Reklama

Skandal, sukces i koprodukcje

Kolejny raz podsumowujemy kolejny rok polskiej kinematografii. Jeden międzynarodowy skandal, jeden festiwalowy sukces i trzy koprodukcje. Jest się z czego cieszyć?

Krytycy odtrąbili po wrześniowej Gdyni odrodzenie polskiego kina, ale na filmowej mapie świata nadal znaczymy niewiele. Jeśli już o Polakach wspominało się podczas międzynarodowych festiwali, to głównie w kontekście skandali i współudziale w międzynarodowych produkcjach. Jedynym filmem, który zauważony został na świecie były "Sztuczki" Andrzeja Jakimowskiego.

Reklama

Zacznijmy jednak od skandalu, jakim była canneńska konferencja prasowa poświęcona rocznicowemu filmowi "Chacun son cinema".

"Nawet nie interesujecie się kinem. Sami nie piszecie, tylko kopiujecie to, co zobaczycie w komputerze. Myślę, że komputery pozbawiły was inteligencji. Chodźmy więc raczej na obiad" - to nasz rodak Roman Polański, podenerwowany poziomem dziennikarskich pytań, opuścił ostentacyjnie salę konferencyjną. Wyskok naszego reżysera opisano jako "rocznicowy zgrzyt" - był on bowiem jedynym twórca, który opuścił salę ("Chacun son cinema" zrealizowało 35 prominentnych reżyserów, jako rodzaj filmowego hołdu z okazji 60. edycji canneńskiego festiwalu).

W atmosferze skandalu, ale już tylko na krajowym poziomie, pisano również o "najważniejszym filmie powojennej Polski" - "Katyniu" Andrzeja Wajdy. Chodzi o komentarze do informacji podanej przez włoski dziennik "Il Sole-24 Ore", wedle którego film Wajdy został odrzucony przez komisję selekcyjną festiwalu w Wenecji. "Buchnęło", bo nikt w Polsce nie wiedział, że "Katyń" w ogóle został do Wenecji zgłoszony. Prześcigali się wyjaśnieniach producenci, przedstawiciele Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, swej wiarygodności bronił autor artykułu - Francesco Cataluccio. jak było naprawdę, nigdy się pewnie nie dowiemy, a "Katyń" zadebiutuje na międzynarodowej arenie podczas lutowego Berlinale.

Emocje towarzyszące międzynarodowym festiwalom przypominały więc te, które co cztery lata podczas piłkarskich Mistrzostw Europy są udziałem polskich kibiców. Brak było po prostu polskiej drużyny. Pozostało więc emocjonowanie się koprodukcjami, którymi tak przechwalał się Polski Instytut Sztuki Filmowej ("kolejny orgazm w Wenecji - polska koprodukcja w konkursie" - komentował na łamach "Filmu" Bartosz Żurawiecki). A więc "Inland Empire" Davida Lyncha, "Nightwatching" Petera Greenawaya oraz "Polak potrzebny od zaraz" (It's a Free World) Kena Loacha (dwa ostatnie miały premierę właśnie w Wenecji). Jeśli dodamy do tego fakt, że pierwszy film o "Solidarności" nakręcił Niemiec Volker Schloendorff (też polska koprodukcja, a jakże!), to zamiast narzekać na film Wajdy, powinniśmy cieszyć się, że nie zrobił go np. Nikita Michałkow.

W tym kontekście wenecki sukces "Sztuczek" Andrzeja Jakimowskiego (film startował tam w sekcji Venice Days), przypieczętowany potem gdyńskimi Złotymi Lwami i kilkoma innymi międzynarodowymi wyróżnieniami, może sprowokować boom na polskie kino, tak jak rumuńska "Śmierć pana Lazarescu" z 2005 roku otworzyła dwa lata później drogę do Złotej Palmy dramatowi "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni".

Hity 2007:

1. "Sztuczki" Andrzeja Jakimowskiego
2. Nagroda Emmy dla "Magicznego drzewa" Andrzeja Maleszki
3. Decyzja o powstaniu "polskiego Hollywood" w Nowym Mieście nad Pilicą
4. Aktorskie odkrycie roku: Sonia Bohosiewicz w "Rezerwacie" (Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego)
5. "Polska Szkoła Dokumentu" - cykl DVD Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego (m.in. Kieślowski, Munk, Karabasz)

Kity 2007:

1. Stanisława Tyma odcinanie kuponów od "Misia" (czyli "Ryś")
2.Anna Walentynowicz krytykująca "Strajk" Schloendorffa
3. Maciej Zakościelny w "Nightwatching" Petera Greenawaya
4. Janusz Kamiński nakręcił w Polsce hollywoodzką "Hanię"
5. Brak polskich filmów na międzynarodowych festiwalach

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: film | skandal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje