Reklama

Stanisław Tym w INTERIA.PL!

9 lutego do kin trafi film "Ryś". Jego twórca, Stanisław Tym, opowiedział na czacie w INTERIA.PL, co go dzisiaj śmieszy, co słychać u Ochódzkiego, jak to naprawdę było na planie "Rejsu" i czy chciałby zostać politykiem.

Stanisław Tym ujawnił, że nie myśli o karierze politycznej.

Reklama

- W żadnym wypadku nie myślałem o karierze polityka. Nie przypuszczam, żeby słowo kariera było dobrym określeniem tego, co robią politycy.

A co słychać u prezesa Ochódzkiego? Co będzie robił w "Rysiu"?

- Ochódzki jest w dalszym ciągu prezesem Klubu "Tęcza", bo on jest całe życie prezesem. To facet w moim wieku. Postanowiłem go pokazać, co robi i czym się zajmuje. W dalszym ciągu zresztą zajmuje się robieniem kariery... nadal się nie zmienia, mimo iż Polska się zmienia ...

- Wielu jest takich prezesów jak Ochódzki dzisiaj. Grubo ponad 70% prezesów. W końcu wywodzimy się z PRL.

A jak odpoczywa Stanisław Tym?

- Cały czas odpoczywam z moimi psami. Najczęściej na wsi na Mazurach. Czytam sobie lektury. Czytam gazety codzienne i tygodniki.

Stanisław Tym powiedział też w rozmowie z internautami, jak ocenia dzisiejsze polskie kabarety w porównaniu do kabaretów sprzed lat.

- Bardzo dobrze oceniam... Chętnie przyjeżdżam do Krakowa na przegląd kabaretów. Tam są zawsze najnowsze kabarety. Ale stare też.

Czuję się zaszczycony, że mogę przebywać tam jako juror. Tam debiutowały takie kabarety, jak: "Kabaret Moralnego Niepokoju" czy "Ani Mru Mru"... To naprawdę świetne, znakomite kabarety, utalentowana młodzież, świetna. Oni opisują świat w najtrudniejszej kategorii, czyli przez żart, kpinę.

Co Stanisława Tyma najbardziej śmieszy w obecnych czasach?

- W tych czasach raczej wszystko mnie śmieszy. Taki mam temperament i sposób widzenia świata, choć czasem smuci mnie też to, co mnie śmieszy.

Satyryk wspominał też pracę na planie kultowego dziś filmu "Rejs"?

- "Rejs" był bardzo ważnym filmem. To pierwszy duży film z moim udziałem. Musiałem przeprowadzać wiele improwizowanych rozmów. Było to rejestrowane jednorazowo, gdyż nie można było tego powtórzyć. Pracowałem z amatorami. "Rejs" był zrobiony jako rodzaj dokumentu o PRLu. Tam się znaleźli ludzie którzy nic nie umieli.

Reżyser wyłuskał ludzi do filmu z tych, którzy nic nie umieli. Nie było kiedyś castingów. W gazecie pojawiły się ogłoszenia i jeśli ktoś chciał zagrać, to przychodził.

Piwowski [reżyser "Rejsu" - przyp. red.] - geniusz - jak ktoś umiał grać na skrzypcach.. to on go nie brał do filmu. A jak ktoś mówił, że umie grać na skrzypcach i nie umiał, to on go wtedy brał do filmu i stąd taka ekipa. Taka była Polska i on pokazał to w filmie.

Jeśli chodzi o picie, to nie było co pić. Myśmy nie mieli dostępu do lądu, bo akcja filmu dzieje się na statku. Przypływał pan na łódce po wszystkie materiały nakręcone w ciągu dnia. Nie było przecież telefonów komórkowych. My nie przypływaliśmy do brzegu, bo nie były dostosowane. Ten pan na łódce przywiózł kiedyś likier orzechowy... straszne.

Niektóre sceny z "Misia" musiały być usunięte ze względu na krytykę, zakaz... Czy można te sceny gdzieś obejrzeć?

- Jeśli chodzi o sceny usunięte z filmu, to nie można ich obejrzeć, bo wtedy wszystkie taśmy były przekazywane do wytwórni grzebieni jako surowiec wtórny.

Czy w "Rysiu" będziemy mogli zobaczyć aluzje do konkretnych osób ze świata polskich polityków?

- Nie, nie, nie, nie. Żadnych aluzji do konkretnych osób. Nie znam, nie lubię...

Zobacz pełną relację z czata ze Stanisławem Tymem.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ryś | Stanisław Tym | \ Film | sceny | Co słychać | filmy | tych | film | Stanisław

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje