Tego warto posłuchać! Muzyka filmowa i najciekawsze ścieżki dźwiękowe 2025 roku

Kadr z "To nie mój film" /materiały prasowe

Choć muzyka filmowa dziś nie budzi już takich emocji, jak kiedyś, wciąż zdarzają się w niej propozycje wybijające się ponad filmową codzienność. Momenty, w których nie stanowi ona jedynie ilustracji, a staje się elementem narracji czy wręcz twórczej odwagi. Poniższa lista to subiektywny przegląd najciekawszych ścieżek dźwiękowych ostatnich miesięcy: takich, które nie tylko znakomicie współgrają z ekranową opowieścią, ale też bronią się jako samodzielne, pełnowartościowe dzieła.

"To nie mój film" - Anja Garbarek i inni

Ścieżka dźwiękowa "To nie mój film" Marii Zbąskiej (który w kinach zadebiutował 28 grudnia 2024) to jedna z najbardziej oryginalnych i klimatycznych muzycznych współprac na gruncie polskiego kina. Poszukująca brzmień współgrających z emocjonalnym wypaleniem głównych bohaterów oraz zimową surowością bałtyckiego wybrzeża reżyserka sięgnęła po piosenki norweskiej wokalistki Anji Garbarek, córki legendy jazzowego saksofonu Jana Garbarka. Ale, choć do filmu trafiły wcześniej napisane i opublikowane utwory, brzmią one tak, jakby zostały skomponowane dokładnie z myślą o nim i ekranowych bohaterach: Zosi i Janku. Pełne melancholii utwory są tu emanacją ich wewnętrznych emocji: samotności, zagubienia i wzajemnego przywiązania, które zostają wystawione na próbę podczas wielodniowej wędrówki smaganą wiatrem i skutą mrozem plażą, wyglądającą niczym bezkresne kosmiczne pustkowie. W kontrapunkcie do nich wybrzmiewają na ekranie, wnoszące nań odrobinę ciepła i humoru, nowoorleańskie kompozycje Hot 8 Brass Band oraz absolutnie kultowy włoski klasyk "Venti chilometri al giorno" Nicoli Arigliano. Pozostaje żałować, że producenci nie wydali tego na płycie.

Reklama

"Brutalista" - Daniel Blumberg

Formalnie również wydany pod koniec 2024, soundtrack Daniela Blumberga do filmu Brady'ego Corbeta "Brutalista" był jednym z najważniejszych i najczęściej nagradzanych dzieł muzyki filmowej w 2025 roku. To kompozycje, które opierają się na minimalistycznych motywach fortepianowych, surowych partiach perkusyjnych, elementach free jazzu i subtelnych aranżacjach smyczkowych. Całość brzmi momentami jak improwizacja: nieidealna, porwana, ale przez to niezwykle ludzka, intymna i krucha, oddając wewnętrzne rozdarcie bohatera oraz ciężar jego ambicji, pamięci i traumy. To muzyczny szept dorównujący siłą największym orkiestrowym składom świata.

"Dziewczyna z igłą" - Frederikke Hoffmeier

Wyróżnioną Polską Nagrodą Filmową Orzeł 2025 ścieżkę dźwiękową Frederikke Hoffmeier do filmu Magnusa von Horna "Dziewczyna z igłą" zaliczyć można do najbardziej radykalnych muzycznych propozycji filmowych ostatnich lat. Kompozytorka zdecydowała się zrezygnować z muzyki ilustracyjnej na rzecz organicznej formy wnikającej w strukturę filmu. Za pomocą dronów [drony to w muzyce długo wybrzmiewające i stale powtarzające się dźwięki - red.], metalicznych brzmień, niskich częstotliwości i przetworzonych nagrań terenowych udało się jej zbudować dźwiękowy pejzaż wypełniony niepokojem i cielesnością. Jej muzyka często balansuje na granicy słyszalności, przez co działa podskórnie, redefiniując relację dźwięku z obrazem i wywołując reakcje emocjonalne zanim jeszcze zostaną one uświadomione. To soundtrack, który wymaga uwagi, ale też odważnie ją wynagradza — zarówno w kontekście filmowym, jak i jako autonomiczne dzieło z pograniczna muzyki współczesnej i eksperymentalnej elektroniki.

"Grzesznicy" - Ludwig Göransson i inni

Dwupłytowy soundtrack do "Grzeszników" wyróżnia się połączeniem prowadzącego narrację tradycyjnego bluesa Delty z mającymi charakter magicznego rytuału pieśniami irlandzkich emigrantów, które spaja ilustracyjna muzyka Ludwiga Göranssona. Ta ostatnia bardzo wyraźnie wyrasta z bluesowych korzeni, a powtarzalne, niemal hipnotyczne gitarowe figury podbite niskimi dronami, subtelną elektroniką i perkusyjnym pulsem, podkreślają nastrój grozy i uwikłanie głównych bohaterów w starcie z nadprzyrodzonymi siłami. Reżyser Ryan Coogler świadomie gra archetypem, w którym bluesowy śpiew, transowy rytm i głęboko cielesna ekspresja przywołują tradycję Roberta Johnsona i legendy o "sprzedaniu duszy diabłu na rozstajach", a jednocześnie przypominają o dekadach działalności Ku-Klux-Klanu i rasistowskich prześladowaniach Afroamerykanów. I choć "Grzesznicy" posługują się kostiumem horroru, tak naprawdę to muzyczny film o tym, jaką rolę odgrywał śpiew w kulturze od zarania dziejów.

"Zamach na papieża" - Daniel Bloom

Ten soundtrack jest jak kino Władysława Pasikowskiego - ma posmak cygara i dobrze postarzonej whisky. I choć to pierwsza współpraca kompozytora Daniela Blooma z reżyserem, to widać w "Zamachu na papieża" wyraźną kontynuację muzycznej linii z wcześniejszych dzieł twórcy kultowych "Psów". Nawiązująca do ścieżek dźwiękowych Michała Lorenca jazzująca muzyka, zrealizowana przy udziale niezastąpionego Leszka Możdżera (kolejny już raz współpracującego z Bloomem), czasami balansuje na granicy parodii, jednocześnie jednak jest hołdem dla całego filmowego uniwersum Pasikowskiego. U fanów łezka nostalgii gwarantowana. 

"Bugonia" - Jerskin Fendrix

Kolejny efekt współpracy Jerskina Fendrixa z Yorghosem Lanthimosem zaowocował jedną z najbardziej nieprzewidywalnych i ekscentrycznych partytur roku. Napisana bez kontaktu z obrazem i wglądu w scenariusz filmu "Bugonia" muzyka, oparta jedynie na luźnych wskazówkach reżysera, balansuje pomiędzy groteską a patosem, absurdem a tragedią. Fendrix wykorzystuje nieregularne metrum, dysonanse i nieoczywiste zestawienia instrumentów, tworząc świat dźwiękowy, który został mistrzowsko wpleciony w surrealistyczną strukturę filmu. To muzyka, która zaskakuje, prowokuje, drażni i fascynuje jednocześnie, będąc równie wyrazistą i niepokojącą jak sam film.

"Hedda" - Hildur Guðnadóttir

"Hedda" w reżyserii Nii DaCosty to śmiała, lecz dość chłodno przyjęta adaptacja klasycznej sztuki Henrika Ibsena, przeniesiona w amerykańskie realia lat 50. XX wieku. Siłą filmu jest brawurowa kreacja Tessy Thompson, a dramaturgicznym kręgosłupem odgrywana częściowo na oczach widzów muzyka nagrodzonej Oscarem za "Jokera" islandzkiej kompozytorki Hildur Guðnadóttir. Inspirując się awangardowym kompozytorem Corneliusem Cardewem i jego eksperymentalną Scratch Orchestra, Hildur Guðnadóttir zaprosiła do nagrań zarówno profesjonalistów, jak i aktorów oraz obecnych na planie członków ekipy technicznej. W efekcie powstał zestaw niezwykle mrocznych utworów potęgujących atmosferę panującego na ekranie napięcia, uzupełniony dodatkowo o cztery nieoczywiste jazzowe covery wyśpiewane przez Szwedkę Mariam Wallentin. To soundtrack, który wykorzystuje rytm jako narzędzie dramaturgiczne, bezbłędnie wczuwając się w emocjonalny ciężar historii i konsekwentnie pogłębiając psychologiczne rozedrganie głównej bohaterki.

