Reklama

W kosmos czy na prowincję?

W kosmos ze "Star Trekiem" czy na polską prowincję z "Winem truskawkowym"? Która z piątkowych premier kinowych zasługuje na największą uwagę?

Najbardziej oczekiwaną premierą tego tygodnia jest z pewnością jedenasta kinowa wersja "Star Treka". Mająca problemy z oceną popkulturowych pozycji "Gazeta Wyborcza" zrezygnowała z etatowych krytyków i powierzyła napisanie recenzji filmu bliżej nieznanemu Michałowi Wojtczukowi, który w kilkunastu akapitach streścił fabułę filmu JJ Abramsa, po czym w finałowym akapicie zawyrokował, że "Star Trekowi" brakuje oryginalności.

Reklama

"Od Żołnierzy kosmosu Paula Verhoevena odróżniają go [Star Treka] chyba tylko nowsze o 12 lat efekty specjalne i poczucie humoru (...) . Dialogi są ponadto zabawne w sposób raczej nieplanowany - na nieoczekiwaną czułość ze strony Spocka piękna Uhuru namiętnie obiecuje: Będę monitorować twoje odczyty". Ktoś wie po tej ocenie czy warto wybrać się na film JJ Abramsa? Ja nie...

Bardziej rzeczowa jest ocena Wojtka Kałużyńskiego w "Dzienniku". Recenzent zwraca uwagę na wątpliwości, które wzbudzała w nim to przedsięwzięcie: "Produkcja jedenastego kinowego Ster Treka wydawała mi się pomysłem mocno poronionym. Tymczasem efekt końcowy pozytywnie zaskakuje, będąc produktem strawnym dla starych fanów i umiejętnie zalecającym się do młodych miłośników science fiction".

Według krytyka, mimo iż film "Jest wyraźnie ukierunkowany na akcję pędzącą naprzód z niewidzianą jeszcze w całej serii intensywnością", to "całą tą międzygwiezdną zabawą w berka rządzi żelazna logika przejrzystości, w której mieszczą się nie tylko pomysłowe zwroty akcji, ale i sieć relacji między bohaterami". Kałużyński odnotowuje też "zręczne" aktorstwo ("Pine zupełnie udatnie zastępuje Williama Shatnera w roli młodego Kirka, Zachary Quinto jako młody Spock wypada niewiele gorzej, bezbłędny jest Karl Urban jako McCoy, z Zoe Saldana dokłada do całej barwnej zbieraniny pierwiastek seksualności").

Kolejnym filmem, który od piątku możemy oglądać na ekranach kin to ekranizacja "Opowieści galicyjskich" Andrzeja Stasiuka - "Wino truskawkowe" w reżyserii Dariusza Jabłońskiego. Łukasz Maciejewski w "Dzienniku" zauważa, że reżyserowi udało się "- co rzadkie -zachować ducha znakomitego literackiego oryginału" i nazywa "Wino truskawkowe" "nie tylko jednym z najciekawszych, ale i najinteligentniejszych polskich tytułów ostatnich lat".

Równie pochlebnie o filmie Jabłońskiego wypowiada się Paweł T. Felis ("Gazeta Wyborcza"), nazywając obraz "rewelacyjnym spotkaniem kina i literatury". "Mroczny, z detalami, oszczędnie i na chłodno, choć nie bez zachwytu oglądany beskidzki kosmos w Opowiadaniach galicyjskich w filmie Jabłońskiego zyskuje tragikomiczny czar, jaki znamy z czeskich komedii o małych wioskach czy z filmów Kondratiuka i Barańskiego. I w książce Stasiuka, i w filmie Jabłońskiego jednak ten kosmos ma w sobie ciężar, coś, co wykracza poza świat materialny" - pisze krytyk.

Sporo emocji wzbudziła także polska premiera "Kobiety w Berlinie" - nowego filmu niemieckiego reżysera Maxa Farberbocka (z muzyką Zbigniewa Preisnera). Głównie z powodu rozczarowania, który przyniosła ekranizacja wstrząsających wspomnień anonimowej autorki z okupowanego przez Rosjan Berlina, która opisała przypadki gwałtów na niemieckich kobietach przez radzieckich żołnierzy.

"To film letni i przeciętny" - czytamy w "Dzienniku", "autorzy filmu nie sprostali wstrząsającemu tematowi" - dodaje "Wyborcza". Jacek Szczerba zauważa, że "nie udało się Farberbockowi oddać w pełni dotkliwości seksualnego procederu, który jest tu analizowany. I nie chodzi o to, żeby popadać w pornografię lub epatować okrucieństwem. Nie, chodzi o to by znaleźć filmowy ekwiwalent zdań typu: Kręci mi się w głowie, jestem półprzytomna i już się nie bronię, opadam na mocne, pachnące mydłem do prania ciało. Wreszcie spokój, ciemność, sen". "Może ja jednak za wiele wymagam od kina?" - kończy retorycznie recenzent "GW".

Z kolei Magdalena Michalska w "Dzienniku" zauważa, że Farberbock "swój przydługi film szybko przenosi z kategorii dramatu historycznego w melodramat z syndromem sztokholmskim w tle" i sugeruje, że ten film powinna nakręcić kobieta. "Może miałaby odwagę pokazać więcej, może miałaby na tyle empatii, by zadać ważniejsze pytania?".

W piątek na ekranach kin zadebiutowała także komedia "17 Again" z idolem nastolatek - Zakiem Efronem, który gra tu szkolną gwiazdę koszykówki. ("Śliczniutki gwiazdor High School Musical nawet tu przez chwilę tańczy - choć głównie kozłuje"). To propozycja dla zdecydowanie mniej wymagających widzów. "Nieszkodliwa, choć głupiutka i zarazem nadmiernie dydaktyczna rozrywka" - aforystycznie zauważa Paweł Mossakowski ("Gazeta Wyborcza").

"Rozrywką średniego sortu" - nazywa za to film Burra Steersa Ewelina Kustra ("Dziennik"). "Otrzymaliśmy miks komedii i serwującego ckliwe refleksje filmu familijnego opierający się na oklepanym do granic możliwości motywie" - dodaje recenzentka i nie ma wątpliwości, że "17 Again" "pozostaje bardzo daleko w tyle za takimi komediami jak Wpadka, Poznaj moich rodziców czy Czterdziestoletni prawiczek".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wino | Gazeta Wyborcza | star | Kosmos | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje