Reklama

Zofia Czerwińska: Dlaczego chciała rzucić się pod pociąg?

Zofia Czerwińska ze swoim ukochanym psem Dżekiem

Szczęśliwe mimo to dzieciństwo zakłócały jedynie problemy z matematyką. "Do końca szkoły nie rozwiązałam samodzielnie nawet równania drugiego stopnia, a maturę zdałam dzięki kolegom, którym pisałam wypracowania z polskiego. Mówiono, że jestem matematyczny kretyn, dziś nazywa się to dyskalkulia, czyli niemożność połączenia faktów matematycznych" - śmiała się. Ale okres gdański, "durny i chmurny", wspominała z czułością.

Reklama

Była duszą towarzystwa, prowodyrem, sprowadzała na złą drogę i wyprowadzała na wagary kolegów z V Liceum w Gdańsku-Oliwie przy ul. Polanki. Czuła się w tej roli cudownie. Raz tylko gorzej, gdy usłyszała od ojca, a raczej tatusia, bo tak o nim mówiła: "Zawiodłem się na tobie, córeczko". Cóż, ojciec oczekiwał, że będzie damą, a nie przywódczynią łobuziaków. Ale w niczym jej to nie zaszkodziło.

Skrócony o parę lat

Pierwszym teatrem, do którego trafiła po krakowskiej PWST, był teatr Polski w Bielsku-Białej. "Kiedy angażowałam się do teatru, stałam wśród przystojnych kolegów z roku. 'Z panów jestem bardzo zadowolony - stwierdził dyr. Andrzej Uramowicz. - A pani to... charakterystyczna'".

Potem trzy sezony grała w teatrze Wybrzeże w Gdańsku. "Na koniec sezonu organizowaliśmy uroczystość pod hasłem 'Zakończenie roku szkolnego'. Wymyślił to stary kawalarz Zdzisiek Maklakiewicz. Rozdawał nam jedyne w swoim rodzaju cenzurki. Nie mogę mojego 'świadectwa' pokazać, bo dyscypliny są niecenzuralne, powiem tylko, że miałam 'bardzo dobry' z ćwiczenia przy drążku" - śmiała się.

Gdy trafiła do teatru Syrena, Czesław Majewski komenderował: "Wszyscy próbują piosenkę finałową. Z wyjątkiem Zosi, która kłapie". Zabronił jej śpiewać, ale nie mówić.

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zofia Czerwińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje