Reklama

Zdobywała serca reżyserów

- Czasem myślę, że ja już wszystko przeżyłam. Wszystkiego dotknęłam. Jestem spełniona i w bólu, i w radości - mówi Barbara Brylska. Wybitna polska aktorka, niezapomniana Kama z "Faraona" czy Krzysia Drohojowska z "Pana Wołodyjowskiego", obchodzi 5 czerwca 2011 roku 70. urodziny.

To, co było przeznaczeniem, a może i przypadkiem

Reklama

Mogło być tak. Basia Brylska (córka Felicji Pietrzakówny i Zenona Brylskiego) dorasta w Łodzi. Ma 17 lat, kiedy pierwszy raz widzi Jana Borowca, swojego przyszłego męża. Wraca właśnie pociągiem z klasowej wycieczki do Krakowa. Patrzą na siebie, ale nie zamieniają ani słowa. On po kilku tygodniach poszukiwań odnajduje tajemniczą nieznajomą. Zaczynają się spotykać, szybko w sobie zakochują. Rok później ona zdaje na Akademię Sztuk Pięknych, on na matematykę. Pobierają się, rodzą im się dzieci. Żyją długo i szczęśliwie.

Było jednak tak. W klasie maturalnej Basia gra w szkolnym przedstawieniu. Wypada świetnie, nauczyciele odradzają jej studia plastyczne i namawiają do zdawania na wydział aktorski. Nie chce ich słuchać, wtedy pani dyrektor ucieka się do podstępu. Wystawia Basi dużo lepszą opinię do szkoły aktorskiej niż na ASP.

Studia aktorskie otworzyły Brylskiej drzwi do innego świata. Miała 22 lata, gdy dostała rolę Kamy w "Faraonie" Jerzego Kawalerowicza. Ten film sprawił, że Brylska z dnia na dzień stała się gwiazdą. Małżeństwo z Borowcem próby czasu i sławy nie przetrwało. Dzieci nie było. O pierwszym mężu mówi: - Wspaniały człowiek, ale dla mnie za spokojny.

Barbara Rybałtowska, przyjaciółka i autorka książki "Barbara Brylska w najtrudniejszej roli": - Basia zdobywała serca reżyserów, aktorów. Była znana i kochana. Ale dla niej ważna była przede wszystkim rodzina.

Pisarka wspomina czasy, kiedy się poznały. Początek lat 70. Wakacje w mazurskiej miejscowości Krzyże. Brylska grywa już w filmach regularnie. Niektórzy nazywają ją socjalistycznym skrzyżowaniem Brigitte Bardot z Catherine Deneuve. Kiedy aktorka przyjeżdża do Krzyży, jest już z nową miłością - Ludwikiem Kosmalem, przystojnym ginekologiem. Wczasowicze są zachwyceni obecnością gwiazdy. Ale ona tego nie dostrzega. Miła, ciepła, w ciągu dnia zamiast "bywać", zbiera grzyby i robi na drutach sweterek dla dziesięciomiesięcznej córeczki Rybałtowskiej. "Strasznie chciałabym mieć dziecko", wyznaje koleżance. Właśnie o tym marzyła. O szczęśliwym domu z dziećmi, z mężczyzną, który kocha i potrafi dać wsparcie. I tego jednego nie udało jej się osiągnąć.

To, co najbardziej boli

Dziennikarzom zwykle mówi: - Powiedziałam już wszystko.

Tak zresztą naprawdę myśli. Rozmowy i tak prędzej czy później zaczynają krążyć wokół jednego tematu - tragicznie zmarłej córki Basi.

Maj 1993 roku. Xawery Żuławski (syn Małgorzaty Braunek i Andrzeja Żuławskiego) i Barbara Kosmal (córka Barbary Brylskiej i Ludwika Kosmala) wracają do Warszawy fiatem 126 p. Chociaż droga jest prosta, chłopak traci panowanie nad kierownicą i powoduje wypadek. Dziewczyna ginie na miejscu. Ma niewiele ponad 20 lat.

Z jednej strony Brylska cieszy się, że w wywiadach pytają o córkę, bo kiedy o niej mówi, odżywają wspomnienia. Z drugiej strony, ile już widziała tych zawstydzonych twarzy, bo przecież nikt tak naprawdę nie wie, jak o "to" pytać. Zresztą jak o "tym" opowiadać, też w zasadzie nie wiadomo. Można więc tylko opisywać: ból tak ogromny, że zadziwiało to, że jeszcze można oddychać, tabletki, które stały się porannym i wieczornym rytuałem (do tej pory nie zaśnie bez proszków uspokajających), liczne książki o życiu pozagrobowym przynoszone przez znajomych (żadnego tytułu już nie pamięta).

Były jeszcze rozpaczliwe działania, by mimo wszystko być blisko córki. Kilka tygodni po pogrzebie Brylska dzwoni do reżysera filmu, w którym miała zagrać Basia: "Daj mi coś, choćby epizod". Dostaje rolę matki chłopaka Basi. Bardzo chciała pracować. - To była jedyna rzecz, która mogła mnie uratować - wspomina. Wtedy pierwszy raz walczyła o role. Słyszała: "Nie chcemy mieć na planie osoby w tak ciężkiej żałobie".

Dziś wiele wie o ludziach - jak nie potrafią wspierać, jakby bali się, że część bólu dotknie także ich. Ale o to nie ma żalu. Kiedyś też myślała, że po śmierci dziecka nie da się już żyć. Żal ma o co innego. O te telefony: "Walcz o odszkodowanie, dostaniesz pieniądze" i niezrozumienie, gdy sucho odpowiadała: "Tak, a ile kosztuje życie ukochanej córki?". Po maju 1993 roku pomyślała, że już niczego się nie boi. Inaczej - boi się tylko o syna. Przez trzy lata płakała od rana do wieczora. Ale któregoś dnia się obudziła i znów potrafiła czymś się zainteresować, kogoś pokochać, czegoś zapragnąć. - Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią Basi, ale właśnie przez to w jakiś sposób dotknęłam istoty człowieczeństwa.

To, co dziś czasem cieszy

Dom jest drewniany, raczej skromny. Za to otacza go piękny ogród. - Proszę spojrzeć na moje cudne irysy - Barbara Brylska pokazuje skalniak. - Trudno uwierzyć, że trzydzieści lat temu było tu pustkowie, sam piach. Krowy chodziły tędy do Bugu, żeby się napić - uśmiecha się.

Córeczka Basia miała pięć lat, kiedy aktorka zaczęła szukać dla siebie azylu, do którego mogłaby uciekać przed światem. - Ludwik padł na kolana i wybłagał, żebym kupiła ziemię na terenach łowieckich - wspomina Brylska. Nagle przerywa i wykrzykuje zaaferowana: - O proszę, znów tu jest! - pokazuje kota, który dostojnie przechadza się po płocie. - To Rudy, przychodzi od sąsiadów.

Twierdzi, że tutaj, w tym domu, jest jej najlepiej. Otoczona przyrodą czuje się spokojna, bezpieczna. Dzień toczy się leniwie. Rano kakao albo herbata. Potem pasjans, krzyżówki, wczesny obiad, strzyżenie trawy: - Teraz już mniej mam sił na prace fizyczne. Pomaga mi pani Tereska, no, ale nie będziemy zdradzać szczegółów moich dolegliwości - przerywa. - W końcu dziś wszystko ma być "cool".

Nie znosiła i nie znosi udawania, czarowania, mówienia o nieprawdziwych sukcesach. - Ja nie mam zamiaru oszukiwać. Bywałam w życiu szczęśliwa. Dziś szczęśliwa jestem rzadko. Samotność? Nie można jej pokochać, można się do niej tylko przyzwyczaić.

Ale jest przeciwniczką otaczania się ludźmi tak po prostu. Bezsensownych rozmów o niczym, nic nieznaczących telefonów. W przyjaźni zawsze była wymagająca. Kiedy nie dostawała tego samego, cierpiała. Opowiada o kilku przyjaciołach, z którymi zakończyła znajomość z powodu nielojalności. Czasem nawet nie tłumaczyła dlaczego. Przestawała dzwonić, nie odbierała telefonów. - Nie wiem, czy dziś jeszcze potrafię komuś zaufać - przyznaje.

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kama | Barbara Brylska | polska aktorka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje