Reklama

W mundurze ze swastyką

Przywdziewając niemieckie mundury w filmie "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", Tomasz Kot i Piotr Adamczyk dołączyli do Toma Cruise'a, Marlona Brando, Christopha Waltza i licznego grona sławnych filmowych nazistów.

I chociaż partnerująca im Marta Żmuda Trzebiatowska zapewnia, że "nasi chłopcy w mundurach wyglądają wyśmienicie", okazuje się, że nie wszystkim aktorom w smak było nosić żelazny krzyż i niesławne uniformy ze swastyką.

Reklama

"Piotr Adamczyk wydaje się stworzony do ról w mundurach." - twierdzi reżyser "Klossa", Patryk Vega i musi być w tym sporo prawdy. Aktor, kojarzony z rolą Jana Pawła II, nie miał żadnych problemów, by na potrzeby wojennego thrillera Vegi zerwać z wizerunkiem świętego polskiego kina. W rynsztunku sturmbannführera Hermanna Brunnera nie tylko dał popis znakomitego aktorstwa, ale wizualnie zmienił się do tego stopnia, że ucharakteryzowanego Adamczyka nie rozpoznał na planie sam Tomasz Kot.

Dla odtwórcy roli agenta J-23 metamorfoza w oficera Abwehry była znacznie mniej komfortowa. O ile nie miał problemów z przefarbowaniem włosów na aryjski blond, do kwestii stroju podszedł bardzo emocjonalnie. Jak sam przyznaje, nie czuł się dobrze nosząc nazistowskie symbole, szczególnie gdy na planie pojawiali się starsi ludzie, pamiętający II wojnę światową.

Te same bolączki przeżywał swojego czasu słynny imiennik Kota - Tom Cruise, grający główną rolę w "Walkirii" Bryana Singera. Hollywoodzki gwiazdor przyznał w jednym z wywiadów, że choć niemieckie mundury były wyjątkowe i świetnie zaprojektowane, to w perwersyjny sposób wypaczały dawne symbole, nadając im nowy, złowrogi sens. "Nienawidziłem tego munduru. Było coś niepokojącego w oglądaniu siebie w lustrze." - wspominał Cruise.

A nie tylko on miał z tym kłopoty, o czym na własnej skórze przekonali się organizatorzy wystawy "Naziści", zorganizowanej ponad dekadę temu w warszawskiej "Zachęcie". Wtedy to, dokładnie 17 listopada 2000 roku, do galerii wkroczył Daniel Olbrychski, który "szablą Kmicica" zamanifestował swój sprzeciw wobec przedstawiania aktorów w nazistowskim kontekście, niszcząc większość zgromadzonych na wystawie fotografii.


Przeszło dziesięć lat od tych wydarzeń, Olbrychski zamienił szablę na esesmański sztylet i jako bliski współpracownik Martina Bormanna dołączył do obsady "Stawki większej niż śmierć". Co ciekawe, jest jedynym nazistą w filmie, który w obrazie Vegi nie nosi munduru, zadowalając się gustownie przypiętym żelaznym krzyżem. Czyżby nieugięty reżyser "Klossa" i "PitBulla" przestraszył się gniewu Kmicica?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje