"Trędowata": od lat Polacy uwielbiają tę historię
Wydana w 1908 roku powieść Heleny Mniszkówny rozkochała w sobie miliony Polek Polaków. Właściwie rozkochuje od ponad wieku.
Do wybuchu II wojny światowej książkowe wydanie melodramatu wznawiane było dwudziestokrotnie. Pierwszej ekranizacji opowieść o zakazanej miłości, zderzającej bogacza i nauczycielkę, doczekała się w 1920 roku, kiedy kino było jeszcze nieme. Za kamerą stanęli wówczas Edward Puchalski i Józef Węgrzyn, a przed Jadwiga Smosarska i Bolesław Mierzejewski. Pierwsza dźwiękowa wersja filmowa powstała w 1936 roku za sprawą Juliusza Gardana, a w głównych rolach wystąpili Elżbieta Barszczewska i Franciszek Brodniewicz.
Kilka dni temu w ramach Podkarpackiego Szlaku Filmowego z publicznością spotkali się Elżbieta Starostecka i Leszek Teleszyński, odtwórcy głównych ról w filmie Jerzego Hoffmana z 1976 roku "Trędowata".

W Łańcucie powstała większość zdjęć do filmu Jerzego Hoffmana
"Każdy z nas osobno oglądał te filmy, ale nie wzorowaliśmy się na nich" - podkreślała Elżbieta Starostecka w trakcie rozmowy prowadzonej przez dziennikarkę i autorkę książek o tematyce filmowej i społecznej Grażynę Bochenek. "To jest film Jerzego Hoffmana, według jego scenariusza. Nie jest to kalka, jeżeli chodzi o książkę, ale pozostaje jej dość wierny" - dodawała.
"Inna technika, inne czasy. Nie porównywaliśmy" - dodawał krótko Leszek Teleszyński. "Uważam, że należy zapoznać się ze scenariuszem, przefiltrować go przez siebie - jak ja to zagram i za dużej wiedzy nie mieć. Są aktorzy, którzy wertują tomy ksiąg na temat bohatera. Za dużo wiedzy przeszkadza. Co to daje aktorowi - mnie nic" - podkreślał aktor.
Spotkanie odbyło się w ramach 7. Podkarpackiego Szlaku Filmowego, corocznego wydarzenia, które pozwala odkryć filmowe zakątki Podkarpacia. "Urodziny" "Trędowatej" nie przez przypadek znalazły się w programie festiwalu. W Łańcucie powstała większość zdjęć do filmu Jerzego Hoffmana. Jego premiera odbyła się 29 listopada 1976 roku. Do dziś jest uwielbiany przez widzów.
Miliony widzów na całym świecie
W polskich kinach melodramat obejrzało ponad 10 milionów widzów. Dane nie są pełne, bowiem popularność była tak duża, że część publiczności "przepisywano" na radzieckie tytuły, które takiej frekwencji nie miały, co nie było zgodne z linią polityczną władzy.
"Trędowata" trafiła też do dystrybucji poza krajem. Na opowieści o namiętnym uczuciu ordynata Michorowskiego i guwernantki Stefanii Rudeckiej płakano w Polsce, Chinach, Rosji.
Na tamte czasy, to był film hollywoodzki. Zrobił karierę na całym świecie
"Pamiętam jak do Polski przyjechała pani z Zarządu Kinematografii w ZSRR po nowe kopie, stare były już zdarte, a tamtejsza publiczność domagała się seansów" - dodawał. Kopie "Trędowatej" powstawały na rynki w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Francji. Nie tylko do krajów bloku wschodniego.
"Kilka lat temu odwiedziliśmy z żoną Turcję. Kierownik w hotelu na mój widok zaczął krzyczeć: Polish Film Star" - śmiał się Leszek Teleszyński, ale po chwili dodał, że jedna z tureckich kelnerek oznajmiła mu, że jest bardzo podobny do jej wujka. "Widać do każdego podobny jestem, także do Turka" - śmiał się.
Elżbieta Starostecka zripostowała, że charakteryzacja, w której pojawił się na planie jako ordynat Michorowski upodabniała go do Omara Sharifa, egipską legendę kina.
Trwające ponad godzinę spotkanie obfitowało w gawędy i anegdoty z planu i spoza niego.
Bezcenna rada od Kaliny Jędrusik
"Kalina Jędrusik powiedziała mi: zrobisz, co chcesz, ale jeżeli tego nie zagrasz, to będzie twój wielki błąd" - mówiła Elżbieta Starostecka o początkach swojej przygody z postacią Stefci Rudeckiej.
Nie spodziewała się, że zwycięży w castingu i dlatego nie przekładała poważnej operacji zatok. Kiedy zadzwonił telefon, że rolę dostała, była opuchnięta i obolała po zabiegu. Chwilę się zastanawiała, pytała innych o radę, w tym właśnie Kalinę Jędrusik. Wreszcie podjęła decyzję. "Tak los chyba chce. I zagrałam" - opowiedziała w Łańcucie.
Popularność, którą przyniosła mi Stefcia Rudecka, była niesamowita
"Otwarte serca ludzi i ich serdeczność. Doceniam to. Dzięki tej roli i temu filmowi widzowie przyjeżdżali do Warszawy, żeby zobaczyć mnie w teatrze, chociaż już nie grałam Stefci Rudeckiej" - dodała.
Leszek Teleszyński nie przechodził tak skomplikowanego castingu. Zagrał wcześniej u Jerzego Hoffmana w "Potopie" - czarny charakter. "To była krótka rozmowa. Jurek mówi: będę kręcił 'Trędowatą', a ty będziesz grał ordynata Michorowskiego. I tak poszło" - relacjonował aktor.
Zobacz również:
Hoffman - siła fizyczna i temperament. Wypadek aktorki na planie
Plan postawił przed całą ekipą wiele wyzwań. Lato było wyjątkowo gorące, nie było czegoś takiego jak klimatyzacja czy kampery dla aktorów.
"Chodziliśmy tak, żeby się za bardzo nie ruszać, żeby się po prostu nie spocić" - opisywał Leszek Teleszyński. "Mieszkaliśmy w hotelu Rzeszów, przy rondzie, przez które przejeżdżały tiry. Mieliśmy do wyboru: albo umrzeć z gorąca przy zamkniętych oknach, albo umrzeć wdychając spaliny. Gorąc był nieprawdopodobny. Na samym planie dodatkowo grzały lampy - starego typu, nie to, co dzisiejsze ledy. A ja musiałem mieć wszystko pod szyję zapięte. W czasie przerwy też było inaczej niż teraz. Po prostu przyjeżdżała nyska z fasolką po bretońsku. I tak jedliśmy, na stojąco. Takie to były warunki" - śmiał się. "Ale to był piękny czas" - podkreślił.
Grażyna Bochenek dopytywała gości o jeszcze inne perypetie. W jednej ze scen jazdy konnej koń nie chciał stanąć w miejscu, psując tym samym bliski kadr. "'Złaź z tego konia' - krzyknął do mnie Hoffman" - wyjaśniał Teleszyński. Reżyser wziął aktora "na barana". "I Hoffman (jako dubler konia) nie ruszył się. Kadr był idealny".
W innej ze scen - balu, w powietrze reżyser uniósł Elżbietę Starostecką. "W pewnym momencie poczułam, że frunę, nie dotykałam stopami podłogi. Uświadomiłam sobie, że Jurek mnie tak unosił. Taka to siła fizyczna i temperament" - mówiła gwiazda.
Scena balu, zamykająca film, jest również tą, którą aktorka najbardziej zapamiętała. "Wybiegam z niego roztrzęsiona, rozdygotana. Tłum naciera na mnie, werbalnie rani. Chciałam stamtąd jak najszybciej uciec. Wybiegłam w ciemność, w deszcz, poślizgnęłam się i upadłam, łamiąc kość przedramienia" - relacjonowała. Ekipa szybko zajęła się poszkodowaną, ale że to nie był jeszcze koniec zdjęć, w kolejnych pod kostiumami maskowany był gips.

Nie zasłaniaj ordynata!
Zdarzały się ujęcia, w trakcie których Leszek Teleszyński chodził bez butów, a muzycznie Starosteckiej pomagał mąż - kompozytor Włodzimierz Korcz (obecny był zresztą na sali, z widowni dopytywał, dlaczego pocałunek ordynata i jego guwernantki musiał trwać tak długo). Dziś aktorzy nie wracają do filmu tak często jak widzowie, ale… ich rodziny, owszem, chętnie go oglądają.
Teleszyński: "Magia kina na tym polega, że ja już nie mogłem patrzeć na ten film przy kolejnej powtórce w telewizji. Żona oglądała. Ja chodziłem tam i z powrotem, na co żona w pewnym momencie mówi: 'Przestań mi chodzić przed ekranem, bo mi zasłaniasz ordynata!'".
Filmowe Podkarpacie
Rozmowa z gwiazdami "Trędowatej" odbyła się w ramach 7. Podkarpackiego Szlaku Filmowego. To wyjątkowy festiwal, który każdego roku odbywa się w innej miejscowości Podkarpacia. Od 2020 roku wydarzenie gościło w Jaśliskach, Przemyślu, Jarosławiu, Sanoku, Kolbuszowej i w sercu Bieszczad. Impreza pozwala zapoznać się widzom z filmową historią regionu.
Nie inaczej było w Łańcucie. Poza świętowaniem 50-lecia dzieła Jerzego Hoffmana (na pamiątkę na ścianie Miejskiego Domu Kultury pozostanie mural autorstwa Marcina Czai), przez trzy dni trwały inne spotkania z twórcami i kustoszami oraz projekcje filmowe w plenerze - w malowniczym parku okalającym Zamek. W Łańcucie bowiem, poza "Trędowatą", kręcono też takie filmy, jak "Hrabina Cosel", "Lokis. Rękopis profesora Wittembacha", "Pałac", czy "Brigitte Bardot cudowna" i wiele, wiele innych.











