Reklama

Ten film obejrzało prawie 100 mln ludzi. "Klątwa obfitości" na Green Film Festivalu

Ewa Ewart jest gościem festiwalu w Krakowie

Czy trudno było zrobić ten film? Czy były jakieś naciski? Czy ktoś pani sugerował, że tego lepiej nie robić?

Reklama

- Nie będę tworzyła legend, nie było sytuacji niebezpiecznych, które by zagrażały mojemu życiu, życiu mojej ekipy, nie przeganiano nas. Nie. W zasadzie rząd Ekwadoru generalnie wiedział, że robimy film o tej inicjatywie. (...) Nie było żadnych nacisków. Jeżeli miałam problem, to z uzyskaniem jakiegoś głosu rządowego w filmie, bo takowy musiałam mieć. Ale w końcu po długich namawianiach udało się przekonać ówczesnego ministra środowiska.

Tak jak pani wspomniała to jest rzecz, która dzieje się w Ekwadorze, ale ponieważ ona jest uniwersalna, dotyczy nas wszystkich. A dzięki temu, że film był pokazany przez BBC, dotarł do wielkiej, ogromnej liczby widzów.

- Absolutnie. To jest blisko 90 mln ludzi; na pewno w przedziale 70-90, tak jak BBC to mierzy. (...) Uważam, że fantastycznie, że takie inicjatywy jak ekologiczne festiwale, jak ten festiwal w Polsce, się pojawiają. W moim pojęciu jest to dowód na jakieś przebudzenie i na docenienie istoty, jaką są kwestie ekologiczne. Ja bym bardzo chciała, żeby ten film został odebrany jako swego rodzaju ostrzeżenie i uświadomienie sobie, że - jeszcze raz podkreślę - tylko pozornie jest to jedynie problem Ekwadoru, że to jedynie hektar lasu w dżungli Ekwadoru. Bo prędzej czy później nas też dotknie, bo dzisiaj dzieje się to na zasadzie efektu motyla. Jedną z kwestii, którą ten film udowadnia, to te właśnie zależności globalne; jak istotny jest ten las deszczowy dla globalnego klimatu, dla zrównoważonego rozwoju. (...) Las jest naszym największym sprzymierzeńcem, przyjacielem - używając słów jednego z bohaterów filmu, wspaniałego naukowca. Jest straszliwą głupotą, jak my tego przyjaciela traktujemy - generalnie wyżynając. Tam wyżynają las deszczowy. A u nas to się fantastycznie przekłada na chociażby Puszczę Białowieską. Dziś przed przyjściem do studia przeczytałam rzecz straszną. Po to, żeby zbudować jakiś obiekt przemysłowo-handlowy w Chorzowie zamierzają wyciąć tysiące starych dębów, drzewostanu, który będzie za chwilę pomnikiem przyrody. A w to miejsce wsadzą tuję, no proszę pani jaka to jest polityka?

Las wycina się niestety bardzo szybko, a rośnie...

- Tak, wycięcie to jest 5 minut, natomiast, żeby odrodzić taką strukturę bioróżnorodności... To nie jest kwestia tego, że wytniemy drzewo A czy drzewo B. Te drzewa rosną w bardzo inteligentny sposób. To jest jakiś organizm zamknięty, w którym rosną wszystkie składniki, to właśnie decyduje, że dobrze funkcjonuje. Na tym polega właśnie ta bioróżnorodność, która z kolei ma tak ogromne znacznie dla tych zjawisk globalnych i o tym opowiada, i to udowadnia właśnie nasz film.

Myśli pani, że tan festiwal ma szansę na wywołanie u nas takiej troski o naszą planetę?

- Chciałabym, by nie pozostało to w kategorii jakiegoś pobożnego życzenia. Ja ogromne nadzieje pokładam w młodym pokoleniu. Myślę, że decydenci, osoby podejmujące decyzje, które tak naprawdę w dużej mierze godzą w nas wszystkich, nie zdają sobie sprawy z tego, w jakiej oni zostaną świadomości młodego pokolenia. Dlatego mamy taką Gretę czy Ingę, która siedzi przed naszym Sejmem i czyta książki ekologiczne i jak gdyby jest takim samozwańczym rzecznikiem młodego pokolenia. (...) Moja nadzieja tylko w tym, że na ten festiwal pójdą ludzie młodzi, którzy już za chwilę - miejmy nadzieję - zajmą miejsce tych polityków i zaczną podejmować decyzje, które będą w zgodzie z tym co najważniejsze dla nas, czyli z naszym przeżyciem.

A ci, którzy wybiorą się na Green film Festiwal do Krakowa zobaczą między innymi "Klątwę Obfitości" - świetny film Ewy Ewart. Bardzo pani dziękuję za spotkanie i za rozmowę.

- Dziękuję pięknie!


RMF FM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Ewart | Kraków International Green Film Festival

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje