnęła go tak mocno, że wytrąciła go z równowagi. Wójcik zatoczył się i upadł, uderzając głową w zlew.Była przekonana, że go zabiła. Natychmiast zaczęła żałować tego, co zrobiła i nie potrafiąc otrząsnąć się z szoku, odkręciła gaz, skazując się na powolną śmierć. Gdy kilka godzin później ciała Zofii i Zbigniewa zostały znalezione, lekarze stwierdzili, że uderzenie o zlewozmywak najprawdopodobniej wcale nie było przyczyną zgonu Wójcika...Plotki o niespełnionej karierze, marzeniach i nieszczęśliwej miłości Zofii Marcinkowskiej krążyły po salonach przez kolejne lata.