Reklama

Reklama

Sean Bean: Nie chce pomocy w scenach seksu

Sean Bean wypowiedział się w jednym z ostatnich wywiadów na temat obecności na planie filmowym w scenach seksu koordynatorów ds. intymności. Jego słowa wywołały w Hollywood prawdziwą burzę.

Sean Bean wypowiedział się w jednym z ostatnich wywiadów na temat obecności na planie filmowym w scenach seksu koordynatorów ds. intymności. Jego słowa wywołały w Hollywood prawdziwą burzę.
Sean Bean w towarzystwie Anny Friel /Getty Images

Sean Bean, gwiazdor "Gry o tron" i takich filmów, jak: "Czas patriotów", "GoldenEye", "Troja" czy "Władca pierścieni: Drużyna Pierścienia" powiedział publicznie, że nie jest fanem koordynatorów ds. intymności, ponieważ "psują spontaniczność" scen.

Reklama

Sean Bean: Nie chce pomocy w scenach seksu

"Myślę, że naturalne zachowanie kochanków zostałoby zrujnowane przez kogoś, kto sprowadziłby całą tę sytuację do ćwiczenia technicznego" - powiedział "The Times of London" aktor. - "To by mnie bardziej hamowało, ponieważ zwracałoby moją uwagę w stronę nieistotnych detali".

"Ktoś ciągle ci mówi: zrób tak, połóż rękę tu, dotykaj kogoś tam... Myślę, że to zrujnowanie czegoś spontanicznego i naturalnego - dodał.

Bean jako przykład podał swoją rolę w dramacie kostiumowym "Kochanek Lady Chatterley", gdzie nie brakowało scen erotycznych, w których grał razem z Joely Richardson.

"To była sama frajda. Mieliśmy dobrą chemię, graliśmy coś niezwykłego. Miałem wówczas żonę, ona miała męża. Ale zależało nam na podążaniu za historią, oddaniu prawdy prozy DH Lawrence'a" - stwierdził.

Aktor odniósł się także do skróconej sceny erotycznej z drugiego sezonu serialu "Snowpiercer", w której nie tak dawno wystąpił razem z Leną Hall. "Myślę, że trochę za mocno ją ścieli. Czasem chcesz przesunąć delikatnie granicę, co z samej natury jest eksperymentem i dostajesz po głowie od producentów. Szkoda, bo to dobra, surrealistyczna, abstrakcyjna scena" - podsumował.

Burza po słowach Seana Beana

Słowa aktora wywołały w Hollywood prawdziwą burzę i spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem wielu gwiazd. W nowym wywiadzie dla magazynu "Porter" Amanda Seyfried powiedziała, że wyszła z czasów sprzed MeToo "całkiem bez szwanku", ale dodała, że jako nastolatka zagrała kilka scen, których teraz żałuje.

Gwiazda ubolewa, że na początku jej aktorskiej drogi na planach filmowych nie było koordynatorów ds. intymności, ponieważ pamięta, jak wiele razy znajdowała się wówczas w niekomfortowych sytuacjach.

"Mając 19 lat, chodziłam po planie bez bielizny. Teraz myślę sobie o tym: 'Żartujesz sobie? Jak mogłaś do tego dopuścić?' - wyznała. "Och, wiem dlaczego: miałam 19 lat, nie chciałam nikogo denerwować i chciałam zachować pracę. Dlatego" - szybko dodała.

Do słów Beana odniosła się gwiazda "West Side Story" Rachel Zegler. "Koordynatorzy intymności tworzą bezpieczne środowisko dla aktorów i aktorek. Cieszę się, że mogłam z kimś takim pracować. Edukowali nie tylko mnie, ale i ludzi z latami doświadczenia. Spontaniczność w takich scenach może być niebezpieczna. Obudź się" - zwróciła się wprost do Beana.

Stanowisko zabrała również wspomniana przez aktora w wywiadzie Lena Hall. Podkreśliła ona znaczenie koordynatorów intymności, nazywając ich "mile widzianym dodatkiem do zestawu". "Jeśli czuję się komfortowo z partnerem w scenie i z innymi na planie, wtedy koordynator jest zbędny. Ale jeśli jest cień wątpliwości czy strachu, że pokażę zbyt dużo, albo będę się czuła nieswojo, wtedy trzeba albo kwestionować sens sceny, albo domagać się koordynatora" - stwierdziła.

Sean Bean: Jak on pięknie ginie

Sean Bean to 63-letni brytyjski aktor, który w czasie swojej kariery wystąpił w wielu uznanych i kultowych pozycjach. Co ciekawe, zyskał rozpoznawalność z nieoczekiwanego powodu - niemal każda grana przez niego postać ginie w widowiskowy sposób.

We wspomnianym "Czasie patriotów" Bean zagrał powiązanego z IRA terrorystę, który poprzysięga zemstę na agencie CIA Jacku Ryanie (Harrison Ford). Do ostatecznego starcia między nimi dochodzi na mogącej wybuchnąć w każdej chwili motorówce. Ostatecznie postać Beana ginie, gdy Ryan popycha go na kotwicę, która wbija się terroryście w plecy. Jakby ktoś miał nadzieję na jego powrót, to nie da rady - chwilę później motorówka eksploduje.

W 1995 roku Bean dołączył do obsady "Goldeneye", pierwszego filmu z Pierce'em Brosnanem w roli Jamesa Bonda. Przypadła mu rola Aleca Trevelyana, głównego antagonisty 007 ukrywającego się pod pseudonimem Janus. Śmierć postaci w finale filmu nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Ale trzeba przyznać, że ginie w wielkim stylu. Alec wpierw spada kilkadziesiąt metrów w dół, a następnie zawala się na niego konstrukcja ogromnego talerza satelitarnego. Jakby ktoś miał nadzieję, że "może jednak udało mu się przeżyć", to po chwili jego baza wybucha w powietrze.

Z kolei w superprodukcji Petera Jacksona "Władca pierścieni: Drużyna Pierścienia" Bean zagrał Boromira i... znów zginął. Jego postać została zabita kilkoma strzałami z łuków, gdy starała się obronić dwójkę hobbitów przed ścigającymi ich Uruk-hai. Aktor uznał tę scenę za swoją ulubioną filmową śmierć. Nie ukrywał także, że trochę cieszył się z opuszczenia trylogii już po pierwszej części.

"Czarna śmierć" jest jednym z mniej znanych filmów Beana. W opowiadającym o epidemii dżumy horrorze młody mnich (Eddie Redmayne) wyrusza z rycerzem (Bean) do pobliskich wsi z powodu doniesień o nekromancji. Film nie bał się brutalnych scen, a śmierć postaci Beana jest w nim wyjątkowo okrutna. Jego bohater zostaje rozerwany końmi, a kamera ukazuje jego agonię w przerażających detalach.

Wreszcie w 2011 roku Bean pojawił się w serialu "Gra o tron" stacji HBO. Chociaż jego bohater Ned Stark wydawał się centralną postacią historii, w dziewiątym odcinku pierwszego sezonu jego bohater został uśmiercony przez dekapitację. Taki obrót zdarzeń wywołał szok wśród widzów serialu. Równie dużą dyskusję spowodowały słowa, które Ned szeptał na chwilę przed śmiercią. Niektórzy dopatrywali się wskazówek dotyczących fabuły kolejnych odcinków. Inni wyczytywali z ruchu jego warg komiczne zdania pokroju "Mam ochotę na Oreo". Bean przyznał później, że jego szept nie miał wielkiego znaczenia - jego bohater po prostu odmawiał modlitwę przed śmiercią.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Sean Bean

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama