Reklama

Seksbomba polskiego kina

Katarzyna Figura już dawno udowodniła, że warunki fizyczne to nie największy atut jej aktorskiego rzemiosła. Obchodząca dziś 50. urodziny gwiazda "Pociągu do Hollywood", "Kingsajzu" oraz "Kilera" stworzyła wiele niezapomnianych kreacji.

Figura jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, którą ukończyła w 1985 roku. Na ekranie zadebiutowała jeszcze podczas studiów rolą Laury w filmie "Przeznaczenie" (1983) Jacka Koprowicza.

Reklama

Choć grała poważne role u Krzysztofa Kieślowskiego i Wojciecha J. Hasa najbardziej zapada w pamięć w rolach komediowych. Pamiętamy ją doskonale z roli prześlicznej Różyczki w baśni filmowej Jerzego Gruzy "Pierścień i róża" (1986) oraz komedii Radosława Piwowarskiego "Pociąg do Hollywood", gdzie wcieliła się w postać Merlin Wafelek - dziewczyny która marzy o tym by zostać gwiazdą filmową. Obejrzany przez nią w dzieciństwie film Billy Wildera "Pół żartem, pół serio" wywołał na niej niezapomniane wrażenie i dlatego właśnie marzy o graniu w jego filmach. Niestety, listy, które kieruje do niego pozostają bez odpowiedzi. Zamiast pracować jako gwiazda filmowa jest bufetową w pociągu i pracuje jako filmowa statystka. Za tę rolę Figura otrzymała Złotą Kaczkę - nagrodę czytelników miesięcznika "Film".

Potem był kolejny wielki hit, komedia o krasnoludkach Juliusza Machulskiego "Kingsajz". Rola "superblondyny" w "Porno" Marka Koterskiego umocniła wizerunek Kasi Figury jako pierwszej seksbomby i przyniosła jej jeszcze większą popularność.

Pociąg do Hollywood

Role te przyniosły aktorce duże uznanie publiczności. Po sukcesach w Polsce Figura postanowiła spróbować szczęścia w Hollywood. Wśród zagranicznych produkcji z udziałem aktorki znalazły się m.in. epizody w filmach amerykańskiego reżysera Roberta Altmana - "Gracz" (1992) i "Pret-a-porter" (1994) oraz w telewizyjnych produkcjach "Fatal Past" (1993) i "Red Shoes Diary" (1993), hiszpańskim filmie "Estacion Central" (1989) oraz francuskich: "Near Mrs." (1990), "Washing Machine" (1992), "Le joueur d'echecs" (1994) i serialu "Navarro".


Roberta Almana poznała na początku lat dziewięćdziesiątych w związku z produkcją filmu "Gracz", w którym początkowo reżyser zaproponował jej główną rolę, a w którym ostatecznie pojawiła się tylko w epizodzie.

"Wcześniej znałam jego filmy i na nich uczyłam się jak się tworzy kino. Przede wszystkim chodzi mi o film 'Trzy kobiety'. Na nim uczyłam się jak się gra. Spotkanie z nim utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba pracować właśnie tak jak on" - Figura wspominała Altmana po śmierci reżysera w 2006 roku.

Mam wszystko w tyle

W 1990 roku aktorka nawiązała współpracę z reżyserem Andrzejem Kondratiukiem występując w jego "Mlecznej drodze" oraz w filmach "Wrzeciono czasu" (1995) i "Słoneczny zegar" (1997). Następnie zagrała w "Autoportrecie z kochanką" (1996) Radosława Piwowarskiego, w "Historiach miłosnych" (1997) Jerzego Stuhra i w "Kilerze" (1997) Juliusza Machulskiego. Pojawiła się też w "Szczęśliwego Nowego Jorku" (1997) Janusza Zaorskiego, "Złoto dezerterów" (1998) Janusza Majewskiego, i "Ajlawiu" (1999) Marka Koterskiego.

Rok 1997 był dla niej szczególnie trudny - jako kobiety i aktorki. Gwiazda bardzo przeżyła swe 35. urodziny, a jej hollywoodzka kariera nie rozwijała się tak, jakby sobie tego życzyła. Dlatego propozycja Jerzego Stuhra, aby zagrała w jego filmie "Historie miłosne", spadła jak z nieba. Po kilku latach spędzonych w Los Angeles, aktorka zdała sobie sprawę, że wielkie role czekają na nią tylko w Polsce.

"Zawodowo nie było tak źle. Znów zaczęłam robić filmy w Polsce: 'Kiler', 'Szczęśliwego Nowego Jorku'. (...) Jednak jako kobieta byłam pogrążona" - opowiadała w 2004 roku w wywiadzie dla miesięcznika "Gala".

To, że aktorka coraz częściej bywała w Polsce sprawiło, że zyskała na nowo popularność w kraju, ale odsunęło ją to od "hollywoodzkiego planu". "Traciłam pozycję w Hollywood, to że znali mnie dyrektorzy od obsady castingów, reżyserzy, producenci" - mówiła aktorka.

Wielkie role jednak nie przychodziły. "W tym czasie brałam udział w zdjęciach do 'Adwokata diabła', z Alem Pacino i byłam bardzo blisko, ale ostatecznie wygrała Charlize Theron" - wyznała Figura.

Propozycja, aby zagrała w filmie "Historie miłosne" była jak zrządzenie losu.

"Pewnego dnia przyszedł scenariusz 'Historii miłosnych' wraz z pięknym listem od Jerzego Stuhra, w którym zaznaczył, że napisał rolę kryminalistki Kryśki właśnie z myślą o mnie i czy bym zechciała zagrać. To był ogromny dylemat, ale jak można postąpić inaczej? Miałam to odrzucić, bo a nuż przydarzy się jakaś hollywoodzka rola?" - stwierdza aktorka.

"Znudziło mi się być atrakcyjną i ładną"

W 1998 roku otrzymała też kolejną Złotą Kaczkę. Dwukrotnie dostała Złote Lwy dla najlepszej aktorki na festiwalu filmowym w Gdyni - w 1999 r. za "Ajlawju" Marka Koterskiego i w 2003 za "Ubu król" Piotra Szulkina. W roku 2004 - Złotego Orła za główną rolę kobiecą w filmie "Żurek" Ryszarda Brylskiego.

W tym ostatnim filmie stworzyła niezwykle przejmującą kreację matki nastolatki, która nie chce zdradzić sekretu, kto jest ojcem jej nowo narodzonego dziecka.

- Myślę, że to nie tyle ja byłam odważna przyjmując tę rolę, ile reżyser obsadzając mnie w niej. Może znudziło mi się już być atrakcyjną i ładną? To, co mnie pociągnęło w tym filmie, to dramat mojej bohaterki i szansa na zdobycie publiczności, jej uczuć, chwilowego utożsamienia się z dramatem bohaterki, jej losami. Taki efekt trudno jest osiągnąć rolami, jakie do tej pory grywałam. Nie miałam szans bycia tak ludzką, tak dramatyczną. Dla mnie, jako aktorki, było to wyzwanie. Ale największą nagrodą jest wzruszenie widzów, którzy oglądają ten film. To jest największa nagroda. Kiedy jesteśmy wiarygodni i historia, którą opowiadamy przemawia do widzów - aktorka mówiła po gdyńskim pokazie "Żurku".

Łysa Figura

Na teatralnych deskach można było zobaczyć ją w m.in. "Trzech siostrach" Antoniego Czechowa, "Mistrzu i Małgorzacie" Michaiła Bułhakowa, "Zazdrości na 3 Faxy" - Esther Villar, a ostatnio - w "Badaniach terenowych nad ukraińskim seksem" Oksany Bużko i "Alinie na Zachód" Dirka Dobbrowa. Tę ostatnią rolę aktorka zagrała w Teatrze Dramatycznym, z którym od 2006 roku jest związana na stałe.

Na potrzeby spektaklu Figura zgoliła włosy. W jednej ze scen ściąga z głowy perukę, a widzom ukazuje się jej łysa głowa. "W tej scenie ujawnia się jej skrywana tajemnica. Brak włosów to efekt jednej nocy, podczas której opuścił ją mąż. Obudziła się i wszystkie włosy leżały na poduszce" - wyjaśnił reżyser "Aliny..." Paweł Miśkiewicz.

- Debiutowałam w teatrze, a film był drugim krokiem. Miałam fantastyczny debiut na scenie Teatru Współczesnego w Warszawie w "Trzech siostrach" Czechowa, gdzie zagrałam Irinę oraz w "Widoku z mostu" Artura Millera, gdzie grałam Kate. To były moje dwie przełomowe role, choć bardzo różne. Myślę, że nie ma co wspominać, jak było, bo właściwie niewiele się nie zmieniło. Nadal muszę łączyć rodzinę i pracę. To, co później widzimy na ekranie, to jest synteza mojego życia prywatnego i zawodowego - mówiła w jednym z wywiadów.

Sama zdjęła gorset

W tym roku zobaczymy ją w filmie "Yuma" Piotra Mularuka, gdzie wcieliła się w postać Halinki, trzęsącej całą okolicą szefową przygranicznego domu publicznego.

Reżyser Piotr Mularuk wspomina sytuację, w której aktorka przekroczyła ramy scenariusza: - Kasia Figura w scenie w solarium sama zdjęła gorset, bo uznała, że to potrzebne. I dodaje: - Jeśli aktorzy są inteligentni, jeśli wierzą w przedsięwzięcie, ranga filmu jest inna. Oni robią to sami, do niczego ich nie trzeba nakłaniać, pracują intensywnie dla filmu i dla siebie. Myślę, że aktorzy czują, że to film, którego realizację traktuję serio. A to procentuje.

Warto podkreślić, że rola przebojowej Halinki od początku pisana była z myślą o Katarzynie Figurze.

- Uwielbiam takie aktorskie wyzwania! - mówi z entuzjazmem aktorka. - Nie dość, że jestem brunetką, to jeszcze wyglądam niczym postać z "Dynastii"! Niemal jak Alexis - śmieje się gwiazda. - Dzięki tym wszystkim jaskrawym kolorom, koronkom, mocnemu makijażowi i fryzurze czuję się niczym aktorka Almodóvara - dodaje Figura.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Figura | Nie | Pociąg do Hollywood | seksbomba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje