"Chociaż 'Supergirl' nie spełniła naszych finansowych oczekiwań, jest ona tylko jednym ze składników większej, długoterminowej strategii DC Studios, której jesteśmy wciąż pewni" - stwierdził producent w rozmowie z "The New York Times".
Z 68 milionów dolarów zarobionych przez film Gillespie'a 38 milionów pochodzi z rynku amerykańskiego. To wynik gorszy od "The Marvels" Nii DaCosty (2023), które w swój pierwszy weekend w Stanach Zjednoczonych zgromadziły 46,1 miliona dolarów. Lepiej zarobił także "Morbius" (2022) Daniela Espinosy. Niewypał z Jaredem Leto zakończył swój amerykański debiut z wynikiem 39 milionów dolarów.
"The Marvels" zarobiły w sumie 206,1 miliona dolarów na całym świecie. Z kolei "Morbius" zgromadził 167,5 miliona dolarów. Nie wróży to dobrze box-offisowemu wynikowi "Supergirl".
Kolejnym filmem z uniwersum DC będzie "Clayface" Jamesa Watkinsa, który trafi na ekrany kin 23 października 2026 roku. Film kosztował zaledwie 40 milionów dolarów i będzie pełnoprawnym horrorem. To efekt strategii Gunna i Safrana, którzy chcą próbować różnych konwencji i gatunków podczas budowy komiksowego wspólnego świata.
O czym opowiada "Supergirl"?
Kara Zor-El (Milly Alcock), kuzynka Supermana, wyrusza ze swym psem Krypto do odległej galaktyki, by tam świętować 21. urodziny. Niestety, szybko wplątuje się w kosmiczną drakę, podczas której skonfrontuje się ze swoimi traumatycznymi wspomnieniami.
Poza znaną z "Rodu smoka" Alcock w filmie zobaczymy Matthiasa Schoenaertsa jako Krema z Żółtych Wzgórz, głównego antagonistę. Eve Ridley wcieli się w Ruthye Marye Knoll, dziewczynkę, którą Kara poznaje podczas swojej podróży. David Krumholtz i Emily Beecham zagrają w rodziców Supergirl. Jason Momoa zagra Lobo, kosmicznego łowcę nagród z planety Czernia. Z "Supermana" powrócą wcielający się w superbohatera David Corenswet i Krypto, super pies.