"Jedna bitwa po drugiej" - Jonny Greenwood

Wierny współpracownik Paula Thomasa Andersona, znany z intrygujących, nowatorskich partytur, jak "Az poleje się krew", "Wada ukryta" czy "Mistrz", ponownie pokazuje swój niezwykły kunszt i bogaty wachlarz brzmień, budując niezwykłe muzyczne tło dla szalonej i szarżującej komedii pełnej nieoczywistych zwrotów akcji. Jonny Greenwood dzielnie sekunduje bohaterom filmu "Jedna bitwa po drugiej" tworząc równie dynamiczną, niejednoznaczną i gęstą ścieżkę dźwiękową, opartą na napięciu pomiędzy klasyczną orkiestracją a współczesnymi, często dysonansowymi rozwiązaniami harmonicznymi. Swobodnie żonglując rytmem, tempem i fakturą, która przywołuje na myśl najlepsze dokonania free jazzu, tworzy muzykę będącą nie tyle emocjonalną ilustracją, co komentarzem do ekranowych wydarzeń zmuszającym widza do samodzielnej interpretacji.

"Franz" - Mary Komasa i Antoni Komasa-Łazarkiewicz, Trupa Trupa

Po seansie "Franza Kafki" Agnieszki Holland w głowie, poza reżyserką wizją, Pragą w obiektywie Tomasza Naumiuka i rolą Idana Weissa, pozostaje niezwykła postrockowa muzyka gdańskiej formacji Trupa Trupa oraz filmowe kompozycje Mary Komasy i Antoniego Komasy-Łazarkiewicz. Niepokojące dźwięki, do których chętnie powróciłoby się odtwarzając w głowie obrazy z kinowego ekranu czy też zgłębiając którąś z książkowych biografii Kafki lub jego dzieł, by spróbować rozszyfrować filmowe tropy i odnaleźć ścieżki, jakimi poprowadziła nas przez praski labirynt reżyserka. Problem w tym, że poza promującym film jednym utworem Trupa Trupa, muzyki do "Franza" nie znajdziemy w żadnych serwisach streamingowych, ani tym bardziej na fizycznych nośnikach. A szkoda, bo to niezwykle oryginalna ścieżka dźwiękowa.

"Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" - Katarzyna Gawlik, Jerzy Rogiewicz

Nagradzany, okrzyknięty jednym z najciekawszych filmów ubiegłorocznej Gdyni debiut Emi Buchwald "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" elektronicznymi dźwiękami wypełnili Katarzyna Gawlik i Jerzy Rogiewicz. W opowieści o wchodzącej w dorosłość czwórce rodzeństwa ich muzyka pełni rolę spoiwa: jest dyskretna, pulsująca, stale obecna gdzieś "pod" obrazem, działając niczym echo myśli głównych bohaterów w rytmie codzienności i niewypowiedzianych emocji. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast, bardzo świadomie zakorzenione w poszczególnych rozdziałach ekranowej opowieści, piosenki: od "Serca" hiphopowego Syberia TDW, przez "Why Be Good?" Noona, po "Now That I'm Older" Sufjana Stevensa. Buchwald sięga po te utwory nie po to, by opisać gust swoich bohaterów czy przypodobać się widowni. Traktuje je jako emocjonalne kotwice, nadając im charakter pozawerbalnego komentarza. To soundtrack, który z dużą subtelnością opisuje wewnętrzną topografię współczesnego miejskiego życia - bez dosłownych "duchów", ale z wyraźnym poczuciem ich symbolicznej obecności. Wraz z wchodzącym na ekrany 13 marca 2026 filmem ma zadatki na stanie się przebojem nadchodzącej wiosny.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL