Reklama

Święte bluźnierstwo?

Żadnego z tych filmów na próżno szukać w wielkanocnych ramówkach stacji telewizyjnych. Kontrowersje towarzyszące premierom tych obrazów nie ustają bowiem po dziś dzień. Powszechnie uznawane za największe bluźnierstwa w historii kinematografii, stały się z czasem filmowymi klasykami i najważniejszymi przykładami kina religijnego.

Wszystko zaczęło się od Pier Paolo Pasoliniego. Skandalizujący włoski reżyser podpadł już władzom i Kościołowi w 1962 roku, kiedy zrealizował krótki film "Ricotta", będący częścią większej całości, w której partycypowali tacy twórcy, jak Jean-Luc Godard i Roberto Rossellini.

Reklama

"Ricotta" opowiadała o przygotowaniach do realizacji filmu o ukrzyżowaniu Chrystusa. W postać reżysera wcielił się słynny amerykański autor Orson Welles, jednak to nie jego udział wywołał największe kontrowersje. Poszło o innego bohatera - Stracciego - biedaka, który zaplątał się na plan filmowy jako statysta, nieustannie domagając się od ekipy filmowej pożywienia. Kiedy wreszcie udaje mu się otrzymać trochę tytułowego "twarogu", nabawia się niestrawności i umiera na krzyżu, którzy posłużyć ma jako rekwizyt w scenie ukrzyżowania Jezusa.

Mimo że film był skierowany przeciwko burżuazyjnemu przemysłowi filmowemu i hedonistycznym postawom kapitalistycznego społeczeństwa, władze Kościoła katolickiego oskarżyły Pasoliniego o brak szacunku dla uczuć religijnych, a sam reżyser został za filmowe "bluźnierstwo" skazany na 4 lata więzienia. Odbył jednak tylko 4 miesiące kary.

Marksista, homoseksualista, ateista...

Już dwa lata później Pasolini nakręcił jednak film, który uznawany jest za najważniejszy obraz opowiadający o Pasji Chrystusa - "Ewangelię wg świętego Mateusza". Kiedy obraz wchodził na ekrany włoskich kin, wzbudzał nie mniejsze kontrowersje niż poprzednie, krótkometrażowe "bluźnierstwo".

Oto bowiem artysta o marksistowskich poglądach, w dodatku zadeklarowany homoseksualista i jawny ateista, waży się nakręcić film o życiu Chrystusa, dedykując go jeszcze "pamięci papieża Jana XXIII"!

"Jeśli uważacie, że jestem niewierzący, znacie mnie lepiej niż ja sam. Mogę być niewierzący. Jestem jednak niewierzącym, który odczuwa nostalgię za wiarą" - tłumaczył się Pasolini.

Włoski reżyser zdecydował się na całkowitą wierność w swoim filmie tekstowi Ewangelii wg świętego Mateusza. Aktorzy, najczęściej nieprofesjonaliści - Jezusa zagrał 19-letni student ekonomii z Hiszpanii - zamiast napisanych dialogów, recytowali w całości biblijne fragmenty. Pasolini obsadził też w roli Marii swoją matkę - Susannę Pasolini.

Mimo realizacyjnej surowości i obecnego w "Ewangelii wg świętego Mateusza" ducha włoskiego neorealizmu, uwagę zwracał również stylistyczny eklektyzm, najwyraźniej zaznaczający się w ścieżce dźwiękowej. Obok utworów Jana Sebastiana Bacha, widzowie mogli usłyszeć m.in. słynny utwór gospel "Sometimes I Feel Like a Motherless Child" w wykonaniu Odetty czy afrykańską pieśń "Gloria".

Krytyka i publiczność doceniła "szczerość" filmu Pasoliniego w porównaniu do bombastycznych, hollywoodzkich produkcji w stylu "Opowieści wszech czasów" czy "Król królów". Niektórzy zwracali jednak uwagę na fakt, że Jezus w filmie Pasoliniego podobny jest... marksistowskiemu rewolucjoniście, który jednoczy masy i prowadzi je do klasowego wyzwolenia.

Scena z filmu "Ewangelia wg świętego Mateusza":


Jednym z wielkich admiratorów "Ewangelii wg świętego Mateusza" był Martin Scorsese. "Największy wpływ spośród wszystkich filmów o tematyce biblijnej wywarła na mnie 'Ewangelia wg świętego Mateusza' Pasoliniego. Byłem wtedy w szkole filmowej, miałem tez pomysł na film o życiu Jezusa w stylu kina dokumentalnego, którego akcja rozgrywałaby się w Lower East Side w Nowym Jorku a bohaterowie nosiliby czarne garnitury. Współczesna interpretacja historii, którą wszyscy tak dobrze znamy. Byłem więc poruszony filmem Pasoliniego, ponieważ w pewien sposób pokazał on w filmie to, co ja sam chciałem zrobić" - wspominał po latach Scorsese.

Fikcyjne życie Chrystusa

Nie wiedział jeszcze wtedy, że wkrótce sam stanie się autorem obrazu, który wywoła jeden z największych skandali w historii kina. Chodzi o ekranizację powieści "Ostatnie kuszenie Chrystusa" greckiego pisarza Nikosa Kazantzakisa (tego od "Greka Zorby").

Już literacki pierwowzór spotkał się z gwałtowną reakcją ze strony greckiego kościoła prawosławnego. Kazantzakis najpierw został objęty ekskomuniką, następnie odmówiono mu chrześcijańskiego pochówku. Powodem histerycznej recepcji powieści była śmiała teza Kazantzakisa, który proponował alternatywną wersję historii Jezusa, akcentującą jego ludzką naturę, w tym odczuwanie bodźców erotycznych. Do najbardziej kontrowersyjnych momentów książki należy z pewnością moment miłosnego zbliżenia Jezusa z Marią Magdaleną.

Scorsese chciał zekranizować "Ostatnie kuszenie Chrystusa" już na początku lat 80. Scenariusz przyszłego filmu wyszedł spod pióra Paula Schradera, autora słynnego "Taksówkarza", jednak wytwórnia Paramount zrezygnowała z produkcji 14-milionowego filmu po otrzymaniu lawiny listów od prawicowych przedstawicieli środowiska chrześcijańskiego. "Nie jestem aż tak pełen entuzjazmu, żebym miał być gotowy na wszystkie te problemy, które mnie czekają" - miał powiedzieć Martinowi Scorsese prezes Paramount Pictures - Barry Diller.

Pomysł przeleżał więc w szufladzie kilka lat, zanim w 1987 roku zainteresowała się nim wytwórnia Universal. Budżet filmu daleki był jednak od wymarzonego, ekipa dostała 7 milionów dolarów, zdjęcia miały trwać jedynie 58 dni. Scorsese chciał kręcić na południu Włoch, tam, gdzie Pasolini zrealizował "Ewangelię wg świętego Mateusza". Ostatecznie zdjęcia do "Ostatniego kuszenia Chrystusa" powstały w Maroku.

Mimo iż w filmie na samym początku otrzymujemy informację, że wydarzenia, które zobaczymy w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa", są "fikcją", pojawia się również uwaga, że obraz nie jest "oparty na ewangeliach" - najwięcej kontrowersji wzbudziła właśnie "alternatywna rzeczywistość" życiorysu Chrystusa. Zamiast umierać na krzyżu, bohater Kazantzakisa i Scorsese poślubiał bowiem Marię Magdalenę.

Premierę filmu zakłóciły chuligańskie wybryki przeciwników "Ostatniego kuszenia Chrystusa". Do najbardziej spektakularnych incydentów należało z pewnością obrzucenie paryskiego kina Saint Michel koktajlami Mołotowa w czasie seansu filmu. Kino zostało zniszczone, następny seans miał się w nim odbyć dopiero 3 lata później.

Nie mniej gorąco było w USA. Do wytwórni Universal zgłosił się Bill Bright - przewodniczący organizacji Campus Crusade for Christ, który zaproponował studiu refundację kosztów poniesionych przy produkcji "Ostatniego kuszenia Chrystusa" w zamian za wszystkie kopie filmu, które zamierzał następnie zniszczyć.

Zobacz zwiastun "Ostatniego kuszenia Chrystusa":


Amerykańska premiera wywołała "chyba najbardziej zajadły wybuch nienawiści religijnej, przeradzającej się momentami w przemoc, jaki widziano w Ameryce w ostatnich latach" - jak notowała Majorie Heins. Bronili filmu krytycy, m.in. wpływowy Robert Ebert, który dał "Ostatniemu kuszeniu Chrystusa" maksymalna ocenę, zwracając uwagę na fakt, że Scorsese oparł się pokusie zrealizowania "religijnej pocztówki", traktując przy tym "Chrystusa i jego naukę z całkowitą powagą i zrozumieniem". Sam reżyser otrzymał za "Ostatnie kuszenie Chrystusa" nominację do Oscara w kategorii "najlepsza reżyseria".

O tym, że film do dziś wzbudza kontrowersje, świadczy nadal obowiązujący zakaz wyświetlania go w Singapurze i na Filipinach.

"Jest tak, jak było"?

Do "Ewangelii wg świętego Mateusza" poprzez wybór identycznych lokacji nawiązuje też Mel Gibson w swym biblijnym filmie "Pasja". Kontrowersje związane z tym obrazem rozpoczęły się jednak długo wcześniej niż padł pierwszy klaps na planie produkcji, mającej opowiadać o ostatnich 12 godzinach przed ukrzyżowaniem Chrystusa.

Wszystko z powodu... ojca reżysera, znanego z kontrowersyjnych poglądów Huttona Gibsona, który wsławił się m.in. nazwaniem soboru watykańskiego II "masońskim spiskiem, wspieranym przez Żydów" oraz kwestionowaniem nazistowskich zbrodni wojennych.

Jednym z pierwszych zarzutów wobec "Pasji" - na długo zanim zaczęły się prace nad obrazem - był domniemany "antysemityzm" filmu Gibsona, który wielokrotnie musiał powtarzać, że "poglądy mojego ojca nie są moimi poglądami". Niemniej jednak jeszcze przed premierą filmu, opierając swoje osądy na tekście wykradzionego scenopisu, organizacje żydowskie, na czele z Ligą Przeciw Zniesławieniu, wzywały do bojkotu "Pasji", twierdząc, że postaci Żydów potraktowane zostały przez reżysera w antysemicki sposób.

Zapytany o to, czy jego intencją jest obrażenie Żydów, Gibson odparł, że jego intencją było "dotarcie do prawdy". "Chciałem być wierny [ewangelii], jak to tylko możliwe" - przyznał reżyser.

Jeszcze przed oficjalną premierą filmu "Pasję" obejrzał Jan Paweł II, który miał powiedzieć po seansie: "Jest tak, jak było". Prasową rewelację zdementował potem rzecznik Watykanu, który uściślił, że Ojciec Święty nigdy nie ocenia oglądanych filmów na użytek opinii publicznej. Słowa poszły jednak w świat, wywołując gwałtowną reakcję Ligi Przeciw Zniesławieniu i wpływowej gazety "Jewish Week".

Kolejną kontrowersją, związaną z "Pasją" Mela Gibsona, były naturalistyczne sceny przemocy towarzyszące drodze krzyżowej Chrystusa. Reżyser oskarżony został o sadyzm.

"Film trwa 126 minut, zgaduję jednak, że około 100 minut, może nawet więcej, przedstawia w pełnej dosłowności sceny torturowania i śmierci Jezusa. To najbardziej brutalny film, jaki widziałem w całym życiu" - napisał krytyk Roger Ebert, przyznając "Pasji" cztery punkty w czteropunktowej skali. Mniej zrozumienia wykazali jednak inni krytycy, a David Edelstein nazwał "Pasję" - "Chrystusową masakrą piłą mechaniczną".

Bronił się sam Gibson: "Chciałem, by ten film był szokujący. Chciałem, żeby był ekstremalny. Chciałem, żeby można było poczuć ogrom poświęcenia [Chrystusa]. Doświadczyć, jak ktoś, po przejściu tak niewyobrażalnego bólu i cierpienia, jest w stanie przebaczyć i kochać. Prawdziwe ukrzyżowanie było o wiele bardziej brutalne niż sposób, w jaki pokazałem to w filmie" - mówił Gibson.

Mimo wszelkich kontrowersji towarzyszących produkcji filmu, "Pasja" stała się wielkim kasowym sukcesem, stając się najlepiej zarabiającym nieanglojęzycznym filmem w historii kina. Aby pokazać wszystko "tak, jak było", Gibson zrealizował bowiem swój film w języku aramejskim i łacińskim.

Zobacz zwiastun "Pasji" Mela Gibsona:


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Nie wiesz, jakie filmy będą emitowane w telewizji w Wielkanoc? Sprawdź nasz program telewizyjny - mamy na liście ponad 200 stacji!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tych | Nie | święty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje