Reklama

Wojciech Marczewski: "Polityka przestała być moim światem"

Pomimo późnej nocy, w środę 12 września, widzowie obejrzeli, już bez kłopotów, film Wojciecha Marczewskiego "Weiser". Obraz zrobił ogromne wrażenie na publiczności, która nagrodziła filmową adaptację powieści Pawła Huelle długą owacją, trwającą 2 minuty i 24 sekundy.

Następnego dnia przed południem z garstką dziennikarzy spotkał się Wojciech Marczewski.

Reklama

Twórca "Weisera", który przed laty robił głównie filmy polityczne i zaangażowane ("Dreszcze", "Zmory", "Ucieczka z kina Wolność"), obecnie, jak dowodzili krytycy, odchodzi od tej tematyki. Film "Weiser" jest dowodem na to, że reżyser chce z taką problematyką w swoich filmach już zerwać.

Zapytany o to, czym jest obecnie polityka w jego życiu, Marczewski powiedział: "Myślę, że powiązanie świata filmowego z polityką, i nie myślę tutaj tylko o moich filmach, była w pewnym momencie czymś naturalnym, była częścią naszego prywatnego życia. Wtedy mieliśmy poczucie pewnej misji. Za całą naszą postawą kryła się pewna metafora - ta postawa coś znaczyła. Teraz postawa polityczna, jak i postawa polityka stała się małą rozgrywką, za którą nie stoją prawdziwe poglądy, to jest gra, ruletka. Zawsze uważałem, że polityka jest w pewnym stopniu obrzydliwa, teraz stała się nieznośna. Kiedyś graliśmy o coś, a teraz jest to tylko gra o marchewkę. To przestał być mój świat". Teraz najważniejszy dla reżysera jest człowiek i to, co się z nim dzieje. "Powiem banalnie - obchodzi mnie człowiek" - mówił reżyser.

Dyskusje związane z wydarzeniami w USA sprzed kilku dni, nie opuszczały również sali konferencyjnej na festiwalu w Gdyni. Krążą opinie, że to co się wydarzyło, stawia pod znakiem zapytania sens uprawiania sztuki. "To co się stało w USA to jest policzek dla nas wszystkich. Życie funduje nam tragedie, które sprawiają, że budzimy się z letargu myślowego. To także jest dla nas jakaś nauka. Narzekamy na brutalizację życia, ale ile tego brutalizmu jest w naszych filmach? My to lekceważymy, bo stają za tym ogromne pieniądze" - dodał Marczewski.

Film "Weiser" nie jest obrazem dla szerokiej widowni i jak twierdzi reżyser, lepiej był odbierany za granicą niż w Polsce. Jak wyjaśniał Marczewski: "Przyczyną tego jest paradoksalnie książka, która była świetna, uruchomiła wyobraźnię, sprowokowała dyskusję. Ludziom za granicą jest łatwiej śledzić tę tajemnicę, o której mój film opowiada, bez obciążeń literackich".

Twórca zakończył spotkanie słowami: "Próbuję robić nie za wiele filmów, żeby mieć czas żyć".

W czwartek dotarła także do Gdyni miła wiadomość, związana z filmem "Weiser". Został on nominowany do nagrody dla najlepszego europejskiego filmu roku 2001, która przyznawana jest przez Europejską Akademię Filmową.

Jak "Weisera" ocenią jurorzy w Gdyni dowiemy się już w sobotę, 15 września.

Przypomnijmy, że Wojciech Marczewski był w czwartek, 13 września, gościem CZATerii. Zapis spotkania z internautami możecie przeczytać klikając tutaj.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | Gdynia | film | polityka | wojciech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje