Reklama

Samuel L. Jackson: Jak on pięknie przeklina

Nikt nie przeklina tak jak on. Zanim kogoś zastrzeli, wpierw wyrecytuje mu swój ulubiony werset z biblii i poprosi o gryza hamburgera. A jeśli świat jest w niebezpieczeństwie, zaraz zbierze grupę superbohaterów. To właśnie Samuel L. Jackson. Popularny aktor w piątek, 21 grudnia, kończy 70 lat.

Samuel L. Jackson

Jackson zainteresował się aktorstwem w czasie studiów. Zaczynał w teatrze, a ze sceny szybko trafił przed kamerę. Debiutował w 1972 roku w półamatorskim "Together for Days". Pierwsze dwie dekady jego kariery to sporadyczne role w filmach i telewizji.

Reklama

W "The Bill Cosby Show" pracował przez trzy lata... jako dubler głównej gwiazdy programu. Na drodze do sukcesu stanęły problemy z alkoholem i narkotykami. Jackson był uzależniony od kokainy, kilka razy zdarzyło mu się otrzeć o śmierć, gdy przedawkował heroinę.

Aktor wyszedł z ośrodka odwykowego na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć do "Malarii" (1991) Spike'a Lee, w którym wcielił się w uzależnionego od cracku. Jackson podszedł do roli bardzo osobiście, a jego doświadczenia wpłynęły na kreację postaci.

"Powiedziałem Spike'owi: 'On nie może być ciągle naćpany. W swoich scenach czegoś potrzebuje. Ma misję, żeby zdobyć towar. Tak chcę to zrobić. I to był przełom w mojej karierze. Bilet do Hollywood. Idealny związek doświadczenia i możliwości" - wyznał.

Jackson wypadł tak dobrze, że podczas festiwalu w Cannes w 1991 roku otrzymał specjalną Złotą Palmę dla najlepszego aktora drugoplanowego.

Pomimo sukcesu Jackson musiał poczekać jeszcze kilka lat na interesujące role. Do 1994 roku pojawiał się na drugim planie, jako ojciec alkoholik ("Zagrożenie dla społeczeństwa") lub technik zjedzony przez welociraptory ("Park Jurajski"). I wtedy Quentin Tarantino obsadził go w roli zabójcy Julesa w "Pulp Fiction" (1994). Jego sceny stały się kultowe. Jackson jako filozofujący zabójca ze słabością do hamburgerów (których nie może jeść w domu, bo dziewczyna jest wegetarianką) wyciskał sto procent z każdej swojej sceny.

"Pulp Fiction" przyniosło mu pierwszą i póki co jedyną nominację do Oscara. Uchodził za jednego z faworytów. Przegrał jednak z Martinem Landau, którego nagrodzono za "Eda Wooda". Jackson nie krył rozczarowania. Podczas transmisji z rozdania nagród kamery uchwyciły, jak chwilę po ogłoszeniu werdyktu krzyczy "Shit".

Jackson pojawiał się od tamtej pory niemal w każdym filmie Tarnatino. W "Jackie Brown" (1997) i "Nienawistnej ósemce" (2015) zagrał główne role. Najlepiej wypadł jednak w westernie "Django" (2012). Zagrał domowego niewolnika ślepo oddanemu swojemu właścicielowi, granemu przez Leonardo DiCaprio rasiście. Jackson przyznał, że rola ta należała do najtrudniejszych w jego karierze. Jednocześnie bronił filmu przed oskarżeniami o nadużywanie rasistowskiego języka oraz ocenił go jako "najprawdziwszy film o niewolnictwie".

Jednym ze znaków rozpoznawczych Jacksona są wiązanki przekleństw, w deklamacji których osiągnął mistrzostwo świata. Nikt nie mówi "motherfucker" tak jak on. Podobnie sądzą twórcy filmowi, proponując mu role w takich projektach jak "Bodyguard: Zawodowiec", gdzie rola aktora ograniczyła się właściwie do wykrzykiwania kolejnych wulgaryzmów. Jackson oczywiście ją przyjął. I był w niej niesamowity.

W czasie swej kariery Jackson pojawił się w kilku popularnych franczyzach. W "Szklanej pułapce 3" pomagał Johnowi McClaine'owi przetrać kolejny pechowy dzień. W nowej trylogii "Gwiezdnych wojen" (1999-2005) wcielił się w mistrza Jedi Mace'a Windu, jedynego posiadacza fioletowego miecza świetlnego. Stał się także jedną z twarzy Marvel Cinematic Universe za sprawą roli Nicka Fury'ego.

Jeszcze na początku XXI wieku Jackson udzielił wydawnictwu Marvel pozwolenia na wykorzystanie jego wizerunku w kreacji nowej wersji superszpiega (pierwotnie był on białym mężczyzną o kwadratowej szczęce - pewnie dlatego we wcześniejszej adaptacji wcielił się w niego David Hasselhoff). W "Iron Manie" (2008) pojawił się w jego roli w epizodzie po napisach końcowych. Od tego czasu wcielał się w Fury'ego siedem razy, a niedługo zrobi to znów za sprawą "Captain Marvel", gdzie zagra odmłodzoną wersję swej postaci.

Jackson jest obecnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów na świecie. Gra w kilku filmach rocznie. Nie liczy się dla niego poziom produkcji - po prostu lubi swoją pracę. W "Wężach w samolocie" zagrał tylko z racji absurdalności tytułu - i zagroził swoim odejściem, jeśli zostanie on zmieniony.

Zapytany, czy ogląda swoje filmy, odpowiada: "Jasne! Kocham siebie na ekranie!". Publiczność także - i ma nadzieje go oglądać jeszcze bardzo długo.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Samuel L. Jackson | Pulp Fiction

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje