Reklama

Upał w kinie

"Upały" (2001), reż. Ulrich Seidl

Oryginalny tytuł filmu Ulricha Seidla to "Hundstage", czyli kanikuła. Nazywa się tak najbardziej upalny, letni okres, kiedy to Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Psa (stąd też inna nazwa tej pory - "pieskie dni"). Właśnie w tym czasie cesarze rzymscy organizowali igrzyska. Austriacki reżyser przedstawia w swym obrazie inne igrzyska - współczesne i międzyludzkie, odbywające się na przedmieściach Wiednia. Czas akcji jednak pozostaje ten sam. Na nowoczesnym osiedlu, otoczonym supermarketami i drogami szybkiego ruchu, stłacza się życie samotnych i nieszczęśliwych ludzi.

Reklama

W długich, charakterystycznych dla dokumentalnego stylu Seidla ujęciach, poznajemy sześć przeplatających się historii. Każda uderza swoją wewnętrzną niemocą, wynaturzeniem i niewytłumaczalną tęsknotą. Dnie bohaterowie tracą na upalnym i bezowocnym lenistwie. W nocy podwyższona temperatura budzi demony alkoholu, seksu i agresji. Napięcie wzrasta z każdą godziną duchoty.

Dla Seidla "Upały" były fabularnym debiutem. Nie są jednak dziełem odmiennym od jego dotychczasowego dokumentalnego języka. Reżyser przyznawał w wywiadach wielokrotnie, że nie czyni różnicy między kinem dokumentalnym a fabularnym. Nagich - fizycznie i emocjonalnie - bohaterów podglądamy więc z bliska, często przyjmując perspektywę naturalistyczną.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje