Reklama

Scenarzysta: "Ciało" nie jest plagiatem!

Reżyser Janusz Zaorski i producent Dariusz Jabłoński posądzili we wtorek, 16 września, o plagiat twórców filmu "Ciało", nakręconego według scenariusza Andrzeja Saramonowicza. Ich zdaniem, pomysł komedii pochodził ze scenariusza zatytułowanego "Przedział dla niepalących", autorstwa Janusza Głowackiego i Evy Nagorski. Na odpowiedź scenarzysty i współreżysera "Ciała" nie trzeba było czekać długo.

"Scenariusz Ciało jest moim dziełem autorskim i przy jego pisaniu nie inspirowałem się utworami innych autorów. Przed napisaniem scenariusza Ciało nie znałem ani opowiadania Janusza Głowackiego Przed burzą, ani jego scenariusza Przedział dla niepalących" - pisze Saramonowicz w specjalnym oświadczeniu.

Reklama

Filmowiec zarzucił swoim oskarżycielom brak konkretnych przykładów potwierdzajacych ich tezy, a jednocześnie zaprzecza, jakoby w grudniu 1997 roku miał poprosić Dariusza Jabłońskiego o zapoznanie się z jego scenariuszem.

"Nie mogłem tego zrobić, bo w grudniu 1997 roku scenariusz Ciała jeszcze nie istniał. Wówczas Canal+ dopiero zamawiał u mnie scenariusz (umowa nosi datę 22 grudnia 1997)" - kontynuuje Saramonowicz.

"Scenariusz został ukończony i przyjęty przez Canal+ w pierwszej połowie lutego 1998 roku i dopiero po tym terminie mógł być pokazywany osobom postronnym" - stwierdza twórca.

Saramonowicz dowodzi następnie, że przedstawił swój scenariusz Jabłońskiemu dopiero w połowie 1998 roku. Uczynił to jednak nie po to, by zaproponować wspólną produkcję. Taka współpraca była, zdaniem autora, niemożliwa, ponieważ właściciel skryptu, firma Canal+, w pierwszej połowie 1998 roku zleciła przygotowania do realizacji "Ciała" studiu Perspektywa, kierowanemu przez reżysera Janusza Morgensterna.

"Powodem, dla którego dostarczyłem p. Jabłońskiemu tekst Ciała, był konkurs scenariuszowy, który jego firma Apple współorganizowała" - wyjaśnia Saramonowicz.

"Pan Jabłoński poinformował mnie wówczas o istnieniu scenariusza Przedział dla niepalących Janusza Głowackiego i - ze względu na podobieństwo jednego rozwiązania dramaturgicznego - dał mi go do przeczytania" - brzmi dalszy ciąg oświadczenia Saramonowicza.

"Po przeczytaniu tekstu p. Głowackiego uznałem w zdumieniu, że w moim i jego scenariuszu istotnie jedno z rozwiązań dramaturgicznych jest identyczne: i u mnie, i u Głowackiego na głowę znajdujących się w przedziale pociągu zwłok spada przedmiot (w Ciele - walizka, w "Przedziale dla niepalących" - laptop)" - przyznaje reżyser.

Saramonowicz stwierdza jednak, że uznał wówczas tę zbieżność za zabawną koincydencję. Pochlebiało mu wtedy, że ceniony przez nego dramaturg i scenarzysta, miewa podobne pomysły.

"Jednak wszystkie istotne elementy obu tekstów (wątki, bohaterowie, dialogi, sytuacje, atmosfera, kierunki rozwoju akcji, finał etc.) całkowicie się różnią, a zatem brak jest podstaw dla przypisania mojemu scenariuszowi znamion plagiatu innego utworu" - stanowczo zastrzega reżyser.

Autor wskazał następnie na źródło swojej inspiracji. Miała być nim notka pod tytułem "Pijany w trupa", opublikowana w "Gazecie Wyborczej", numer 286 z 9 grudnia 1991 roku.

Tekst ten opowiadał o przygodach ubogiej rumuńskiej rodziny, która posadziła zwłoki krewnego w przedziale pociągu osobowego i przewiozła go w ten sposób do rodzinnej miejscowości, chcąc oszczędzić na kosztach transportu ciała. Przewoźnicy zlali ubranie zwłok alkoholem, a konduktorowi wytłumaczyli, że wujaszek się upił.

"Wątek przenoszenia zwłok z miejsca na miejsce lub przewożenia ich środkami komunikacji jest dość częsty w utworach literackich i filmowych na całym świecie (Baśnie z tysiąca i jednej nocy, reportaż Sztywny Ryszarda Kapuścińskiego, sztuka Kondukt Bohdana Drozdowskiego, filmy Kłopoty z HarrymWeekend u Berniego etc.)" - przypomina Andrzej Saramonowicz w swoim oświadczeniu.

Filmowiec zapewnił, że w całej sprawie nie ma żadnych pretensji do Janusza Głowackiego.

"Nie wydaje mi się, by autor scenariuszy do RejsuTrzeba zabić tę miłość rzeczywiście uważał - w co próbują go wmanewrować gorliwi obrońcy - iż ma na to copyright, bo cenię go i nie posądzam o brak zdrowego rozsądku" - stwierdzia Andrzej Saramonowicz.

"Opublikowane przez pp. Zaorskiego i Jabłońskiego oświadczenia w dniu rozpoczęcia festiwalu gdyńskiego uznaję za próbę wywarcia niegodziwej presji na jury. Nie mam wątpliwości, że jury tej presji się nie podda" - kończy Andrzej Saramonowicz swoje oświadczenie, opublikowane w "Gazecie Wyborczej".

INTERIA.PL/GW

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje