Ujawnił kulisy najlepszej roli w jego karierze. "Pan był bliski śmierci"
Mateusz Damięcki, odtwórca głównej roli w filmie "Furioza", w najnowszym wywiadzie opowiedział o kulisach pracy na planie oraz fizycznych i psychicznych wyzwaniach, z jakimi musiał się mierzyć. Aktor przeszedł intensywną metamorfozę i trenował przez wiele godzin dziennie, co odbiło się na jego zdrowiu i życiu rodzinnym.
"Furioza" to inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film, który pokazuje świat, o którym większość z nas nie ma pojęcia. Świat kibiców i kobiet, które są z nimi w związkach. Scenariusz filmu powstawał kilka lat i oparty jest na prawdziwych relacjach gangsterów, dziennikarzy i agentów Centralnego Biura Śledczego Policji. W październiku tego roku na Netfliksie zadebiutowała "Druga Furioza".
W postać głównego bohatera, Goldena, wciela się Mateusz Damięcki. Aktor był bardzo chwalony za kreację, która wiązała się dla niego z fizyczną metamorfozą. Wielu widzów i krytyków uważa, że to najlepsza rola w jego karierze.
Rola w "Furiozie" niewątpliwie wymagała od Mateusza Damięckiego wiele wysiłku. W rozmowie z Agnieszką Matracką w programie "Ja wysiadam" wyznał, że w pewnym momencie znalazł się w stanie zagrażającym życiu.
"Pan był bliski śmierci, bo woda potrafi zabić" - usłyszał od lekarza. Aktor musiał poświęcić sporo wysiłku na intensywne treningi, a także przechodził przez proces odwadniania.
W tym samym wywiadzie zdradził, jak wyglądała jego codzienność podczas pracy na planie filmu.
"Kończysz scenę i ludzie mówią kurde fajnie, super. Reżyser mówi: 'Dobra, ekstra'. Dwie, trzy sceny, każda jest w punkt zrobiona, bo my już się rozumiemy bez słów. I kończysz, zdejmują z ciebie charakteryzację. Przychodzisz do domu, wszyscy śpią. Rano się budzisz, wszyscy śpią. Wychodzisz do roboty, pracujesz 16 godzin. (...) W przerwie nie śpisz, bo musisz coś nadrobić i masz takie 6 dni z rzędu na przykład, że nie widzisz nikogo ze swojej rodziny, tylko śpią wszyscy, jak przychodzisz i jak wychodzisz. I nagle to się wszystko kończy, a ty zostajesz z tym Goldenem w sobie. Jesteś cały czas łysy, nie masz tatuaży, ale w zasadzie patrzysz w lustro i tak jakbyś je widział cały czas. Włosy powoli odrastają, ale powoli. Mięśnie zostają. Potrzeba pójścia na siłownię dalej jest, więc idziesz na tę siłownię" - opowiadał.
Damięcki wyznał, że trudno było mu wyjść z roli po zakończeniu zdjęć.
"Przy 'Drugiej Furiozie' przez dwa miesiące miałem siebie serdecznie dość, a nadal okazywało się, że nie umiem sobie z tym poradzić. To było najcięższe. Sama produkcja czy preprodukcja filmu to jest pikuś przy tym, co się działo później. I paradoksalnie najśmieszniejsze, a jednocześnie najbardziej dla mnie tragiczne jest to, bo daje mi to jakąś informację na przyszłość, że być może będzie tak to u mnie wyglądało w przyszłości.
Czytaj więcej: Kibolskie ustawki, aktorskie popisy. Polskie kino akcji, które może się podobać