Reklama

"Wilk z Wall Street": Narkotyki, pieniądze i seks

17 grudnia 2013 roku odbył się premierowy pokaz "Wilka z Wall Street" Martina Scorsese. Trzygodzinny obraz przedstawiał losy Jordana Belforta, maklera giełdowego, który przed ukończeniem trzydziestego roku życia został milionerem dzięki nielegalnym operacjom na giełdzie. Zanim został aresztowany, zasłynął z dzikich imprez i zamiłowania do narkotyków.

Leonardo DiCaprio w "Wilku z Wall Street"

Film został oparty na książkach, które Belfort napisał po swoim pobycie w więzieniu. W celi siedział z Tommym Chongiem, znanym z serialu "Różowe lata 70." komikiem, który zachęcił go do przelania swoich wspomnień na papier. Jego książką zainteresował się w 2007 roku Leonardo DiCaprio, który postanowił przenieść ją na ekran. Projekt uzyskał zielone światło w 2012 roku. Na reżysera wyznaczono Martina Scorsese. Twórcę "Infiltracji" zachęciła perspektywa nakręcenia szalonego filmu bez cenzury, z możliwością realizacji nawet najbardziej obrazoburczego pomysłu. Scenariusz do filmu napisał Terrence Winter, autor tekstów do seriali "Rodzina Soprano" oraz "Zakazane imperium".

Reklama

Wkrótce do obsady dołączyli kolejni aktorzy. Znany przede wszystkim z wulgarnych komedii Jonah Hill, który chwilę wcześniej otrzymał nominację do Oscara za drugoplanową rolę w "Moneyball", mocno zabiegał o rolę w "Wilku z Wall Street". Zgodził się nawet zagrać za najniższą możliwą gażę. Rola nieuczciwego szwajcarskiego bankiera powędrowała do Jeana Dujardina, francuskiego aktora, który zachwycił Hollywood swoim oscarowym występem w "Artyście". Drugi plan zasilili aktorzy charakterystyczni: Rob Reiner jako niepanujący nad agresją ojciec Belforta i Jon Favreau jako jego prawnik. Ostatnią najważniejszą rolę - kochanki, a następnie drugiej żony Jordana Belforta - powierzono nieznanej wówczas dwudziestotrzyletniej Margot Robbie. Występ w "Wilku..." był dla niej początkiem wielkiej kariery.

Scorsese szybko uznał, że historia Belforta ma w sobie ogromne zadatki na komedię. Ze swojego bohatera zrobił mało sympatycznego kretyna, a humor oscylował wokół jego wybryków po przyprawianych narkotykami imprezach. W jednej z najbardziej brawurowych scen w filmie Belfort bierze przeterminowane leki, po których jego ciało odmawia posłuszeństwa. Makler wije się na podłodze, niezdarnie sunie do swojego samochodu i przy nieludzkim wysiłku schodzi po kilku schodkach. Po premierze filmu pojawiły się zarzuty dotyczące moralności filmu. Niektórzy krytycy mieli wrażenie, że Scorsese promuje styl życia Belforta i przygląda mu się z zazdrością. Ich przeciwnicy wskazywali, że dzieło wyolbrzymia niektóre elementy, ale na pewno nie pochwala zachowania postaci. Wystarczy wskazać granego przez Matthew McConaughey'a maklera - mentora Belforta i samozwańczego króla życia, w rzeczywistości wychudzonego, uzależnionego od kokainy i masturbacji.

Golizny i narkotyków było w filmie co niemiara. Scorsese zupełnie nie przejmował się jakimikolwiek normami moralnymi. W scenach brania kokainy aktorzy zamiast niej wciągali skruszoną witaminę B. Hill wspominał, że w czasie zdjęć wziął jej tak dużo, że później trafił do szpitala. Dialogi były w większości improwizowane, a aktorzy nie przebierali w słowach. Słowo "fuck" pada w filmie w różnych odmianach aż 569 razy, a wszystkich przekleństw jest łącznie 681, co stanowi rekord wśród mainstreamowych filmów kinowych. Scorsese przyznał już po premierze, że podczas montażu ugrzeczniono nieco najpikantniejsze sceny filmu. Inaczej mógłby on otrzymać najwyższą kategorię wiekową, która odbiłaby się negatywnie na wpływach finansowych. Mimo cięć film i tak został zakazany w pięciu krajach.

Ostatecznie film okazał się ogromnym sukcesem kasowym. Przy 100 milionach dolarów budżetu zarobił na całym świecie niemal 400 milionów. Mimo kontrowersji uzyskał także nominacje do najważniejszych nagród. Podczas 71. ceremonii rozdania Złotych Globów DiCaprio otrzymał wyróżnienie dla najlepszego aktora w komedii lub musicalu. "Wilk z Wall Street" otrzymał także pięć nominacji do Oscara. Nie wygrał w ani jednej kategorii. Niektórzy myśleli, że będzie to triumf DiCaprio - były to czasy przed "Zjawą", gdzie aktor nie miał jeszcze swojej nagrody Akademii i fakt ten był szeroko komentowany - ale ostatecznie przegrał z kolegą z planu, McConaughey'em, którego wyróżniono za "Witaj w klubie". Bez Oscara skończył także nominowany za drugi plan Hill. On musiał zadowolić się nagrodą MTV za najlepszą rolę komediową.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje