Jan Holoubek: Nowe spojrzenie. "To mnie zachwyciło"
W Toronto spotykamy się na moment przed festiwalową premierą. Holoubek nie ukrywa emocji. Po miesiącach spędzonych z filmem w montażowni, podczas udźwiękowienia i kolejnych etapów postprodukcji po raz pierwszy ma zobaczyć go tak, jak ostatecznie powinno oglądać się kino - wśród kilkuset nieznajomych widzów. - Jestem podjarany. To dla nas olbrzymie wyróżnienie, że jesteśmy na takim festiwalu. Nie mogę się doczekać pokazu dla publiczności. Oglądałem ten film nie wiem ile razy w montażowni, na dźwięku i tak dalej, ale obejrzeć go przy kilkuset ludziach to coś zupełnie innego - przyznaje.
"Dziki, dziki wschód" nie przypomina klasycznego polskiego kina wojennego. Holoubek świadomie korzysta z gatunku, napięcia i filmowej atrakcyjności, żeby opowiedzieć o świecie, w którym ekstremalne okoliczności zmuszają ludzi do przekraczania kolejnych granic. Reżyser podkreśla jednak, że fundament tej konstrukcji istniał już w scenariuszu Aleksandry Takuskiej. - To mnie zachwyciło: zupełnie nowe, inne spojrzenie na coś, co widzieliśmy wielokrotnie. Od dziesięcioleci II wojna światowa jest tematem bardzo mocno wyeksploatowanym, ale tutaj pojawiła się nowa formuła opowiadania o niej - tłumaczy.
Przeniesienie tej wizji na ekran wymagało jednak zbudowania od podstaw świata sprzed ponad 80 lat. Zdjęcia powstawały w Polsce, m.in. na Mazowszu i Dolnym Śląsku, oraz na Łotwie, gdzie polska ekipa pracowała również z tamtejszymi filmowcami. Dla Holoubka największym ograniczeniem nie był brak ludzi zdolnych wiarygodnie odtworzyć epokę, ale znacznie bardziej prozaiczna kwestia. - Ludzie i talent do tego, żeby taki czas odtworzyć, są. To jest po prostu walka o pieniądze, otwiera się w nowym oknie i o to, żeby spiąć to wszystko, żeby ten świat wyglądał wiarygodnie - mówi.
Paradoksalnie realizacja filmu o przemocy i zbiorowej traumie nie przyniosła reżyserowi oczyszczenia. - Myślę, że robienie takich filmów raczej traumatyzuje autora. Najpierw musi sobie coś wyobrazić, a potem to zrealizować. I to jest traumatyzujące na dłuższą metę, z czego często sam nie zdaję sobie sprawy - zaznacza.
Film ubiega się o reprezentowanie Polski w wyścigu oscarowym. Holoubek próbuje jednak trzymać temat na dystans. - Takie myślenie może strasznie zaburzyć to, czym powinniśmy się tutaj cieszyć. A powinniśmy się cieszyć tym, że pokazujemy ten film ludziom, że spotka się z prawdziwą publicznością. To są rzeczy, które ekscytują mnie dzisiaj najbardziej - podkreśla.
Joanna Kulig: Moja bohaterka nie jest ofiarą
"Po raz pierwszy jestem w Kanadzie i po raz pierwszy na tym festiwalu. Jestem też wzruszona, bo widziałam film i bardzo mi się podoba" - mówi w rozmowie z Interią Joanna Kulig, która wcieliła się w produkcji w jedną z ról.
"Dziki, dziki wschód" nie jest jednak dla aktorki kolejnym efektownym kostiumowym powrotem do przeszłości. To opowieść osadzona w brutalnej rzeczywistości II wojny światowej, w której bohaterowie zostają zmuszeni do podejmowania decyzji dalekich od prostego podziału na dobro i zło. Aktorka podkreśla, że mimo trudnego tematu film nie pozostawia widza wyłącznie z poczuciem beznadziei.
- Jest bardzo mocny egzystencjalnie, wzruszający, ale jest w nim też jakaś nadzieja - zapewnia. Sama pojawia się w roli drugoplanowej, ale budując swoją bohaterkę, szczególnie zależało jej na tym, by nie sprowadzać kobiety żyjącej w wojennej rzeczywistości do figury bezbronnej ofiary. Wniosła w nią, jak sama to określa, własną "góralskość" i odziedziczoną z dziada, pradziada siłę. - Cieszę się, że ona nie jest ofiarą, tylko ma swój przebieg i walczy o coś. Tu dużo jest takich bohaterów: każdy o coś walczy. To są trudne czasy, trudne wybory i nie wszystko jest jasne, oczywiste i czarno-białe - opowiada.
Film okazał się dla niej mocnym doświadczeniem również już po zakończeniu pracy. Kulig przyznaje, że po seansie obrazy z "Dzikiego, dzikiego wschodu" wracały do niej jeszcze przez kilka dni, także w snach.
To właśnie od tej historii rozmowa w Toronto prowadzi nas dalej: do tego, ile aktor zabiera ze sobą z planu, jak kostium potrafi po miesiącach przywołać fizyczną pamięć roli i dlaczego czasem potrzebny jest niemal rytuał pożegnania z postacią. Kulig wspomina, że po zakończeniu "Zimnej wojny" powiedziała swojej bohaterce po prostu: "Zula, dziękuję ci. Żegnam. Pa, pa. Już koniec". Jak mówi, powrót do codzienności nie następuje wraz z ostatnim klapsem: "Cztery dni po filmie to minimum".
"Dziki, dziki wschód": O filmie
"Dziki, dziki wschód" to mroczny thriller osadzony w realiach II wojny światowej - opowieść o ludziach uwikłanych w dramatyczne wybory, gdzie stawką jest życie, a każda decyzja niesie realne konsekwencje.
Sroga zima 1943 roku. Do sennego miasteczka na wschodzie Polski przybywa Wolff, tajemniczy urzędnik z Berlina. Pilnie strzeże powodów swojej wizyty, ale sama jego obecność szybko burzy spokój w Małym Zalesiu. Atmosfera nieufności i zagrożenia narasta. Każdy ma swoje sekrety, a pogłoski o zaginionym złocie sprawiają, że granica między prawdą a kłamstwem zaczyna się zacierać.
W obsadzie filmu znalazła się plejada znakomitych aktorów, a wśród nich poza Joanną Kulig: Itay Tiran, Robert Więckiewicz, Piotr Trojan, Janusz Chabior, Jan Bülow, Jacek Beler, Oleksandr Yatsentyuk, Jacek Koman i Magdalena Różczka.
Zaraz po światowej premierze film zobaczą pierwsi widzowie w Polsce. "Dziki, dziki wschód" znalazł się w Konkursie Głównym 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie będzie walczył o najważniejsze nagrody polskiego kina. Obecność filmu w Toronto i Gdyni daje mu silną pozycję w tegorocznym sezonie festiwalowym.









!["NAZA" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NF0GRS6K9ME6M-C401.webp)





