Głównym bohaterem "Telemaniaka" jest Steve (Matthew Broderick), który po rozstaniu z dziewczyną przeprowadza się do nowego mieszkania. Za namową znajomego stara się prekupić faceta instalującego kablówkę, by dał mu nielegalny dostęp do płatnych kanałów. Chip (Jim Carrey) zgadza się pod jednym warunkiem - zaczną się kumplować. Steve zgadza się niechętnie. Wkrótce nowy "przyjaciel" zaczyna coraz bardziej wpływać na jego życie. Próba zerwania relacji niewiele daje. Facet od kablówki staje się coraz bardziej nieobliczalny.
"Telemaniak". Pomysł na film wyszedł od debiutanta
Lou Holtz Jr. wpadł na pomysł fabuły, gdy pracował jako prokurator w Los Angeles. Pewnego dnia spotkał montera kablówki na korytarzu budynku, w którym mieszkała jego matka. Zaczął zastanawiać się, co mężczyzna robił tam o tak późnej porze. Jego tekst stał się szybko jednym z najgorętszych w Hollywood. Ostatecznie trafił on do wytwórni Columbia Pictures, która zapłaciła za niego 750 tysięcy dolarów (plus 250 tysięcy, gdyby film trafił do produkcji).

20 milionów dla Jima Carreya. "Wszystkie gwiazdy dostały podwyżkę"
W roli tytułowej widziano popularnych komików, między innymi Adama Sandlera i Chrisa Farleya. Tekstem zainteresował się Jim Carrey, wówczas nowa gwiazda komedii, którego dylogia "Ace'a Ventury", "Głupi i głupszy", "Maska" oraz "Batman Forever" okazały się ogromnymi sukcesami kasowymi. By zapewnić jego udział, Columbia zaproponowała mu 20 milionów dolarów za występ.
Decyzja wytwórni była szokiem dla Hollywood. Do niedawna obowiązywała niepisana zasada, że aktorzy mogli otrzymać maksymalnie 15 milionów dolarów. Jednak w 1995 roku zaczęło się to zmieniać. Bruce Willis zainkasował 16,5 miliona za "Ostatniego sprawiedliwego", Arnold Schwarzenegger 17 milionów za "Egzekutora", a Sylvester Stallone 17,5 milionów za "Tunel". Jednak honorarium Carreya było dla wielu przekroczeniem granicy.
Agencje talentów i menadżerowie największych gwiazd wpadli w panikę, że ich klienci porzucą ich, ponieważ nie otrzymają podobnej gaży. Z kolei konkurencyjne wytwórnie przeraziły się z powodu kolejnych milionów, które będą musiały iść w niedalekiej przyszłości do kieszeni największych nazwisk. "Co się stało? Wszystkie największe gwiazdy dostały pięć milionów dolarów podwyżki" - ironizował Mike Fleming Jr. z portalu "Deadline" w rozmowie z "Variety".

"Telemaniak". Nowa wersja filmu była zbyt mroczna?
Wkrótce po Carreyu zaangażowano producenta Judda Apatowa i reżysera Bena Stillera. Wszyscy zgodzili się, że scenariusz Holtza Jr. należy przepisać. "Przeczytałem go... Zobaczyłem interesujący pomysł na film, ale nie na taki, który chciałbym nakręcić" - wspominał Stiller w rozmowie z "Los Angeles Times".
W pierwotnym tekście Chip był sympatyczną ofermą. Przekraczał granice, ale nie miał złych zamiarów wobec Steve'a. Szybko pojawił się pomysł, by ich relacja stała się bardziej toksyczna, a facet od kablówki został w finale niebezpiecznym stalkerem. "W tekście nie było w ogóle slapsticku, ale byliśmy zachwyceni pomysłem, że ktoś znający się na technologii wchodzi z butami w czyjeś życie" - mówił Apatow. Stiller opisał Chipa jako "faceta, który oglądał za dużo telewizji, widział za dużo filmu i wydaje mu się, że jego życie jest kolejnym z nich".
Scenariusz był ciągle przepisywany pod Carreya, a Holtz Jr. opuścił w końcu projekt. Dalsze poprawki wprowadzał Apatow. Ostatecznie nie znalazł się w napisach końcowych jako autor tekstu z powodu interwencji Gildii Scenarzystów. Jego wersja była tak mroczna, że wywołała niepokój wśród włodarzy Columbii. Zaapelowali oni, by nieco złagodzić najmocniejsze momenty. Stiller zdecydował się nakręcić każdą scenę z facetem od kablówki w lżejszej i mocniejszej wersji. Przyznał, że 90 procent ujęć, z którymi wytwórnia miała problem, nie znalazło się w ostatecznej wersji montażowej filmu. Nigdy nie kazano im jednak niczego cenzurować. Rzeczone sceny nie pasowały do całości lub nie były wystarczająco śmieszne. Według twórców odpadły one podczas typowego procesu montażu.

"Telemaniak". Widzowie nie kupili nowego oblicza Jima Carreya
"Telemaniak" spotkał się z mieszanym przyjęciem. Wielu krytyków skupiało się w swoich recenzjach na wynagrodzeniu Carreya. Joe Morgenstern z "Wall Street Journal" ironizował, że po zapłaceniu aktorowi 20 milionów dolarów zabrakło funduszy na nakręcenie porządnego film.
Film zarobił na całym świecie niecałe 103 miliony dolarów. Zwrócił się, ale wpływy były rozczarowujące w porównaniu do wcześniejszych filmów komika. Legendę o kasowej porażce chętnie podawały dalej inne wytwórnie, wściekłe na Columbię za zapłacenie Carreyowi rekordowej gaży.
W artykule dla "Vulture", który okazał się przy okazji premiery "Telemaniaka" na rynku Blu-ray, Apatow przyznał, że film nie był ani zawodem finansowym, ani nieśmieszną komedią. Według niego zawiódł oczekiwania fanów Carreya, którzy spodziewali się kolejnej komedii w duchu "Ace'a Ventury". "Myślałem, że widzowie będą zachęcać Jima, by spróbował czegoś nowego. Byliśmy dumni z faktu, że wchodziliśmy na nowy teren, że spróbowaliśmy. Opinie o filmie były więc dla nas niemiłym zaskoczeniem" - wspominał.











