Reklama

Sztuczny biust Sienny Miller

Sienna Miller przyznała, że w czasie kręcenia swojego najnowszego filmu akcji "G.I. Joe" musiała nosić sztuczne piersi, bo jej własne okazały się za małe. Przynajmniej według reżysera filmu Stephena Sommersa.

Miller przyznała, że całą sytuacją była trochę zaskoczona, zwłaszcza gdy reżyser zakomunikował jej, że jej małe piersi potrzebują sztucznego wsparcia. Chwilę później wręczył jej dodatkową parę silikonowych wypełniaczy, by szczupła aktorka miała pełniejsze kształty na ekranie.

Reklama

"Nosiłam obcisły strój z czarnej skóry, a do tego znacznie większe cycki" - opowiadała gwiazda - "Dali mi to coś, co wyglądało jak filety z kurczaka. Reżyser powiedział mi: Będę z tobą szczery, lubię dziewczyny z dużym biustem, a ja zdecydowanie nie mam dużych piersi, więc mi je załatwili".

Miller zwierzyła się też: "Koniec końców, był po prostu szczery, ale delikatnie rzecz ujmując, poczułam się urażona".

Gwiazda "Casanovy" partneruje teraz Dennisowi Quaid oraz Brendanowi Fraserowi i gra femme fatale w filmie, który jest kinową adaptacją bardzo popularnej w USA sztuki i serialu telewizyjnego.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sienna Miller | Millerowie | Piersi | sztuczne piersi | biust

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje