Dwayne Douglas Johnson przyszedł na świat w 1972 roku w San Francisco, w rodzinie o wieloletnich tradycjach wrestlingowych. Jego ojciec, Rocky Johnson, był odnoszącym sukcesy zawodowym sportowcem tej dyscypliny, a pochodzący z Samoa dziadek, Peter Maivia, był żywą legendą wrestlingu. Jako dziecko Dwayne dorastał w atmosferze pielęgnowania rodzinnych tradycji sportowych i rozwijania swoich umiejętności w tej dziedzinie.
Przez wiele lat trenował futbol amerykański, był zapaśnikiem, aż w końcu przyjął pseudonim "The Rock". Ostatecznie postanowił postawić pierwsze kroki na aktorskiej ścieżce, na której pozostał na długie lata. Parę lat temu został uznany za najlepiej zarabiającą gwiazdę na Instagramie i przez lata był uwielbiany przez widzów na całym świecie. Mimo ogromnych zarobków (według magazynu "Forbes" był najlepiej zarabiającym aktorem w 2013, 2016, 2019 i 2024 roku), teraz karta zaczyna odwracać się na niekorzyść gwiazdora.
Początek końca legendy?
Niestety od pewnego czasu obserwujemy spadek popularności aktora. Niedawne produkcje z jego udziałem przestały spełniać oczekiwania widzów. Za film "Czerwona jedynka" aktorowi udało się wynegocjować stawkę opiewającą na 50 mln dolarów - to największa gaża za jeden film, jaką udało mu się wywalczyć. Niestety produkcja okazała się klapą, a winę za porażkę zrzucono na The Rocka.
"Ludzie mają dość jego gwiazdorzenia. Skorzystał z okazji i zgarnął rekordową gażę od Prime Video, która, podobnie jak inne platformy streamingowe, przepłaca hollywoodzkim gwiazdom. Jednak po klęsce »Black Adama« The Rock nie wystąpił w żadnej kinowej produkcji. Porażka »Czerwonej jedynki« zwiastuje początek jego końca. Przynajmniej w Hollywood" - komentują krytycy.
Teraz do kin weszła aktorska wersja "Vaiany" i niestety po raz kolejny aktor stanął w obliczu fali krytyki. Film w USA w weekend otwarcia zarobił tylko 43 miliony dolarów i nie zapowiada się, by w kolejnych dniach statystyki się poprawiły.
"Remake, co do zasady, wnosi do projektu świeże spojrzenie, refleksję, wierność wobec pierwowzoru poszerzoną o współczesne potrzeby rynku i autorskie zapędy twórców. Wszystko, czego aktorskiej 'Vaianie' zwyczajnie brakuje" - pisała w swojej recenzji Mary Kosiarz.












