"Digger" to najnowszy projekt Alejandro Gonzáleza Iñárritu - wybitnego twórcy nagrodzonego Oscarami "Birdmana" i "Zjawy". Produkcja opowiada o najpotężniejszym człowieku na świecie, który sprowadza na ludzkość śmiertelne niebezpieczeństwo, a następnie postanawia samodzielnie ocalić wszystkich ludzi na planecie.
W głównego bohatera wcielił się Tom Cruise. Choć aktor ma na koncie dziesiątki kultowych ról, wygląda na to, że jego karta w Hollywood zaczyna się odwracać. Film od miesięcy był zapowiadany jako nietypowe, kreatywne i ambitne dzieło, które miało przypomnieć światu o talencie Cruise'a z czasów sprzed jego skupienia na kinie akcji. Niestety, rzeczywistość okazuje się brutalna.
"Digger": koniec ery Cruise'a?
Film trafi na ekrany polskich kin już 2 października, jednak w internecie już teraz roi się od recenzji - a te są wyjątkowo bezlitosne. W serwisie Rotten Tomatoes produkcja ma obecnie zaledwie 52% pozytywnych opinii od krytyków.
Wszystko wskazuje na to, że mroczna komedia Iñárritu zamiast przynieść gigantyczne zyski, stanie się jedną z najbardziej bolesnych i kosztownych wpadek finansowych tego roku. Początkowo budżet "Diggera" szacowano na 125 mln dolarów, jednak w trakcie produkcji urósł on do kwoty aż 180 mln dolarów. Aby wytwórnia wyszła na zero, film musiałby zarobić na całym świecie ponad 300 mln dolarów. Tymczasem - jak podaje serwis Variety - prognozy są nieprzychylne i przewidują, że w weekend otwarcia w amerykańskich kinach zbierze zaledwie ok. 10 mln dolarów.
Wygląda na to, że samo nazwisko wielkiego gwiazdora, który w tej produkcji jest zresztą praktycznie nie do poznania, to za mało, by zagwarantować kasowy hit.
Krytycy nie zostawiają na filmie suchej nitki. Dziennik "The Boston Globe" przyznał produkcji okrągłe zero gwiazdek, nazywając ją wprost "najgorszym filmem w karierze Toma Cruise'a". Z kolei krytyk David Rooney z magazynu ""The Hollywood Reporter" napisał ostro, że obraz jest "zapatrzony w siebie", a spora część recenzentów wytyka twórcom, że żarty wypadają blado i nie wywołują u widzów nawet uśmiechu.
W obliczu tak druzgocącego przyjęcia studio postanowiło rozegrać sytuację w nietypowy sposób. Wytwórnia rozpoczęła nową kampanię promocyjną opartą... na negatywnych opiniach krytyków, rzucając widzom hasło: "Zdecydujcie sami".











