Reklama

Teresa Budzisz-Krzyżanowska: Stanęła oko w oko ze śmiercią

Teresa Budzisz-Krzyżanowska w przedstawieniu "Papieżyca" w Teatrze Ateneum w Warszawie (2015)

"Pomysł wydawał mi się szalony - wspominała Teresa Budzisz-Krzyżanowska. - To było na lotnisku w drodze do Berlina. Byłam w dość kiepskim stanie psychicznym i fizycznym. Siedziałam zamyślona nad swoimi smuteczkami i nagle usłyszałam: 'Ty powinnaś zagrać Hamleta'. Ładnie zabrzmiało. Popatrzyłam na pana Andrzeja z wdzięcznością. To taki żart, który ma poprawić mój nastrój?".

Reklama

Kilkanaście miesięcy później rozmowa o roli była już bardzo konkretna. Andrzej Wajda zdradził, że chce pokazać aktora grającego Hamleta, zmagającego się z rolą i swoim życiem na scenie i za kulisami. Wątpiących w sukces przedsięwzięcia uspokajał, że jeśli nie powstanie nic ciekawego, nie będzie premiery. Tymczasem była już przygotowywana trasa międzynarodowa. Po jednym przedstawieniu "Hamleta IV" w Krakowie zespół ruszył w świat.

Spadochron w Meksyku

"W Japonii graliśmy 25 spektakli dzień w dzień, z krótką przerwą na przejazd z Tokio do Osaki - wspominała Teresa Budzisz-Krzyżanowska. - Ale wszelkie trudy były wynagradzane satysfakcją i przyjemnościami. W Wiedniu mieliśmy okazję zobaczyć spektakl Boba Willsona i musical 'Koty'. Z Toledo mam naparstek i nożyczki, z Segowii koronkowy obrus. W Jerozolimie byliśmy tydzień, pamiętam niezwykłą aurę tamtych przedstawień i wyprawy po biblijnych szlakach".

"W Acapulco spędziliśmy szalony tydzień - dodaje anegdotę z Meksyku Dorota Segda. - Namówiłam tam Teresę, żeby poleciała na spadochronie ciągniętym przez motorówkę. Można się było na nim unieść nawet na kilkadziesiąt metrów. Dała się przekonać, choć nie umiała pływać. Siedzieliśmy z Jurkiem Radziwiłowiczem na plaży i obserwowaliśmy, jak Teresa frunie nad zatoką, aż w pewnym momencie zobaczyliśmy, jak jej spadochron się zatrzymuje, a nasz Hamlet zaczyna z dużej wysokości spadać do morza. Co prawda miała na sobie kamizelkę ratunkową, ale czułam się wtedy, jakbym właśnie zamordowała Budzisz-Krzyżanowską".

Gorycz rozstania

Lata 80. to pasmo sukcesów artystycznych aktorki. W domu, w którym dorastały dwie córki, niestety, działo się gorzej. "Akurat sypało się moje życie prywatne i myślałam, że zmiana miejsca dobrze nam obojgu zrobi - wyjaśniała motywy przeprowadzki do Warszawy w połowie lat 80. pani Teresa. - Ale tak się nie stało. Rozstanie okazało się nieuniknione".

Na początku lat 90. aktorka stanęła oko w oko ze śmiercią. Cudem ocalała z wypadku samochodowego.

Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Teresa Budzisz-Krzyżanowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje