Wenders: Sto lat kina w każdym filmie

Wim Wenders to twórca, który w swoich filmach często odwołuje się do historii kina. Bohater jego filmu "Lisbon Story", filmowiec, próbuje oddać klimat współczesnej Lizbony, realizując zdjęcia archaiczną kamerą filmową braci Lumiere. Sam Wenders chętnie i często sięga po kamerę wideo oraz posługuje się nowymi mediami. Dokonując rejestracji zmieniającej się rzeczywistości, pozostaje jednak wierny swoim mistrzom. Opowiedział o tym w rozmowie z INTERIA.PL.

Wenders jako młody chłopiec przeszedł gruntowną filmową edukację w paryskiej Cinematheque Francaise. To dość powszechny element biografii każdego wielkiego reżysera. Nie każdy reżyser tak otwarcie opowiada o swoich inklinacjach oraz tak często składa filmowe hołdy swoim mistrzom.

Reklama

- Miałem kilku mistrzów podczas swojej filmowej edukacji. Dużo zawdzięczam filmowcom amerykańskim, np. Samuelowi Fullerowi, Howardowi Hawksowi i Nicolasowi Ray'owi. I ich cenię najbardziej. Ale nauczyłem się też wiele od europejskich reżyserów, jak Francois Truffaut czy Jean-Luc Godard.

- Najśmieszniejsze jest to, że prawdziwego mistrza znalazłem dopiero wówczas, gdy zrealizowałem już kilka filmów. Gdy wyreżyserowałem swój czwarty film, "Alicję w miastach", zobaczyłem pierwszy film Yasujiro Ozu - powiedział nam Wenders, który w 1985 roku nakręcił film dedykowany japońskiemu reżyserowi "Tokio-Ga".

Warto odnotować, że Ozu jest także jednym z mistrzów Jarmuscha. W filmie "Inaczej niż w raju", do którego realizacji przyczynił się Wenders, pojawia się scena, w której główni bohaterowie zamierzają udać się na wyścigi konne. Wybór konia jest jasny: bohaterowie postawia swoje pieniądze na konia Tokyo Story. "Tokijska opowieść" to najbardziej znany film Yasujiro Ozu.

Niemiecki reżyser wytłumaczył także, dlaczego tak często angażuje się w projekty reżyserów, których ceni.

- Zawsze uważałem, że otrzymuję od moich mistrzów bardzo wiele, tak samo jak korzystam z już ponad stuletniej historii kina. Robienie filmów bardzo zmieniło moje życie. Wszystkiego nauczyłem się jednak oglądając inne filmy - powiedział reżyser filmu "Paryż.Texas" w rozmowie z INTERIA.PL.

- Odczuwałem naturalną potrzebę odwdzięczenia się. Taka okazja nadarzyła się, gdy Nicolas Ray poprosił mnie abym pomógł mu przy realizacji jego ostatniego filmu [chodzi o "Lightning Over Water" - przyp. red.].

- Miałem również możliwość wsparcia Michelangelo Antonioniego, gdy - straciwszy głos - nie mógł poradzić sobie z reżyserią "Po tamtej stronie chmur". Po 20 latach samodzielnej realizacji filmów po raz pierwszy zostałem asystentem reżysera! Ale to było jedno z największych przeżyć - widzieć Antonioniego podczas pracy.

Pytany o czekające go produkcje, Wenders wyraźnie się odprężył.

- Jestem obecnie w fantastycznej sytuacji. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu nie mam żadnych planów dotyczących najbliższej przyszłości. Zrobiłem trzy filmy w bardzo krótkim odstępie czasu: "Soul of a Man", "Kraina obfitości" oraz "Nie wracaj w te strony". Wszystkie one opowiadają o Ameryce, a ja znowu mieszkam w Niemczech.

- Muszę więc osiąść na trochę, na nowo poznać mój kraj, pojeździć trochę po Europie, być może zrobić jakiś film, ale nie mam żadnych planów.

Zobacz galerię zdjęć z Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

Tomasz Bielenia, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: Wim Wenders | sto lat | film | \ Film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje