Reklama

Reklama

"Top Gun" najbardziej gejowskim filmem w historii?

35 lat od premiery "Top Gun" Tony'ego Scotta stał się klasykiem kina akcji. Film był katapultą do światowej kariery 24-letniego Toma Cruise'a i wywołał lawinę zgłoszeń do armii. Obraz z biegiem lat zyskał jeszcze jedną etykietę: "najbardziej gejowskiego filmu, jaki kiedykolwiek powstał". Co na to jego producent?

Tom Cruise w scenie z filmu "Top Gun"

Nakręcony w 1986 roku film "Top Gun" trwale zapisał się w historii kina. Opowieść o dwóch uczniach elitarnej szkoły lotniczej rywalizujących o tytuł najlepszego pilota zdobyła Oscara, Złoty Glob oraz nagrodę People’s Choice. Na całym świecie produkcja zarobiła przeszło 350 milionów dolarów, zapoczątkowując jednocześnie błyskotliwą karierę Toma Cruisa. Rola porucznika Pete’a "Mavericka" Michella przyniosła aktorowi międzynarodową sławę i uczyniła go jedną z największych ówczesnych gwiazd dużego ekranu.

Według niektórych krytyków dzieło Tony'ego Scotta pulsowało także  podskórną homoerotyczną energią. Legendarna Pauline Kael określiła "Top Gun" mianem "błyszczącej homoerotycznej reklamy", podając przykład sceny w przebieralni, w której bohaterowie filmu przedstawieni są przez reżysera tylko z ręcznikami na biodrach.

Reklama

W komedii "Dwoje, czyli troje" bohater grany przez Quentina Tarantino wypowiada zaś takie zdanie na temat "Top Gun": "Myślisz, że to historyjka o pilotach. Tak naprawdę to opowieść o zmaganiach mężczyzn z własną seksualnością". Warto dodać, że Tarantino i reżyser Toy Scott to dobrzy kumple - reżyser "Pulp Fiction" był m.in. autorem scenariusza do filmu Scotta "Prawdziwy romans".

Co o gejowskim kontekście obecnym we współczesnej interpretacji filmu twierdzi dziś jego producent, Jerry Bruckheimer? "Kiedy robisz film, ludzie mogą zinterpretować go w dowolny sposób i zobaczyć w nim coś, o czym twórcy filmu nie mieli pojęcia. Dlatego jesteśmy zaskoczeni za każdym razem, gdy słyszymy o filmach, które robimy, w kontekstach, które nie mają związku z tym, co jako twórcy chcieliśmy zrobić. Jednak ma to znaczenie, ponieważ ludzie w to wierzą" - przyznał w rozmowie z portalem "Vulture". 

Tom Cruise początkowo nie był entuzjastycznie nastawiony do występu w produkcji. Zanim zgodził się przyjąć angaż, wielokrotnie odrzucał propozycję twórców filmu.

Bruckheimer ujawnił, że musiał mocno się nagimnastykować, by nakłonić Cruise’a do przyjęcia roli, która okazała się być jedną z najbardziej ikonicznych ról w całej jego karierze. "Tom odrzucał naszą propozycję raz za razem. Ale nie poddaliśmy się. W końcu wpadliśmy na pomysł, by zaangażować Blue Angels - lotniczy zespół akrobacyjny Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Zorganizowaliśmy dla niego przelot odrzutowcem. Kiedy zszedł na ląd, natychmiast do mnie zadzwonił i powiedział tylko tyle: 'Jerry, wchodzę w to'. Przekonanie Toma do tego występu to jedno z dokonań, które napawają mnie największą dumą" - zdradził Bruckheimer.

Duet ponownie spotkał się na planie kontynuacji filmu "Top Gun", która ma zadebiutować na ekranach kin w listopadzie 2021. W długo wyczekiwanym sequelu produkcji w reżyserii Josepha Kosińskiego Pete "Maverick" Michell staje na czele specgrupy pilotów, mając za zadanie wyszkolić jej uczestników do udziału w arcytrudnej misji. Na ekranie prócz Cruise’a pojawią się Val Kilmer, Ed Harris, Jennifer Connelly, Jon Hamm i Miles Teller.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje