Timothy Dalton: najbardziej niedoceniony James Bond w historii
W 2012 roku, z okazji 50-lecia filmowej serii o Jamesie Bondzie i premiery "Skyfall", brytyjski magazyn "GQ" opublikował artykuł, w którym uznał, że Timothy Dalton to najlepszy agent 007 w historii. Redaktorzy argumentowali, że jego mroczna, wierna książkom kreacja wyprzedziła swoje czasy i utorowała drogę nowoczesnemu podejściu do tej postaci, którą po latach prezentował Daniel Craig.
W 2020 roku w plebiscycie Radia Times, brytyjski aktor zajął drugie miejsce wśród najlepszych odtwórców roli Bonda, tuż za Seanem Connerym. Było to ogromne zaskoczenie, które potwierdziło, że po latach fani doceniają jego kreacje, choć Dalton tylko dwa razy zagrał 007.
21 marca 2026 roku Timothy Dalton obchodzi 80. urodziny. Oto, jak rozwijała się jego kariera.
Timothy Dalton: początki kariery
Timothy Peter Dalton urodził się 21 marca 1946 roku w Walii, jego ojciec był Anglikiem, zaś matka Amerykanką irlandzko-włoskiego pochodzenia. Jako nastolatek interesował się teatrem i był członkiem National Youth Theatre Michaela Crofta. W 1964 roku podjął studia w prestiżowej Royal Academy of Dramatic Arts, jednak zrezygnował z nich 2 lata później, wstępując do Birmingham Repetory Theatre.
Po studiach dość szybko trafił do telewizji. Tam został zauważony przez Petera O'Toole'a, który w 1967 roku zarekomendował go do roli Filipa II, króla Francji w filmie "Lew w zimie" - i tak Dalton zadebiutował na wielkim ekranie u boku Katherine Hepburn. Był to początek "kostiumowego" okresu w jego karierze - zagrał wtedy w "Wichrowych wzgórzach" (1970) i "Marii - królowej Szkotów" (1971). Potem jednak rzucił kino i podpisał kontrakt z Royal Shakespeare Company, z którym przez kilka lat występował na całym świecie.
Na ekrany wrócił w 1975 roku w filmie "Spirala śmierci", zaś parę lat później podbił serca widzów w USA rolą w "Sekstecie". Tytuł ten otworzył mu drogę do amerykańskiej telewizji, pojawił się m.in. w jednym z odcinków "Aniołków Charliego", a w 1986 wystąpił w mini serialu "Grzechy" u boku Joan Collins.

Jak Timothy Dalton został Jamesem Bondem?
Rolę Jamesa Bonda zgodził się przyjąć dopiero za trzecim razem. Po raz pierwszy zaproponowano mu ją w 1968 roku, nie przyjął jej jednak z uwagi na zbyt młody wiek.
"Nie uśmiechało mi się zastępowanie Seana Connery'ego. Był zdecydowanie za dobry, wręcz wspaniały. Poza tym byłem wtedy za młody, a Bond powinien być facetem po trzydziestce" - opowiadał Timothy Dalton.
Producenci zwrócili się do niego ponownie w roku 1980, również bezskutecznie. Ostatecznie jednak udało się i Timothy Dalton zdecydował się zastąpić Rogera Moore'a w roli 007. W 1987 roku na ekranach pojawiła się piętnasta już część przygód agenta Jej Królewskiej Mości "W obliczu śmierci". Film odniósł sukces tak komercyjny, jak i artystyczny.
"W przeciwieństwie do Moore'a, który zawsze wydawał się gotowy do służby, Bond Daltona sprawiał czasem wrażenie kandydata na psychiatryczną kozetkę. To był prawdziwy flemingowski Bond - człowiek, który zapijał wszelkie zło świata i jego niemożliwe do spełnienia wymagania, cierpiący Bond" - pisał Steven Jay Rubin.
Dalton od początku podkreślał, że chce, aby jego Bond był bardziej ludzki i skomplikowany, zgodnie z tym, co pisał Fleming.
"Roger Moore był genialny w tym, co robił, ale to był niemalże komiksowy styl. Ja chciałem, żeby Bond był brudniejszy. (...) Chciałem przywrócić tej postaci pewną wiarygodność. Chciałem, żeby Bond był człowiekiem, a nie nadludzkim automatem. Chciałem, żeby czuł strach, żeby czuł ból i żeby był postacią, którą można zrozumieć. To był mój warunek i Albert Broccoli [producent - red.] zgodził się ze mną" - mówił aktor w 1987 roku w wywiadzie dla magazynu "Starlog".
W 1989 roku na ekrany kin trafiła druga produkcja, w której Timothy Dalton zagrał Bonda, "Licencja na zabijanie". Film był tak mroczny i pełen przemocy, że w Wielkiej Brytanii otrzymał wyższą kategorię wiekową (15), co było nowością w historii serii. Krytycy byli zaskoczeni, Roger Ebert chwalił co prawda kreację Daltona, ale napisał, że z serii zniknął prawie cały humor, który przez lata był jej ważną częścią. Chociaż ciepło przyjęty, film okazał się klapą finansową w USA.
Timothy Dalton miał podpisany kontrakt na trzy filmy o Bondzie, jednak kilkuletnia przerwa spowodowana sporami prawnymi między studiem MGM a firmą producencką sprawiła, że aktor zrezygnował z roli. Choć miał wystąpić w "GoldenEye", ostatecznie w roli 007 zastąpił go Pierce Brosnan.
"Mieliśmy zacząć kolejny film w 1990 roku, ale procesy sądowe trwały i trwały. Kiedy w końcu wszystko się wyjaśniło, minęło pięć lat. Czułem, że to już nie jest mój czas. Powiedziałem Albertowi Broccoli, że chętnie zrobię jeden film, ale on chciał, bym podpisał kontrakt na kolejne cztery czy pięć lat. Musiałem odmówić" - wyznał Dalton w 2014 roku w wywiadzie dla "The Week".
Rola Jamesa Bonda przyniosła aktorowi wielką popularność, choć nie wszystkie jej aspekty go cieszyły.
"Nie przypominam sobie, żebym wyskoczył na drinka, od kiedy zakończyłem moją przygodę z Bondem. W każdym barze zawsze znalazł się jakiś mądrala mówiący: 'O, dla pana pewnie Martini, wstrząśnięte, nie mieszane!'. To było naprawdę męczące" - wspominał po latach.

Timothy Dalton: co po Bondzie?
W kolejnych latach Timothy Dalton dzielił czas pomiędzy ekran i scenę. W 1991 roku otrzymał nagrodę na Festiwalu Filmowym w Nowym Jorku za nakręcony przez siebie dokument "In the Company of Whales".
Wystąpił w wielu produkcjach, m.in. w "Scarlett" - telewizyjnej kontynuacji "Przeminęło z wiatrem" i "Kleopatrze", gościnnie pojawił się też w jednym z odcinków popularnego serialu "Doktor Who". W 2010 roku zagrał w "Turyście" u boku Johnny'ego Deppa i Angeliny Jolie.
W ostatnich latach można było go podziwiać w serialach: "The Crown" (2022), "Doom Patrol" (2019-2023) i "1923" (2023-2025).
Kiedy w 2025 roku okazało się, że sprawujący dotąd władzę nad franczyzą o Jamesie Bondzie Barbara Broccoli i Michael G. Wilson oddali kontrolę kreatywną nad serią w ręce Amazon MGM Studios, Timothy Dalton w wywiadzie dla "Radio Times" skrytykował tę decyzję.
"Byłem bardzo zdziwiony, nawet zszokowany. (...) To wspaniała marka. Filmy obierały różne kierunki na przestrzeni lat, ale zawsze łączyło je coś bardzo ważnego. Mam nadzieję, że Amazon chwyci się tego i da ludziom coś ekscytującego. (...) Będą robić wszystko, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy, więc mam nadzieję, że zrobią też dobre filmy" - stwierdził aktor.
Pytany, czy chciałby coś zmienić w swojej karierze, wyznał:
"Nie zamierzam niczego żałować. Oczywiście zawsze kiedy widzę dobry film, myślę sobie: 'Szkoda, że w tym nie zagrałem!', ale cieszę się z tego, co mam. Najważniejsze, żeby pracować z prawdziwie utalentowanymi ludźmi".










