Reklama

Zbrodnia, tajemnica i seks

Brian De Palma o kobietach mówi w taki sposób, jakby były one odrębnym gatunkiem. Cóż, być może dla niego są nim rzeczywiście... W ciągu 45 lat swojej kariery 72-letni reżyser nakręcił wiele prowokacyjnych filmów o przedstawicielkach płci przeciwnej, by wspomnieć chociażby "Siostry" (1973), "Carrie" (1976), "Świadka mimo woli" (1984), "Femme Fatale" (2002).

Teraz przyszła pora na "Passion", thriller erotyczny, którego osią jest zawzięta rywalizacja między dwiema kobietami funkcjonującymi na co dzień w świecie wielkiego biznesu: żądną władzy Christine (Rachel McAdams) i jej podwładną, Isabelle (Noomi Rapace).

Kobiety mnie fascynują

Reklama

- Jako młody człowiek uczęszczałem do Sarah Lawrence College, który był niegdyś uczelnią żeńską. Z tego też powodu studiowało tam wyjątkowo dużo kobiet, a ja siłą rzeczy spędzałem czas w ich towarzystwie - wyjaśnia reżyser. - Do dziś lubię towarzystwo płci pięknej. Lubię siedzieć przy jednym stole z kobietami, przysłuchiwać się ich rozmowom i samemu z nimi rozmawiać. Lubię robić im zdjęcia... Kobiety mnie fascynują. Robienie filmów, których akcja osnuta jest wokół kobiecych postaci, sprawia mi ogromną frajdę.

"Passion" to remake francuskiego filmu "Crime d'Amour" z 2010 r., w którym główne role zagrały Ludivine Sagnier i Kristin Scott Thomas. Jak mówi De Palma, to właśnie wyjątkowość przedstawionej w nim historii sprawiła, że zapragnął opowiedzieć ją jeszcze raz, po swojemu.

- Jedna z bohaterek próbuje wrobić drugą w morderstwo. Układa misterny plan, w którym wszystkie poszlaki zdają się wskazywać na jej rywalkę jako sprawczynię zbrodni. To bardzo inteligentna intryga. Podoba mi się relacja między tymi dwiema kobietami i jej zagadkowy, erotyczny wydźwięk. Od bardzo dawna nie nakręciłem takiego filmu...

Wiedzę o kobiecej naturze "z pierwszej ręki" De Palma czerpie od swoich dwóch córek ze swojego drugiego i trzeciego małżeństwa (oba zakończyły się rozwodem) - 21-letniej Lolity i 16-letniej Piper. Lolita, której matką jest producentka filmowa Gale Anne Hurd, marzy o karierze literackiej; Piper z kolei chce iść w ślady swojej rodzicielki, byłej aktorki Darnell Gregorio.

- Moje relacje z córkami oparte są na absolutnej szczerości - mówi słynny filmowiec. - One opowiadają mi o swoich problemach, a ja staram się służyć im radą w każdym trudnym momencie ich życia. Kiedy jedna z nich zrywała z chłopakiem, doradziłem jej, żeby nie robiła tego przez maila, jak to się dzisiaj często zdarza. "Musisz mu to powiedzieć osobiście" - nalegałem. Posłuchała mnie i, jak się okazało, ta rozmowa z partnerem w cztery oczy przyniosła jej wielką ulgę, mimo iż jej efektem był rozpad ich związku.


De Palma, jeden z wiodących reżyserów lat 70. i 80., zawsze zaliczany był też do grona najbardziej kontrowersyjnych filmowców swojej epoki. "Carrie", "Obsesja", "Furia", "W przebraniu mordercy", "Wybuch", "Człowiek z blizną", "Świadek mimo woli" czy wreszcie "Nietykalni" - każdy z tych filmów odnosił finansowy sukces. Mimo to krytycy nader często umniejszali talent ich twórcy, określając go mianem naśladowcy Hitchcocka. De Palma nigdy nie był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy reżyser, a jego dziełom zarzucano epatowanie przemocą, a zwłaszcza przemocą wobec kobiet...

Kontrowersyjny i brutalny

Dziś wielu mówi, że De Palma stracił tamten pazur - czemu on sam nie zaprzecza.

- Obecnie adresatem wszystkich pytań o przemoc wobec kobiet w kinie jest Quentin Tarantino - śmieje się. - Bardzo się cieszę, że przejął ode mnie tę pałeczkę; ja musiałem się z tego tłumaczyć przez niemal 40 lat.

Poprzedni film reżysera, "Na gorąco" (2007), opowiadający o dramatycznych wydarzeniach z udziałem amerykańskich żołnierzy w Iraku, to chyba największa komercyjna porażka w jego dotychczasowej karierze.

- Został praktycznie wyrugowany ze wszystkich kin w Stanach Zjednoczonych - mówi z przekąsem. - Odważyłem się zrobić coś, czego w tym kraju się nie robi: skrytykowałem armię i służących w niej ludzi (oparty na faktach film opowiadał o zgwałceniu i zamordowaniu 15-letniej Irakijki przez czterech amerykańskich żołnierzy - red.). To było mocne, bardzo mocne kino. Zanim pokazali ten film w telewizji, wycięli z niego połowę scen.

Kolejne lata upłynęły reżyserowi pod znakiem twórczych porażek.

- Miałem wiele pomysłów, których nie udało mi się wcielić w życie - przyznaje. - Nie udało mi się nakręcić kontynuacji "Nietykalnych". Pracowałem nad scenariuszem filmu o seryjnym mordercy Albercie DeSalvo, czyli słynnym Dusicielu z Bostonu. Chciałem też zrobić remake starego i nieco zapomnianego klasyka z Robertem Mitchumem, zatytułowanego "Jego typ kobiety". Ale w obu przypadkach przegrałem z wielkimi wytwórniami. Były to sytuacje z gatunku tych, w których prawa do ekranizacji danej książki czy historii ma znane studio filmowe. Żeby je odkupić, trzeba by wyłożyć na stół miliony dolarów.


Obecnie De Palma liczy na to, że uda mu się doprowadzić do końca inny projekt, zatytułowany "Happy Valley". To dramatyczna historia nieżyjącego już trenera futbolowej drużyny Penn State, Joe'ego Paterno (w filmie ma go zagrać Al Pacino), który w 2011 r. został usunięty ze stanowiska po 46 pełnych sukcesów latach pracy. Powodem były oskarżenia o bezczynność wobec poczynań jego asystenta, który miał molestować nieletnich chłopców. Wkrótce po zwolnieniu Paterno zmarł na raka płuc - a liczni fani trenera do dziś utrzymują, że w całej tej bulwersującej sprawie potraktowano go wyjątkowo niesprawiedliwie.

- To bardzo skomplikowana historia - przyznaje De Palma. - Chciałbym przedstawić ją w sposób możliwie najbardziej uczciwy i wyważony.

Najczęściej mówi się o...

"Happy Valley" ma zatem szansę stać się trzecim filmem reżysera, w którym wystąpi Al Pacino (poprzednie to "Człowiek z blizną" i "Życie Carlita").

- "Człowiek z blizną" to film, który wzbudza chyba największe zainteresowanie spośród wszystkich moich filmów. Pod tym względem kroku dotrzymują mu tylko "Nietykalni" i "Carrie". W wywiadach zawsze jestem pytany właśnie o te trzy tytuły - mówi De Palma.

"Carrie" - słynny horror na podstawie bestsellerowej powieści Stephena Kinga - doczekała się remake'u. Wyreżyserowany przez Kimberley Peirce film, w którym występują Chloe Grace Moretz i Julianne Moore, wejdzie na ekrany amerykańskich kin w październiku. De Palma nie maczał w tym jednak palców.

- Kimberley to bardzo utalentowana reżyser. Miałem okazję z nią rozmawiać. Uważam, że podjęła doskonałe decyzje, jeśli chodzi o obsadę. Z "Carrie" zrobiono już film telewizyjny i musical... To opowieść o niesłychanie komercyjnym potencjale. Dlaczego miałbym narzekać, że ktoś inspiruje się moim dziełem? To mi wręcz pochlebia!

De Palma zdaje się tęsknić za latami 70. i pierwszą połową lat 80., kiedy to wielkie wytwórnie nie bały się podejmować realizacji trudnych w odbiorze projektów.


- Po 1969 r., kiedy swoją premierę miał "Easy Rider", reżyser awansował do rangi władcy absolutnego - wzdycha. - Taki stan rzeczy trwał dziesięć lat. Ostatnim wyrazem tej dekady były "Wrota niebios" Michaela Cimino...

Zdaniem reżysera, obecne wytwory przemysłu filmowego spod znaku Hollywood to filmy "do potęgi o niczym".

- To superprodukcje z gigantycznym budżetem, które w istocie są historyjkami dla dzieci. Niewielu czołowych reżyserów robi jeszcze poważne filmy. Do tego grona należą na pewno Scorsese i Spielberg... Tym większa chwała im za to.

Na szczęście lukę tę zapełniają niezależni filmowcy.

- Owszem, za każdym razem trochę to trwa, zanim zdobędą pieniądze na realizację swojego projektu, ale kiedy już przystępują do pracy, to kręcą rzeczy wyjątkowe. Można się o tym przekonać, uczestnicząc w festiwalach filmowych - mówi De Palma.

On sam, jak zapewnia, nie ma powodów, by narzekać.

- Czerpię ogromną satysfakcję z tego, co udało mi się osiągnąć. Po "Misji na Marsa" przestałem pracować dla wielkich wytwórni. To był najdroższy film w mojej karierze. Przez całe miesiące nie robiłem nic innego oprócz zajmowania się efektami specjalnymi. A potem wyjechałem do Europy, do Paryża... i napisałem scenariusz do "Femme Fatale". To był jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu.

Lubi spotkania towarzyskie

Obecnie Brian De Palma dzieli swój wolny czas między festiwale filmowe i towarzyskie spotkania z młodszymi kolegami: Wesem Andersonem, Noah Baumbachem i Jakiem Paltrowem. Próbował też wykładać podstawy reżyserii na swojej macierzystej uczelni, ale bez większej przyjemności.

- Ciężko jest uczyć innych, jak robić filmy, bo w dzisiejszych czasach ludzi mało co interesuje - narzeka. Ale...

- Zarazem jednak obecnie można nakręcić film minimalnym kosztem. Ma się to nijak do czasów, w których ja zaczynałem. A potem pozostaje nam już tylko jechać na jakiś festiwal filmowy, żeby pochwalić się swoim dziełem.

Czy zatem Brian De Palma stracił nieco ze swojej dawnej ambicji?

- W pewnym wieku człowiek zaczyna szanować czas, jaki mu pozostał - odpowiada reżyser. - Nie wpadam już w panikę, kiedy nic się nie dzieje. Zaliczyłem w życiu różne wzloty i upadki. Z satysfakcją myślę o filmach, które zrobiłem. Jeśli uda mi się zrobić ich jeszcze kilka, to dobrze. A jeśli nie, to też dobrze.

- Ale to nie znaczy, że wybieram się na emeryturę! Co to, to nie!

© 2013 Nancy Mills

Tłum. Katarzyna Kasińska

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: femme fatale | one | Brian De Palma | tajemnica | seks | zbrodnie | Rachel McAdams | Noomi Rapace

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje