Reklama

Tajna broń fabryki snów

Louis Brooks, gwiazda kina niemego, spopularyzowała w latach 20. fryzurę a la Bob. Z kolei sława urody Grety Garbo przetrwała do dzisiaj. Jednak podobnie jak niemal sto lat temu, tak i dzisiaj, obie panie wiele by nie zdziałały bez sztabu profesjonalnych stylistów. To oni urzeczywistniają wszystkie sny w fabryce snów.

Sekretną bronią Grety Garbo był makijaż Max Factor Silver Stone 2, który nadawał jej twarzy słynny blask. W 1914 roku Max Factor była pierwszą firmą, która wprowadziła na rynek makijaż przeznaczony dla filmowych gwiazd. W erze czarno-białego kina niemego miało to ogromne znaczenie, bo aktor mógł zagrać tylko twarzą, co podkreślał mocnym makijażem. Mankamentem wcześniejszych mazideł była ich krótkotrwałość. Make-up szybko spływał w świetle potężnych reflektorów, które wytwarzały na planie filmowym temperaturę porównywalną do tej na Saharze.

Reklama

Hollywood i dzisiaj ściśle współpracuje z przemysłem kosmetycznym, ale związki te są niejednokrotnie o wiele subtelniejsze niż można by się było tego spodziewać.

"Wiele razy przedstawiciele MAC Cosmetics są obecni na planie filmowym, mamy już kredyt zaufana u filmowców, czasem jesteśmy w napisach końcowych, ale staramy się, by wszystko odbywało się raczej dyskretnie i nienachalnie" - mówi John Demsey, prezes korporacji kosmetycznej - "Nie występujemy jako sponsorzy, nasze związki z filmem są o wiele bardziej funkcjonalne".

Faktycznie, choć niewiele się o tym mówi, makijażyści na planach takich filmów jak "Seks w wielkim mieście" czy "Co się zdarzyło w Las Vegas?" właściwie polegają głównie na ofercie i produktach MAC Cosmetics.

Niekiedy taka dyskretna współpraca przynosi bardziej widoczne efekty pod postacią konkretnej linii kosmetyków.

"Czasem nasza działalność na planie filmowym jest powiązana z promocją konkretnej marki" - tłumaczy Demsey - "Gdy w 2001 na ekrany wchodził musical "Cal od szczęścia" o grupie rockowej, której liderem jest drug queen, byliśmy obecni na premierze w Nowym Jorku. Właśnie pod ten tytuł i dla głównej bohaterki stworzyliśmy specjalną szminkę Angry Inch, którą potem promowaliśmy razem z filmem".

Jedną z nieznanych szerszej publiczności legend Hollywood jest Anastasia Soare. Dziś prawdziwa celebrity salonów Beverly Hills, bo niejedna gwiazda i gwiazdka zawdzięcza jej piękne... brwi. Anastasia jest w tej kwestii prawdziwą specjalistką. 19 lat temu wyemigrowała z rodzinnej Rumunii, gdzie studiowała projektowanie artystyczne i architekturę.

"Gdy przyjechałam do USA, otworzyłam gabinet oferujący depilację twarzy i ciała woskiem" - opowiada - "I nie mogłam uwierzyć, że nikt przywiązywał wtedy wagi do regulacji brwi".

Odwołując się do swojego wykształcenia, zaczęła studiować budowę kości u różnych ras, plemion w różnych rejonach świata, by zrozumieć zasady radzące kształtem twarzy. Dzięki temu opracowała własną metodę, jak należy dobierać kształt brwi, gdzie się powinny zaczynać, a gdzie kończyć. Swoją technikę opatentowała. Dziś doradza Madonnie czy Oprah Winfrey. Anastasia wymyśliła też podręczny zestaw do pielęgnacji brwi przeznaczony dla gwiazd, które muszą wyjechać na plan zdjęciowy poza Los Angeles.

"Mam klientów, którzy jadą np. do Kanady na plan zdjęciowy i często ogarnia ich panika, kto się będzie zajmował moimi brwiami?!" - opowiada Soare - "A tak ja przygotowuje im rodzaj matrycy idealnych dla nich brwi, które oni zabierają ze sobą wraz z całym oprzyrządowaniem i pokazują obecnemu na planie styliście".

Przemysł kosmetyczny współpracuje z filmowym, a do tych naczyń połączonych dochodzi też trzecie - wysoko rozwinięta technologia, która odpowiada nie tylko za efekty specjalne, ale często wspomaga kosmetologię w udoskonalaniu produktów. Dzięki temu ma szansę powstać supernowoczesny puder, który będzie wyglądał na aktorze jak jego druga skóra.

To wielostronne uzależnienie najbardziej widoczne jest w czasie różnego rodzaju festiwali. Coraz częściej bowiem aktorki wchodzą w rolę modelek i stają się twarzami, ambasadorkami konkretnych marek kosmetyków. Cate Blanchett, Kate Hudson czy Courtney Cox to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów.

"Jeśli jako gwiazda masz piękną skórę, możesz naprawdę wpływać na ludzi, by kupowali produkty określonej firmy" - mówi dr Garth Fisher, chirurg plastyczny.

Jednak aby mieć piękną skórę, czasem same kosmetyki nie wystarczą. To właśnie Fisher odpowiada za piękne twarzyczki wielu gwiazd Hollywood. Oczywiście listę nazwisk zachowuje dla siebie.

"Nagrodą jest dla mnie świadomość, że żadna z moich gwiazd nie znalazła się na liście portalu AwfulPlasticSurgery.com" - stwierdza.

Po popularnym w Stanach Zjednoczonych reality show "The Swan" (Polska edycja emitowana była kilka lat temu jako "Chcę być piękna"), liczba operacji plastycznych wzrosła z 7 mln w 2002 roku do 11,7 mln w 2007 roku.

Jednak wszystko ma też swoje skutki uboczne. I choć Soare radzi zachowywać "umiar we wszystkim", presja na aktorów i przemysł kosmetyczny jest spora. Taka Greta Garbo mogła być piękna na ekranie czy w czasie oficjalnych spotkań, ale prywatnie czuła się raczej bezpiecznie. Nie musiała obawiać się, że na plaży jakiś turysta zrobi jej zdjęcie telefonem komórkowym i chwilę później umieści w internecie. I w ten sposób na jaw wyjdą jakieś nadprogramowe zmarszczki czy fałdki ukryte pod odpowiednim strojem czy zamaskowane przez photoshop.

Lea Journo, dyrektor jednego z największych salonów kosmetycznych na Beverly Hills przyznaje, że życie współczesnych "celebrties" jest o wiele cięższe niż dawniej właśnie z powodu wszechobecności mediów.

"Nie zapominajmy jednak, że gwiazdy uosabiają sny i marzenia ludzi" - mówi Juorno - "A my jesteśmy tu po to, by te marzenia wyrzeźbić".

Hollywood Reporter

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: fabryka | gwiazda kina | Snow | Hollywood | makijaż | brwi | broń | sny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje