Reklama

Reklama

"Striptiz": Najgorszy film w historii?

"Nie żałuję nakręcenia tego filmu. Traktowano mnie za to, jak osobę molestującą dzieci, ale trudno" - mówił po latach reżyser Andrew Bergman o "Striptizie". Produkcja uznawana jest dziś za jedną z najgorszych w historii kinematografii. Zakończyła jego karierę, a dla wcielającej się w główną rolę Demi Moore okazała się początkiem złej passy. 23 czerwca 2021 roku mija 25 lat od premiery niesławnego filmu.

Demi Moore w scenie ze "Striptizu"

"Striptiz" był adaptacją bestsellerowej książki Carla Hiaasena z 1993 roku. Opowiadała ona o Erin, samotnej matce i byłej agentce FBI, która - by związać koniec z końcem - zostaje tancerką egzotyczną. Podczas jednego ze swoich występów kobieta zostaje zaatakowana przez pijanego widza. W jej obronie staje obecny w klubie kongresmen. Wkrótce Erin dowiaduje się, jak bardzo niebezpieczny i bezwzględny jest człowiek, który pomógł jej wyjść z opresji.

Prawa do książki zostały szybko nabyte przez Castle Rock Entertainment. Reżyserem i scenarzystą został Andrew Bergman. Był on uznanym twórcą, który rozpoczął karierę na początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Napisał wówczas scenariusz komediowego westernu, który stał się podstawą "Płonących siodeł" Mela Brooksa. Przez lata podpisał się pod tekstami do kilku popularnych filmów, między innymi "Fletcha" z Chevym Chase'em w roli głównej. W latach dziewięćdziesiątych zaczął także stawać za kamerą. Spod jego ręki wyszły m.in. "Miesiąc miodowy w Las Vegas" i "Dwa miliony dolarów napiwku".

Reklama

Bergman i producenci widzieli w roli głównej Demi Moore. Aktorka była wtedy w szczytowym momencie swojej kariery. Dzięki występom w "Duchu" Jerry'ego Zuckera i "Ludziach honoru" Roba Reinera zapewniła sobie przychylność krytyków. Z kolei gorzej przyjęte przez recenzentów, ale uwielbiane przez widzów "Niemoralna propozycja" Adriana Lyne'a i "W sieci" Barry’ego Levinsona, uczyniły z niej jedną z najpopularniejszych ówczesnych gwiazd. Przekładało się to także na jej zachowanie. Moore uchodziła za divę, wymagającą nie tylko wysokiej gaży, ale także dostosowania planu do jej potrzeb - między innymi obecności jej pokaźnej świty.

"Czy Demi jest najzabawniejszą osobą na świecie? Nie. Czy ten film powstałby bez jej udziału? Prawdopodobnie nie" - przyznał Bergman. - "Żadna ze znanych mi gwiazd nie chciała się rozebrać przed kamerą, a ja nie zamierzałem kręcić telewizyjnej wersji 'Striptizu', w której ludzie biegaliby w strojach kąpielowych". Zanim ostatecznie zaangażowano gwiazdę "Ducha", pojawił się inny problem. Moore byli także zainteresowani producenci filmu "G.I. Jane" (w nim też ostatecznie zagrała), który miał wyreżyserować Ridley Scott. Jasne było, że aktorka zdecyduje się przyjąć rolę, która okaże się lepiej płatna. Stanęło na "Striptizie". Moore otrzymała za niego zawrotną kwotę dwunastu i pół miliona dolarów, co uczyniło ją najlepiej opłacaną kobietą w Hollywood.

Zaangażowanie gwiazdy "Ludzi honoru" sprawiło, że "Striptiz" stał się jednym z najgłośniejszych filmów będących w produkcji. Dziennikarzy i fanów niezbyt interesowała pozostała część obsady. Nawet Burt Reynolds, który dla roli kongresmena Dilbecka zgodził się na gażę wynoszącą zaledwie 350 tysięcy dolarów. Wiele osób było chętnych do statystowania podczas scen występów Erin. Płaca nie była zbyt wysoka, ale zainteresowani nie ukrywali, że chodziło o zobaczenie nagiej Demi Moore. Gdy aktorka rozpoczęła taniec, statyści wymknęli się spod kontroli i zdjęcia musiały zostać przerwane. Aktorka przyznała, że po tym zdarzeniu poczuła się pewniejsza siebie.

Według Bergmana okres zdjęciowy minął szybko, bez większych komplikacji i dramatów. "To był szczęśliwy plan. Kręciliśmy przez pół roku w Miami. Było bardzo śmiesznie" - mówił. Kłopoty zaczęły się podczas pokazów testowych. Książka była specyficzna - pełna najgorszych postaci i okropieństw, a jednocześnie ociekająca czarnym humorem. Okazało się, że Bergmanowi nie do końca udało się oddać jej klimat na ekranie. Widzowie byli zdezorientowani lub śmiali się w nieodpowiednich momentach.

Szczególnie źle przyjęto zakończenie, wyjątkowo mroczne i brutalne w przeciwieństwie do reszty filmu. Szybko podjęto decyzję o ponownej realizacji ostatnich scen. Tu pojawił się kolejny problem, ponieważ Moore była już na planie "G.I. Jane" i na potrzeby tej produkcji ogoliła głowę. Aktorka musiała więc nosić perukę. Nowe zakończenie zrealizowano prawie pół roku po zakończeniu zdjęć, co wymusiło przełożenie premiery o miesiąc.

Problemy pojawiły się także podczas akcji promocyjnej filmu. Motion Picture Association of America przyznało "Striptizowi" kategorię wiekową "R" - za użycie przekleństw i dużo golizny. Stowarzyszenie nie dopuściło jednak plakatu, na którym znajdowała się naga Moore. Jeden z jego członków tłumaczył, że zdjęcie nie pozostawiało za dużo dla wyobraźni, dlatego decyzja nie mogła być inna. Z kolei przedstawiciele Castle Rock mówili wprost: "Za dużo krocza". Jednocześnie narzekali, że na plakacie nie było widać nic wulgarnego, a niektóre z reklam perfum bardziej przekraczały granice dobrego smaku.

"Striptiz" powstawał w cieniu porażki "Showgirls" Paula Verhoevena. Także traktujący o tancerkach egzotycznych film wszedł na ekrany kin we wrześniu 1995 roku i został zniszczony przez krytykę oraz uznany za jeden z najgorszych w historii. Castle Rock za wszelką cenę nie chciało wiązać "Striptizu" z porażką Verhoevena, dlatego reklamowało swą produkcję jako komedię. Ostatecznie film okazał się powtórką z "Showgirls".

Krytycy prześcigali się w kąśliwych uwagach i nie brali przy tym jeńców. "Jedyny plus filmu: bilet do kina jest tańszy od wejściówki do klubu ze striptizem" - pisał Gene Siskel, jeden z popularniejszych wówczas recenzentów. "Kto powiedział Demi Moore, że potrafi grać? Bo nie potrafi. Koniec dyskusji" - orzekł Eric Brace z Washington Post. Z kolei Roger Ebert, nestor amerykańskiej krytyki, zwracał uwagę, że bohaterka Moore nie pasuje do filmu. Całość jest przerysowana, ona natomiast jako jedyna zachowuje się poważnie, zakłócając komediowy rytm.

Kilka miesięcy później "Striptiz" triumfował podczas rozdania Złotych Malin. Film otrzymał siedem nominacji, które zamieniły się w sześć antynagród: za produkcję, reżyserię, scenariusz, piosenkę, aktorkę pierwszoplanową (Moore) oraz ekranowy duet (Moore i Reynolds). Porażka niemal zakończyła karierę Bergmana. Po premierze "Striptizu" wyreżyserował tylko jeden film i nie napisał już żadnego scenariusza. Natomiast Moore czekał kryzys. Rok później otrzymała swą trzecią Złotą Malinę za "G.I. Jane", a kolejne krytyczne opinie zmusiły ją do przerwy w aktorstwie. Między 1997 i 2003 rokiem pojawiła się w zaledwie jednej produkcji - niskobudżetowym dramacie "Wyśniona namiętność".

Wyniki finansowe "Striptizu" także nie były imponujące. Przy budżecie 50 milionów dolarów film zarobił zaledwie 113 milionów na całym świecie. Okazał się jednak bardzo popularny na rynku VHS. "Co zabawne, niby wszystko wyszło okropnie, ale ten film zarobił więcej, niż cokolwiek, w co byłem zaangażowany" - przyznał Bergman w wywiadzie dla Entertainment Weekly z 2015 roku. "Wszyscy mówili: 'Prędzej szlag mnie trafi, niż zobaczę ten film', ale jak tylko była premiera w wypożyczalniach, to zaraz prosili o 'Listę Schindlera' i 'Striptiz'. Jak dzieciaki, które idą do drogerii po kondomy, ale dla niepoznaki kupują też dwanaście tubek pasty do zębów" - śmiał się reżyser.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Striptease

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje