Reklama

Wszystkie drogi prowadzą do... Hollywood

Zadowolone? Agata Buzek i Agnieszka Grochowska wiedzą już, jak wygląda praca w Hollywood

Rafał Zawierucha

Gdy w 2018 roku ogłoszono, że w nowym filmie Quentina Tarantino "Pewnego razu... w Hollywood" jedną z ważnych ról - reżysera Romana Polańskiego - zagra Polak, w sieci zawrzało. Z mało rozpoznawalnego aktora serialowego (m.in. "Przepis na życie") Rafał Zawierucha stał się gwiazdą, a jego nazwisko poznali wszyscy. Jednak im bliżej premiery filmu, tym więcej pojawiało się wątpliwości. W pewnym momencie obawiano się nawet, że Zawierucha zostanie z dzieła Tarantino wycięty...

Reklama

Tak się, oczywiście, nie stało. W przewrotnej reinterpretacji losów Sharon Tate aktor pojawił się na ekranie u boku samej Margot Robbie. Choć rola była nieduża, a złośliwi żartowali, że jedyny dialog w filmie Zawierucha przeprowadza z psem, gwiazdor postanowił na całego wykorzystać swoje pięć minut. Pojawił się wraz z gwiazdami produkcji Leonardo DiCaprio i Bradem Pittem na hollywoodzkiej premierze, pozował do selfie z Tarantino i Robbie, a wreszcie - odebrał całkiem znaczącą gażę, bo za swój kilkuminutowy epizod zarobił okrągłe 50 tysięcy dolarów.

Jakby nie oceniać, występ u legendarnego reżysera otworzył mu drzwi do kariery - Zawierucha wystąpił także w innym amerykańskim filmie - "The Soviet Sleep Experiment" w reżyserii Barry'ego Andersona, a po powrocie do Polski otrzymał znaczącą rolę w przebojowej serii "Listów do M.", której czwarta część będzie miała premierę jesienią. Choć szanse na to, że w Hollywood Zawierucha zagości na dłużej są raczej niewielkie, aktor już zawsze będzie mógł szczycić się współpracą w samym sercu "Fabryki Snów". Współpracą, która z epizodysty uczyniła go (przynajmniej w Polsce) prawdziwą gwiazdą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje