Reklama

"Tatarak": Bolesna autobiografia Jandy

Krystyna Janda w scenie z filmu "Tatarak"

Janda rzeczywiście jest w "Tataraku" rewelacyjna, choć nie mówimy tu tylko o kreacji aktorskiej, jej odwaga sięga głębiej - Janda obnaża w tym filmie swoją prywatność (Wajda z wyczuciem nie zbliża kamery do jej twarzy w najbardziej osobistych scenach). W oczach, na twarzy jej zauroczonej "bezczelnością młodości" Marty (bezczelną młodością jest w filmie grany przez Pawła Szajdę Boguś) wyczytać możemy pomieszanie strachu i fascynacji. Zarówno intuicyjne przeczucie śmierci, jak i gorączkową radość mijającego zbyt szybko życia. W jej zafascynowaniu Bogusiem nie ma nic erotycznego - kiedy siedzą nad rzeką w strojach kąpielowych Marta z pasją wtula się w plecy Bogusia. Pocałunek śmierci?

Reklama

Jest pod koniec "Tataraku" ważna scena - Boguś, który skoczył do rzeki, żeby nazbierać świeżego tataraku, w pewnym momencie zaczyna tonąć. Marta skacze do wody na ratunek. Bezskutecznie nurkuje w mętnej wodzie (muzyka Pawła Mykietyna jest kolejnym ważnym elementem filmu). W pewnym momencie widzimy jak zdenerwowana? porzuca rolę. Wychodzi z wody i ucieka z planu. Wajda, obserwujący kręconą scenę na ekranie monitora, z niedowierzaniem pyta: "Co się dzieje?". Ekipa zaczyna szukać aktorki. Na konferencji wyjaśnił, że wprowadził tę scenę dzięki historii, którą opowiedziała mu kiedyś Janda.

"Odważyłem się zrobić tę scenę, ponieważ Krystyna Janda opowiedziała mi swoje przygody z innymi reżyserami, z którymi nie mogła się pogodzić, po tym jak zmieniali zakończenie filmów, w których grała. Tak jak stała, boso, opuściła plan i powiedziała, że nie będzie tego robić. To jej się podoba. Ona bierze odpowiedzialność za to, co gra na ekranie. Wydawało mi się więc, że mam prawo użyć tu jej prawdziwej historii" - wyjaśnił Wajda.

Najmocniejszymi partiami filmu są jednak fragmenty autobiograficznych monologów Krystyny Jandy. Rozgrywające się niejako poza czasem, w innej przestrzeni, są rodzajem jej osobistego katharsis. Myślę o tym, jak wielowymiarową postacią jest dzięki nim filmowa Marta. I jak bardzo tracimy zainteresowanie historią Iwaszkiewicza, która nie wytrzymuje porównania z osobistym dramatem aktorki. To chyba największy problem tego filmu - za mało "Tataraku" (Iwaszkiewicz) w "Tataraku" (Wajda). Zamiast być ekranizacją opowiadania Iwaszkiewicza, obraz Wajdy staje się bolesną autobiografią Krystyny Jandy.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tatarak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje