Reklama

Twarze Borysa Szyca

"Hiena jest rzadkim w polskim filmie przykładem odwołania do kina grozy" i choćby dlatego debiut Gerzgorza Lewandowskiego z potrójną rolą Borysa Szyca wybieramy na premierę tygodnia.

"HIENA"

Reklama

"Borys Szyc ze zniekształconą twarzą zamieszkuje jak dzikus w samotni, ale równie dobrze może sprzedawać lody. Słowem: same wielkie tajemnice, a raczej rzucane szczodrze przez reżysera obietnice bez pokrycia. Złowrogi klimat to, nawet jak na horror, trochę mało. Zwłaszcza że już po kilkunastu minutach manieryczna (by nie nazwać tego ostrzej) struktura z powracającą w różnych wcieleniach twarzą Szyca, mieszanką rzeczywistości i złowrogich fantazji małego chłopca wywołuje nie grozę, a śmiech. A chyba nie o to chodziło?".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Hiena jest rzadkim w polskim filmie przykładem odwołania do kina grozy, chociaż jako horror nie spełni oczekiwań wielbicieli mocniejszych wrażeń. oniryczny klimat na pograniczu jawy i snu, rzeczywistości i fantazji budują sugestywne zdjęcia i muzyka. Efektowne zabiegi formalne to jednak za mało, by stworzyć wciągający dreszczowiec. (...) Wątła fabuła pełna niedopowiedzeń sprawia, że zamiast oczekiwanego dreszczyku emocji i zaciekawienia, dominuje znużenie i zagubienie".
Jaga Kolawa, "Dziennik"


"CENA ODWAGI"

"Dwa słowa o Jolie, której obsadzenie w tego typu filmie było posunięciem ryzykownym. Jeśli ktoś uważał ją wyłącznie za seksowną lalę z wydętymi ustami, która może zagrać wyłącznie w Tomb Raider, będzie bardzo zaskoczony. Jolie, mocno tu ucharakteryzowana (z przyciemnioną cerą i czarnymi świderkami włosów), w roli wściekłej, zrozpaczonej, ale opanowanej i szukającej racjonalnych rozwiązań kobiety jest najzupełniej przekonująca. Film również".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Angelina Jolie jako żona porwanego przez terrorystów reportera obnaża braki w aktorskim warsztacie. Gwiazda mediów świetnie wypada w repertuarze rozrywkowym wymagającym od niej przede wszystkim seksapilu. Kiedy jednak trzeba grać, robi się bezradna. Oparta na prawdziwej historii Cena odwagi Michaela Winterbottoma broni się tylko ciekawym przesłaniem, lecz jako film zawodzi".
Elżbieta Ciapara, "Dziennik"


"INWAZJA"

"Hollywoodzki debiut niemieckiego reżysera, twórcy Upadku, wypada kiepsko. Film jest niespójny stylistycznie i chaotyczny: stanowi mieszankę niespiesznego, "nastrojowego" horroru i hiperkinetycznych sekwencji rodem z kina akcji, żeby się widz, broń Boże, nie nudził. (...) Inwazja mimo kilku dobrych i mocnych scen jest bardzo mało przerażająca. Wirus wywołuje definitywną przemianę człowieka w zombi wyłącznie podczas snu - stąd niby zarażona już Kidman, biegając po ulicach Waszyngtonu, powtarza sobie mantrę: Nie mogę zasnąć, nie mogę zasnąć.... Przyznam, że chwilami też musiałem to zaklęcie przywoływać".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Pod pozorami apokalipsy dostajemy tandetną antyutopię w kostiumie sensacyjnego thrillera science fiction. Przekaz zmienia się w dęte wykłady z antropologii kultury przywołujące Piageta, Maslowa i Gravesa tylko po to, by oznajmić, że świat bez wojen, biedy i cierpienia jest światem zdehumanizowanym. (...) Dotrwanie do końca filmu nieludzkich wysiłków nie wymaga, ale że nie zaśniemy, nie oznacza, że nie będziemy ziewać".
Wojtek Kałużyński, "Dziennik"


"MĘSKA HISTORIA"

"Ten popularny film, często sięgający po fabularne uproszczenia (zakończenie!), jest więc w istocie przekorną pochwałą młodości: pełnej dezynwoltury, chwilami bezlitosnej i bezradnej (czy nastolatek może z homoseksualizmu wyrosnąć?), ale w gruncie rzeczy wolnej od uprzedzeń i traktującej życie - jak własne dziwactwa - z pobłażliwym uśmiechem".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Opowiastka o psychoseksualnym dojrzewaniu i odkrywaniu złożoności świata sytuuje się gdzieś między Stowarzyszeniem umarłych poetówUkrytymi pragnieniami. To subtelne, ciepłe, skrajnie europejskie kino. Daleko posunięta poprawność polityczna filmu nie przeszkadza, będąc naturalnym wymogiem scenariusza. [Tylko że] Męska historia jest... niestety za słodka".
Łukasz Figielski, "Dziennik"


"NIGHTWATCHING"

"Nie wtórność jest wobec Nightwatching zarzutem najważniejszym. Gorzej, że szwankuje tu spajające film, kryminalne wręcz śledztwo - z początku traktowane pretekstowo, a ostatecznie wykoncypowane i wyjaśnione zbyt dosłownie. Bo właśnie w ostatniej części z filmu wyraźnie uchodzi powietrze - rwie się misterna dramaturgia, a kolejne zakończenia sprawiają wrażenie dodanych na siłę. Co nie zmienia faktu, że Nightwatching pozostaje imponującym przykładem kina autorskiego, nawet jeśli Greenaway ma w dorobku filmy lepsze".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"[Nightwatching] jest wizualnie piękny i wysmakowany a przy tym erudycyjny. Ale zarazem tez jak większość jego filmowych prac hermetyczny i męcząco przeładowany piętrową symboliką. A przede wszystkim wtórny, bo twórca Kontraktu rysownika nie mówi tu nic, czego wcześniej nie powiedział".
Wojtek Kałużyński, "Dziennik"


"SUPERSAMIEC"

"Fabuła, jak się okazuje, w kinie młodzieżowym to rzecz zbędna - wystarczy postawić kamerę i kazać nastolatkom gadać: o penisach i waginach, masturbacji, obciąganiu i filmach porno, a najlepiej - o niczym. Dla każdego widza, który wytrzyma w kinie ten niemal dwugodzinny (!) bełkot, dystrybutor ufundować powinien nagrodę za siłę woli".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Supersamiec jest filmem głupim jak but, jest także - chwilami - obezwładniająco śmieszny. (...) Z jednej strony słówko fuck pada tu 186 razy, a dowcipy przekraczają granicę dobrego smaku i to o kilka długości. Z drugiej strony - ciężko się nimi gorszyć, bo pełnią funkcję zbliżoną do tryskającej na prawo i lewo krwi w filmach Quentina Tarantino. Są po prostu częścią autoironicznej konwencji".
Dorota Chrobak, "Dziennik"


"WIECZÓR"

"Wieczór jest filmem, który szanuję, ale go nie kocham ani nawet nie bardzo lubię. Ekranizacja powieści Susan Minot z 1998 r. według scenariusza autorki i Michaela Cunninghama (Godziny) jest utworem poważnym i mówiącym o poważnych sprawach, co jest rzadkością we współczesnym kinie. Ale, niestety, nie mówi nic specjalnie ciekawego".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Film Lajosa Koltaja to jeden z najładniejszych obrazów, jakie ostatnio trafiły na nasze ekrany. Doskonale dopracowane kadry, piękna gra światła, nasycone kolory. (...) Niestety jego Wieczór ma tez wszystkie błędy filmu stworzonego przez speca od zdjęć. Tak bardzo skupia się na obrazie, że dopuszcza do mielizn fabularnych, dłużyzn, oczywistej puenty i ogranych metafor".
Magdalena Michalska, "Dziennik"

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | twarzy | debiut | wieczór | jolie | odwołania | inwazja | Gazeta Wyborcza | dziennik | filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje